• By
  • Opublikowane 13 Styczeń, 2012

Sztuka uliczna - wywiad z Raspazjanem

Tagi, wrzuty, murale to tylko niektóre formy wyrazu artystycznego, z którymi możemy spotkać się na ulicach. Tej sztuki nie zobaczysz w galerii tylko w podwórkach, zapomnianych bramach i słabo dostępnych zakamarkach miasta. Stąd też polowanie na to urozmaicenie rzeczywistości bywa nie lada wyzwaniem, ale i przygodą zarazem. O Street Art i nie tylko opowiada RASPAZJAN

Kin: Pierwsze niezwykle zaskakujące pytanie: skąd się wziął Street Art w Polsce?

R: Początków Street Art w Polsce upatrywałbym w latach 90-tych kiedy zaczął się w Polsce boom na hip-hop. Wtedy większość ludzi, którzy obecnie tworzą scenę Street Artową zaczęła malować graffiti. Do Warszawy przyjeżdżało dużo ludzi z Europy, żeby malować pociągi, bo porównaniu do innych stolic europejskich, w Warszawie stosunkowo łatwo było pomalować wagony. Kiedy ja zaczynałem, tj. pod koniec lat 90-tych, graffiti było praktycznie niedostępne. Nie było Internetu. Jedyną gazetą, w której można było coś zobaczyć był „Ślizg”. Była tam „aż” jedna strona poświecona graffiti :). Mieliśmy więc jedną stronę raz miesiącu i to w zasadzie było wszystko na czym potencjalnie można było się wzorować. Ślizg był gazeta skejtową, ale wtedy szerokie spodnie, rolki, deska, graffiti i pierwsze imprezy hip-hopowe w Mega Klubie, były w jednym worku :)

Kin: Czyli początek Street Art w Polsce to po prostu hip-hop.

R: Tak, bo graffiti jest jednym z elementów hip-hopu i właściwie zawsze towarzyszyło większym imprezom hip-hopowym. Poszła za tym oczywiście też moda. Przeciętny hip-hopowiec nosił szerokie spodnie (co było sporą modową sensacją), nagrywał w domu kawałki i malował graffiti. Wiadomo, że potem wszystko poszło już w swoim kierunku, ale wtedy graffiti było silnie związane z hip-hopem.

Kin: Wytłumacz mi proszę o co chodzi z tagami. Dla mnie murale coś wnoszą, jakoś do mnie przemawiają, a tagowanie często jest dla mnie po prostu wandalizmem. Nieraz to są kompletnie pozbawione sensu bohomazy. Jak to jest w waszym środowisku? Co jest dla was wandalizmem, a co nie?

R: Tagi w 95% są przekleństwem ponieważ są słabe warsztatowo oraz nieudolnie wykonywane. Uwierz mi jednak, że tagi również mogą być formą sztuki. Dobrze wykonane w odpowiednich miejscach, mogą funkcjonować jako typografia w przestrzeni publicznej. Te jak to nazwałaś „kompletnie pozbawione sensu bohomazy” w galeriach często funkcjonują pod pseudonimem abstrakcja. Poza tym, graffiti wcale nie musi pretendować do miana sztuki. Czasem jest wykonywane jako forma buntu, sprzeciwu, romansuje z anarchią i traktowane jest przez twórców jako sport ekstremalny. Nie musi się podobać, często to celowy zabieg. Murale to trochę inna bajka, tu mamy do czynienia z malarstwem, to po prostu obrazy „wiszące” w mieście. Mogą do Ciebie przemawiać, ale i drażnić Cię, wzbudzać radość, smutek, złość – jak to obrazy :)

Kin: No dobrze, ale skoro tagi to głównie podpisy, to wytłumacz proszę po co to się robi? Czemu to służy? Forma obsikiwania terenu- „ja tu byłem znak ten zostawiłem”?

R: Dokładnie tak jak powiedziałaś, oznaczanie terenu, „jo tu był i wódka pił ” i niech wszyscy o tym wiedzą.Dawniej w Stanach gangi w ten sposób znaczyły swój teren.

Kin: Wiesz, dla mnie np. tag na nowo odrestaurowanej kamienicy jest wandalizmem i tyle.

R: Dla mnie również. Jestem miłośnikiem architektury więc mocno się wkurzam, jak ktoś robi demolkę np. na zabytkowej kamienicy. Ale irytują mnie również, wielkoformatowe reklamy, którymi nie jednokrotnie zasłania się piękne kamienice. To też jest wandalizm.

Kin: Jak ludzie reagują na to co robisz?

R: W większości pozytywnie, ale na ulicy masz do czynienia z przekrojem całego społeczeństwa. To jest jak z pogodą na Babiej Górze – może się zmienić w parę minut. Bywało, że ciągu godziny ktoś przyniósł kawę i ciasteczka i była miła rozmowa, a za chwilę poważna awantura z kimś innym. Po 10 latach zdążyłem się już uodpornić na wszelkiego rodzaju komentarze, nauczyłem się też w odpowiedni sposób rozmawiać z ludźmi.

Kin: Na jakie wsparcie możecie liczyć? jest z tego pokarm dla ciała czy wyłącznie dla duszy?

R: Jeżeli chodzi o mnie, to dawno już na nic nie liczę, prócz siebie samego. Ludziom często wydaje się, że my powinniśmy robić naszą robotę za darmo, ewentualnie za farby. Artyście który gra koncert podczas Dni Miasta trzeba zapłacić natomiast artystą którzy malują podwórze (ul. Andrzeja 12) już nie koniecznie. Trzeba walczyć. Wszystko zależy od instytucji z którą współpracujesz. Dawno już zrozumiałem, że muszę być jednocześnie: artystą, menagerem, pr – owcem, biznesmenem…

Kin: Żyjesz z malowania?

R: Tak, z malowania i innych pokrewnych dyscyplin.

Kin: Murale dość szybko znikają, kruszą się. Ile czasu zajmuje namalowanie jednego?

R: Zwykle ściana sama w sobie wymaga remontu więc trwałość muralu jest wprost proporcjonalna. Murale to taka specyficzna dziedzina sztuki. Znikają, kruszą się, są zamalowywane lub niszczone. Jeżeli chodzi o czas wykonania, to trudno określić, czasem kilka godzin, czasem kilka dni.

Kin: Jaka jest historia muralu na ulicy Gliwickiej?

R: Sami sobie go wybraliśmy niesieni poczuciem misji, hehe. Budynek był bardzo zniszczony przez wyrazy sympatii i antypatii kibiców GKS i RUCHU. Chcieliśmy coś dobrego zrobić dla Załęża, które jak wiadomo jest trochę takim Katowickim gettem. Już pierwszego dnia żałowaliśmy tego wyboru ponieważ tamtejsza młodzież bardzo dawała nam się we znaki: ginęły nam farby, padały groźby typu „jutro przyjda i to zamaluja”. Potem były protesty radnego, który uznał, że mural jest nie estetyczny i nie pasuje do tego miejsca. Wypowiadałem się w tej sprawie do Faktów TVN, co dla mnie do dziś jest niepojęte. W oceanie potrzeb, jakie ma ta dzielnica, wywołać taka awanturę, o jeden mural…

Kin: Ten budynek na Gliwickiej do tej pory jest nietknięty. Nic z waszej pracy nie zostało zniszczone. Dowodzi to chyba, że to malarstwo się wpasowało i zostało zaakceptowane.

R: W jakimś stopniu na pewno zostało zaakceptowane. Mieszkańcy dzielnicy, a szczególnie młodzież, mimo początkowej niechęci, („bo nie malujemy logotypu Ruchu Chorzów, a powinniśmy tu namalować takie duże, fajne”) po rozmowach z nami w jakimś stopniu to docenili. Chłopakom bardzo podobał się ptak, który jest fajką. Starszym mieszkańcom, że jest tam symbol kowadła i młotka. Wiadomo, że Załęże bardzo podupadło po zamknięciu tamtejszych kopalni, zadziałał więc sentymentalizm. Było też sporo ludzi, którzy nam dziękowali i bardzo się cieszyli, z tego malowidła. Dużo się nauczyłem pracując tam…

Kin: Jaki jest Twój stosunek do Katowickiej i okolicznej architektury? W moim przekonaniu nie docenia się pięknych starych kamienic, budynków poprzemysłowych, z którymi można byłoby zrobić cuda. Burzy się naprawdę piękne obiekty i stawia jakieś architektoniczne paskudy.

R: Jestem wielkim fanem tej naszej architektury. Katowice zawsze miały szczęście do dobrych architektów, ale nie do miłośników architektury… Serce mi pękało jak burzyli kielichy z dworca PKP. Ostatnio padł Utchemann w Szopienicach, a Centrum Nauki chcą stawiać w WPKIW, zamiast zrewitalizować któryś z obiektów poprzemysłowych …

Kin: To jest racja. Co do dworcowych kielichów i całego dworca muszę przyznać, że kompletnie go nie zauważałam. Dopiero pewien architekt zwrócił na to moją uwagę. Przez ten brud, ilość żebrzących i strach w oczach, myślałam tylko o tym, żeby jak najszybciej wyjść. Żałuję… Jak mieszkasz gdzieś wiele lat, to po prostu przestajesz zauważać miasto, aż tu nagle przyjeżdża ktoś z innej okolicy i mówi „przecież Katowice są rewelacyjne!”, a Ty myślisz „o … rzeczywiście”. Dworzec to jest pierwsze miejsce, które widzisz po wyjściu z pociągu. Wizytówka, która już na początku przygody z określonym miastem wprawia Cię w jakiś określony nastrój.

R: Dworzec to był przykład brutalizmu. Polecam wszystkim zapoznanie się z tym stylem : http://bryla.gazetadom.pl/bryla/0,85304.html?tag=brutalizm. Jeśli masz coś, co jest unikatowe w skali Europy, to nie burz tego tylko się tym chwal. Nikt nie zwrócił uwagi ludziom na to, żeby patrzyli do góry. Każdy widział tylko brud. W dodatku zrobili tam bazar, który zakłócił całą przestrzeń wewnątrz dworca. Nie dziwię Ci się. Tam powinna stać tablica: „Uwaga! Patrz! Brutalizm!”. Przez zaniedbanie i brud, ludzie na hasło dworzec reagowali alergicznie. To wszystko w moim przekonaniu było do posprzątania i odremontowania, czego najlepszym przykładem jest obecnie peron 4 umyty i posprzątany, pachnący i świecący…

Kin: Raspazjan w sieci ? :)

R: www.raspazjan.com


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.