• By
  • Opublikowane 11 Grudzień, 2012

Piszę, więc jestem – wywiad z Magdaleną Kulus

Magdalena Kulus to filolożka z wykształcenia, gawędziarka z zamiłowania. Pisze więcej niż czyta, chociaż wie, że powinno być na odwrót. Na co dzień urzędniczka - pracuje w Wydziale Promocji Urzędu Miasta Tychy. Zadebiutowała w 2011 roku książką o swoim psie asystencie pt. "Blondyn i Blondyna". Doktorantka na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego - zajmuje się literaturą dzieci i młodzieży, recenzuje książki, pisze rozprawę o polskiej recepcji "Ani z Zielonego Wzgórza".

D.Z.: Dzień dobry. Kiedy czytałem o Tobie, spotkałem się z wieloma pozytywnymi opiniami na Twój temat. Podkreślają one Twoją żywiołowość, przebojowość, otwartość i determinację w działaniu. Zastanawiam się skąd czerpiesz tyle energii?

M.K.: Przewrotnie mogę powiedzieć, że ta energia bierze się z kosmosu, ponieważ tak naprawdę to nie jest to żaden wynik mojej pracy nad sobą czy rozwoju. Po prostu taka jestem. Mam taką rodzinę. Mam bardzo energiczną mamę i babcię i mam to po prostu w genach. Dodatkowo otaczam się również takimi ludźmi i dzięki temu wydaje mi się, że od nich czerpię też bardzo dużo pozytywnej energii.

D.Z.: Zastanawiałem się, jak narodził się pomysł napisania tej ciekawej książki o przyjaźni pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem?

M.K.: Przede wszystkim jest to książka napisana na podstawie bloga, którego prowadzę od 2007 roku. Później Pani Monika Szwaja namówiła mnie do stworzenia na jego bazie książki. Na początku oponowałam, bo wydawało mi się to kompletnie nieciekawe. Uważałam, że lepiej będzie jeśli napiszę coś zupełnie innego. Oczywiście, okazało się że książka znalazła wielu odbiorców głównie wśród osób chorych, które potrzebowały motywacji, wsparcia i mogły zobaczyć, że także na wózku można sprawnie funkcjonować i prowadzić normalne życie.

D.Z.: Nie da się ukryć, że zarówno książka jak i kampania „Razem sprawniej” przyniosła Ci spory rozgłos. Jak czujesz się w tej sytuacji? Czy uważasz się za osobę medialną ?

M.K.: Nie, nie wydaje mi się, żebym była osobą medialną. Jestem „zwierzem” internetowym, bo głównie funkcjonuję w Internecie. Natomiast oczywiście jakaś tam popularność przyszła razem z tym… Jednak mam nadzieję, że uda mi się napisać coś więcej i zaistnieć jako pisarka. Obecnie jestem głównie przedstawiana jako autorka bloga i doktorantka. Dlatego myślę, że przede mną jeszcze bardzo dużo pracy, żebym nie stała się autorką tylko jednej publikacji, bo to byłoby smutne. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze coś wydać, cały czas piszę, uczę się i szkolę, żeby pisać jak najlepiej.

D.Z.: Wspominasz o planach… Patrząc na Twój dotychczasowy dorobek można stwierdzić, że radzisz sobie świetnie- doktorat, praca to tylko część Twoich osiągnięć, które tak naprawdę realizujesz. Czy możesz uchylić nieco rąbka tajemnicy i zdradzić nam swoje dalsze plany?

M.K.: Plan jest taki, by się obronić. Kończę doktorat – piszę o Ani z Zielonego Wzgórza. Później chciałabym wydać drugą książkę, jeżeli byłoby to tylko możliwe i jeśli znajdzie się wydawca. Planuję przede wszystkim skupić się na pisaniu... To taka moja ucieczka, największa przyjemność i pasja.

D.Z.: Świetnie sobie radzisz i znajduje to odzwierciedlenie w Twoich osiągnięciach… Czy tak było zawsze? Jak radziłaś sobie ze swoją niepełnosprawnością na uczelni? Jak odbierali Cię znajomych, wykładowcy i studenci?

M.K.: Na uczelni nie było żadnego problemu. Bardzo miło mnie przywitano, Pan Dziekan zaprosił mnie do siebie, zrobiliśmy karteczki jak znosić osobę na wózku ze schodów, bo wtedy na naszym wydziale nie było jeszcze żadnych udogodnień dla osób niepełnosprawnych. Podobnie było ze studentami. Przyjmowali mnie bardzo ciepło, jednak najważniejsze było to, że znalazłam osoby, które pomagały mi na bieżąco. Jeździłam na normalnym wózku i te osoby przejmowały mnie jedna od drugiej, bo na jednych zajęciach byłam z jedną grupą, a na drugich z drugą. To, że znalazłam takie osoby, które chciały się mną zająć, zaopiekować, było dla mnie najważniejsze. Ci ludzie przewozili mnie z sali do sali i tam pomagali się rozpakować, zasiąść przy stoliku i dbali o to, żeby było mi wygodnie, żebym mogła swobodnie pisać i uczestniczyć w zajęciach. Bez nich na pewno nie dałabym rady.

D.Z.: To bardzo dobrze świadczy o obecnej młodzieży …

M.K.: O ówczesnej, ówczesnej młodzieży, minęło już trochę czasu (śmiech).

D.Z.: Co motywuje Cię do działania? Czy masz jakieś sposoby na wyznaczanie sobie celów?

M.K.: Najbardziej motywuje mnie, gdy ktoś mnie zdenerwuje. Kiedy jestem zdenerwowana, bardzo dobrze idzie mi wszelka praca. Jeżeli więc coś mnie zirytuje, to wówczas jest to największy motor mojego działania. No, a jeżeli chodzi o książkę, to zmotywowała mnie choroba, bo musiałam leżeć i akurat w tym dniu, kiedy okazało się, że muszę leżeć przez parę miesięcy, dostałam propozycję napisania książki, dokończenia jej. To był dla mnie taki znak z góry, żeby faktycznie ją napisać. Ale najczęściej motywuje mnie potrzeba zmian, bo ogólnie rzecz biorąc najlepiej reaguję na sytuacje graniczne. Muszę mieć wyznaczone terminy, bo inaczej się lenię i ociągam.

D.Z.: Jaki jest zatem Twoim zdaniem sposób na sukces?

M.K.: NNie mam pojęcia, jaki jest sposób na sukces, ponieważ nie uważam siebie za człowieka sukcesu. Myślę, że nigdy tak nie będę uważała. Zawsze stawiam sobie dalsze cele, wyznaczam jakieś kolejne punkty, dlatego też trudno mi mówić o sukcesie… Zwłaszcza, że sukces kojarzy mi się z korporacją, biureczkami i olbrzymimi pieniędzmi, a wydaje mi się, że ja podążam zupełnie inną drogą.

D.Z.: Nawiązując do naszej kampanii „Co nas spina”… Można zauważyć, że radzisz sobie bardzo dobrze - Jesteś pełna wigoru i optymizmu! Często ludzie młodsi od Ciebie- studenci, młodzież czy licealiści mają bardzo dużo problemów, które nie pozwalają im realizować własnego potencjału. Czy masz dla nich jakieś „złote rady”?

M.K.: Przede wszystkim trzeba samemu przed sobą przyznać się , że czasami coś nas spina. Ja mam dużo takich rzeczy, które mnie spinają i jakoś muszę z nimi walczyć. Jestem taką osobą, która być może popełnia wielki błąd, bo nie uzewnętrznia tego co ją spina. Nigdy o tym nie piszę na blogu, a przynajmniej bardzo, bardzo rzadko. Nigdy nie mówię o tym publicznie. Wszelkie publikacje mają charakter lekko kpiarski i pozytywny z tego względu, że jestem osobą, która uważa, że na świecie jest tyle nieszczęścia i cierpienia, że nie należy ich mnożyć i siać. Dlatego też najważniejsze dla mnie jest to, co pozwala mi trwać w pewnej równowadze psychicznej, czyli moje psy i pisanie - moje pasje. Warto mieć w życiu coś takiego, co nas fascynuje i co pozwala nam uciec od wszystkiego, od problemów i przykrości, w czym rzeczywiście czujemy się dobrze. Jeżeli ja mam taką przestrzeń, gdzie jestem całkowicie bezpieczna, odcięta od tego co mnie spotkało, zabolało, wtedy mam szansę w jakimś stopniu się zregenerować. Myślę, że to bardzo pomogło mi, by nie zwariować, bo miałam bardzo dziwne przygody w życiu, różne choroby i komplikacje. Moja sytuacja, nie ukrywajmy, nie jest najłatwiejsza. Rokowania w mojej chorobie też nie są najlepsze i właściwie, gdyby nie pisanie i psy, to myślę, że byłoby ze mną bardzo źle.

D.Z.: Wyprzedziłaś trochę moje ostatnie pytanie

M.K.: (śmiech) Tak to jest w wywiadach

D.Z.: Wiem, że nie lubisz o tym mówić, ale może jednak zdradzisz nam, co Cię spina?

M.K.: Co mnie spina? Spina mnie przede wszystkim to, że nie spełnię oczekiwań moich bliskich. To, że nie spełnię oczekiwań rodziców, którzy poświęcili dla mnie całe swoje życie, którzy mnie wychowywali i opiekują się mną cały czas. Spina mnie też to, że się ciągle spóźniam… i to już samo w sobie mnie napędza, bo…( śmiech) martwię się, że się spóźniam i potem się martwię, że się spóźniłam i tak dalej, a niestety jestem spóźnialska. Czasami też jestem rozczarowana ludźmi. Spina mnie hipokryzja innych i wszelkiego typu gierki.

D.Z.: Magdo na zakończenie chciałbym poprosić Cię żebyś dokończyła, a właściwie rozpoczęła zdanie: ”... Więc jestem!”.

M.K.: Piszę. Piszę więc jestem.

D.Z.: W sumie spodziewałem się takiej odpowiedzi. Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę.

M.K.: Dziękuję.


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.