wielkość liter: A A
Słuchaj Radia Egida

Trudna miłość- kocham osobę z syndromem DDA

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz wpółweseli się z prawdą.

Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje.

Św. Paweł z Tarsu

I list do Koryntian.

Trudna miłość- kocham Kobietę/ Mężczyznę z syndromem DDA.

Miłość-prawdopodobnie uczucie najpiękniejsze na świecie. Wychwalane przez poetów, pożądane w romantyzmie  przez pisarzy. Sprawiające, że świat jaśnieje, a uśmiech samoistnie wpełza na twarz, która promienieje. Uczucie sprawiające, że potrafimy góry przenosić, czujemy motylki w brzuchu i chcemy na głos wykrzyczeć wszystkim okolicznym ludziom, że jesteśmy zakochani a świat jest piękny. Lecz co w sytuacji. gdy miłość wcale nie jest łatwa? Kiedy miłość staje się trudna, ciężka, wymagająca poświęceń, czasem rezygnacji z czegoś? Co, gdy kochamy osobę, która boi się kochać lub wręcz przeciwnie, kocha za mocno? Co gdy kochamy osobę z syndromem DDA?

DDA- Dorosłe dzieci Alkoholików

Syndrom Dorosłych Dzieci Alkoholików to zespół utrwalonych osobowościowych schematów funkcjonowania psychospołecznego, powstałych w dzieciństwie w rodzinie alkoholowej, które utrudniają osobie adekwatny, bezpośredni kontakt z teraźniejszością i powodują psychologiczne zamknięcie się w traumatycznej przeszłości. Powoduje to przeżywanie i interpretowanie aktualnych wydarzeń i relacji przez pryzmat bolesnych doświadczeń z dzieciństwa. Zniekształcenia te nie są przez DDA uświadamiane. Schematy te są destrukcyjne i powodują wiele zaburzeń pacjenta w kontakcie z samym sobą oraz z innymi osobami, szczególnie tymi, z którymi pacjent jest w bliskich związkach.1 Innymi słowy, są to osoby, które w czasie najpiękniejszym dla zwykłego człowieka- dzieciństwie- przeżywają koszmar życia z rodzicem lub rodzicami uzależnionymi od alkoholu. Uczą się sztuki przetrwania w maksymalnie ekstremalnych i trudnych warunkach. Wychodzą z tego z bardzo poranioną psychiką i sercem, które jest nad wyraz przepełnione potrzebą kochania i ofiarowania miłości- lub wręcz przeciwnie- zimne, nieprzystępne, wycofane- obawiające się głębszych relacji z drugim człowiekiem i samej miłości. Miłości, która przecież poprzez ich traumatyczne doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego, może sprawiać tylko ból.

Czy DDA potrafią kochać?

Oczywiście. Jak każdy człowiek Dorosłe Dzieci Alkoholików potrafią i chcą kochać. Potrzebują nawet bardziej niż przeciętny człowiek miłości, ciepła, poczucia bezpieczeństwa, bycia komuś potrzebnym, ważnym. Pragną osób, które będą się martwić, gdy się spóźnią do domu, kogoś kto poda im herbatę gdy są chorzy, kto przytuli ich gdy płaczą, pocieszy, otrze łzy, i pomoże pokonać wszystkie lęki skrywane na dnie serca. Potrzebują osoby, która je w pełni zaakceptuje. Kogoś kto wreszcie je po prostu pokocha, a one będą mogły obdarować tę osobę wszystkimi tymi uczuciami, które do tej pory były unicestwiane i nieodwzajemniane. Osoby te mają w sobie nieprzebrane morze uczuć, które przez lata skrytych cierpień oraz braku odwzajemnienia, zostały głęboko schowane, ukryte. Potrafią i chcą kochać, i być wreszcie kochane.

Kochamy za mocno lub lękliwie…Ale KOCHAMY!

DDA jeśli kochają to ulegle, mocno, zaborczo, trwale, lojalnie i lękliwie a czasem wręcz uzależniają się od partnera. Dają ukochanej osobie to, co mają w sobie najlepszego. Obdarzają go ciepłem, lojalnością i opieką. Mówi się, że DDA często kochają „za mocno”. Nie nauczone prawidłowego wyrażenia uczuć, każdą normalną dla przeciętnego człowieka sytuację jaką np. może być spędzanie czasu również z przyjaciółmi a nie tylko z drugą osobą odbierają jako osłabienie uczuć, opuszczenie, brak zainteresowania ze strony partnera. Bardzo często jako przyczynę tego stanu winy szukają w sobie. Uważają ,że partner nie spędza z nimi czasu bo są nieatrakcyjne, nudne, niewarte miłości i zainteresowania. Chcą wypełnić sobą partnerowi cały jego czas, bo boją się sytuacji, że towarzysz może ich porzucić, poznać w czasie ich nieobecności kogoś nowego- atrakcyjniejszego- i co ważniejsze dla nich- bez bolesnego bagażu emocjonalnego i z porządnego domu i rodziny. Często zaborcze i zazdrosne wywołują nieświadomie nieporozumienia między nim a partnerem, gdyż zmniejszenie ilości poświęcanego im czasu odbierają jako przejaw znudzenia, osłabienia uczuć, potrzebę „wyrwania się”.

 Zdarza się również sytuacja, gdy osoby, jakimi są DDA, boją się odwzajemnić uczucie. Trzymają partnera na dystans, są chłodne emocjonalnie, nie mówią o uczuciach i w skąpy sposób je okazują. Uważają manifestację uczuć za słabość, bądź po prostu ich nie demonstrują, bo nie są tego nauczone. Nigdy przecież nie widziały by ojciec okazywał matce uczucia lub matka ojcu. Uczucia inne niż wyzwiska, poniżanie, czy przemoc lub chłód emocjonalny. Nie doświadczyły miłości od obojga rodziców lub jednego z nich. Nie otrzymały tego za czym tęskniły, czego potrzebowały, czego z całego małego dziecięcego serduszka pragnęły. Boją się, że gdy okażą swej sympatii jak im na niej zależy, to on/ona odejdzie, wolą więc udawać i grać, że wcale im nie zależy. Wtedy przecież zawsze mogą powiedzieć, że go nie kochały. I zachować twarz, a w środku jak zawsze skrywać ból, wstyd, cierpienie. Ważne dla nich jest, by nikt nie zorientował się, że te na pozór silne osoby, ambitne, mocne i wydawałoby się, że nie do pokonania, są w środku kruche i delikatne niczym szkło. Boją się zaufać ludziom i pokazać przywiązanie, gdyż mogą uważać, że dadzą wtedy komuś broń do ręki, którą mogą zniszczyć ich, wydawałoby się, całkiem dobrze poukładany świat. A w sercu skrywają bolesne i mroczne tajemnice ich przeszłości.

Kocham Kobietę z DDA. Historia Marcina.

Iwonę poznałem standardowo na imprezie. Zainteresowało mnie to jej nieobecne spojrzenie, jakby była z innego świata. Zaimponowało mi, że przez cały wieczór nie tknęła alkoholu. Podszedłem do niej, chciałem zagadać, ale widząc piwo w mojej dłoni szybko mnie spławiła. Ale nie odpuściłem. Przez wspólnych znajomych zdobyłem jej numer i tak to się zaczęło. Na początku było pięknie jak w raju. Iwona dbała o mnie, była czuła, ciepła, troskliwa, starała się, interesowała się tym gdzie jestem i co robię. Często dzwoniła tylko po to, by usłyszeć mój głos, wysyłała dziesiątki smsów. Na początku mnie to rozczulało, bawiło, a nawet cieszyło. Potem zaczęło męczyć i irytować. Czułem się jak na smyczy, ale tłumaczyłem to sobie tym, że się martwi. Pierwszy rozłam nastąpił, gdy miałem wyjechać z kumplami na majówkę w góry. Taka chłopska tradycja jeszcze z czasów Liceum. Wtedy w nią jakby wstąpił demon, do samego dnia wyjazdu a były to 3 tygodnie były kłótnie, płacz, wyzwiska. Nie poznawałem jej. Zabroniła mi jechać. Pojechałem. Po powrocie nie chciała ze mną rozmawiać tłumacząc, że skoro sobie pojechałem, to jej nie kocham. Jakaś kompletna abstrakcja, ale zależało mi na niej. Bardzo zależało. Po kilku miesiącach zamieszaliśmy razem. Jej rodziców nie dane mi było poznać, a do poznania moich jakoś jej śpieszno nie było. Zła była, gdy ich odwiedzałem twierdząc, że marnuję w ten sposób czas, który należy się jej. Zła właściwie była zawsze, gdy spędzałem czas z kumplami, na basenie, na ściance. Niejednokrotnie zarzucała mi, że jej nie rozumiem, że jej nie kocham, obrażała się, i uciekała jakby we własny świat, lub płakała. Potem zaczęły się kłamstwa, drobne dotyczące dnia codziennego. A może były wcześniej tylko ja ich nie dostrzegałem? Zacząłem tracić do niej zaufanie. A im bardziej traciłem do niej zaufanie, tym bardziej ona chciała mnie na własność. Potrafiła zrobić sceny zazdrości przy ludziach, obrażać się, kłamać prosto w oczy. Postawiona przed prawdą- dalej kłamała. Teraz wiem ,że ona po prostu nie umiała inaczej. Prosiłem by poszła na terapię, że może jakieś rozchwianie, albo coś. Twierdziła, że chcę zrobić z niej wariatkę. Wobec tego poszedłem do kumpeli, która jest psychologiem, bo czułem, że z nią się wykończę. Iwona nigdy nie mówiła o domu rodzinnym, więc sam postanowiłem sprawdzić co i jak. Jej rodzina cóż, mieszkała w nieciekawej okolicy, a panowie spod sklepu za butelkę lokalnego trunku byli bardzo rozmowni. Wtedy dowiedziałem się, że jej rodzice są uzależnieni od alkoholu, a ich " imprezy" są sławne na całą dzielnicę. Iwona i jej rodzeństwo często chodzili głodni, brudni, nikt się nimi nie interesował. Ona pomagając sąsiadkom w prostych pracach domowych zabierała jedzenie w formie zapłaty, by nakarmić rodzeństwo. Jedzenie, bo pieniądze rodzice zaraz jej siłą zabierali. Zaimponowała mi. Nie rozumiałem, dlaczego nigdy mi o tym nie opowiedziała. Dlaczego mi nie zaufała, skoro 3 lata byliśmy razem?! Lecz jej przeszłość mi nie przeszkadzała, chciałem walczyć o nas, nasz związek, założyć rodzinę i iść na terapię. Ona nie chciała. Mówiła, że żadnego DDA nie ma, i jakim prawem ją śledziłem i grzebałem w jej przeszłości. Następnego dnia zniknęła. Zostawiła list, że nie miałem prawa grzebać w jej przeszłości, i że nie będzie słuchać jak jej wypominam z jakiej rodziny pochodzi. Uciekła przed prawdą i trudnościami. *

* Imiona bohaterów i niektóre sytuację zostały na prośbę „Marcina” zmienione.

Kocham mężczyznę z DDA. Historia Anny.

Kubę poznałam na Igrach, imprezie studenckiej taki odpowiednik Katowickich Juwenaliów. Wiadomo, gadka szmatka i tak się zaczęła nasza znajomość. Wspólne spacery, rozmowy, koncerty, słuchanie muzyki spowodowały, że zaczęliśmy się przyjaźnić. Wspólne konwersacje o życiu, planach, marzeniach bardzo zbliżają. Z dnia na dzień czułam, że Kuba staje się dla mnie coraz ważniejszy. Zaczęłam łapać się na tym, że gdy się nie widzimy, to zaczynam tęsknić, że brakuje mi rozmów z nim, jego tonu głosu, uśmiechu… Nie wiedziałam tylko czy i on coś do mnie czuje, bo przecież nigdy nie złapał mnie za rękę, nie prawił komplementów. Właściwe jedyne co takiego od niego usłyszałam to było, że bardzo mnie lubi. Więc siedziałam cicho. Jednak coraz trudniej było mi skrywać moje uczucia. Któregoś wieczoru, gdy byliśmy na piwie po prostu pękłam. Powiedziałam, co do niego czuję, popłakałam się i uciekłam. Miałam nadzieje, że za mną pobiegnie, lecz nie pobiegł. Przyszedł następnego dnia rano i wyglądał jakby całą noc spędził na dworze. Poprosił o rozmowę. Byłam pewna, że powie coś w stylu „przykro mi, ale nie odwzajemniam Twoich uczuć”, czy coś w tym guście. Zamiast tego popłynęła długa opowieść o jego domu. O tym, że jego tata zmarł jak miał 5 lat, że mamę bardziej interesowali kolejni pretendenci do jej ręki i butelka wódki. O jego młodszej siostrze, która idzie w ślady jego mam, a on nie może nic zrobić. O tym jak musiał udawać w szkole, na podwórku, że u niego w domu wszystko jest ok. Ale sąsiedzi wiedzieli. Opowiedział jak pewnego razu przyszli z opieki społecznej skontrolować sytuację w domu. O tym jak porozkładał po całym domu gazety, by nie było widać całego brudu, nieumytych naczyń, porozrzucanych ubrań. Opowiadał, że wmawiał opiece, że w domu remont a mama poszła tylko po farbę do ścian. I wiele innych historii. Gdy skończył mówić, oboje płakaliśmy. Ja za tym małym chłopcem, który kochał mamę i starał się utrzymać dom w ryzach, nad tym jak matka może ukochać butelkę, by zapomnieć o dzieciach i o tym jak poranione jego serce musi być. On,bo nie potrafi kochać. Nikt go przecież tego nie nauczył. Nie potrafi okazywać uczuć, troszczyć się i prawić komplementów. I pomimo, że mu na mnie zależało, nie chciał być ze mną. Mówił, że nie potrafi, że tylko mnie zrani, że przecież on nie umie kochać, stworzyć domu, rodziny, że boi się, że skończy jak swoja matka. Ale ja się uparłam. Mówiłam, płakałam, przekonywałam. Cel osiągnęłam, ale czy jestem szczęśliwa? Sama się nad tym zastanawiam. Kocham Kubę, choć nie raz mi ciężko z tym, że nie dostaję kwiatów, nie słyszę komplementów, nie przytuli mnie sam, tylko ja musze się przytulić do niego, że na ulicy nie weźmie mnie za rękę. Takich prostych rzeczy, jakich każdego dnia doświadcza kochana kobieta. Owszem troszczy się o mnie, martwi się, gdy jestem chora, jest szczery, a przynajmniej stara się być i bardzo stara się mnie nie zawieść. Pomyślałam, że przecież musi być jakiejś wyjście. Jakiś kompromis, który jemu pozwoli uporać się z przeszłością i otworzyć na tyle, by mógł powiedzieć mi kiedyś „kocham Cię”. To tylko dwa słowa, ale dla niego nieosiągalne do wypowiedzenia. Może dlatego, że sam ich nigdy nie słyszał. Nie słyszał od trzeźwej osoby. Przekopałam całą bibliotekę w poszukiwaniu informacji na ten temat i tak dowiedziałam się o syndromie DDA. Bałam się, że Kuba nie będzie chciał chodzić na terapię. O dziwo się zgodził. Do tej pory byliśmy na kilu spotkaniach. Ja na spotkaniach osób, które są partnerami DDA, on dla DDA a oprócz tego na terapii indywidualnej. Te spotkania mi i jemu dają siłę. Dzięki nim wiemy, że warto walczyć o naszą miłość. Bo jest wyjątkowa. Nie żałuję, że walczyłam o tę miłość choć niejednokrotnie zaciskam łzy pod powiekami, gdy widzę jak jakiś zakochany mężczyzna wręcza swej ukochanej kwiaty lub komplementuje i przytula. Ale walczę. I nie poddam się. Bo nasza miłość jest wyjątkowa. I choć już na starcie musieliśmy się zmierzyć z demonami, wierzę, że to tylko sprawi, iż nasza miłość będzie mocniejsza i trwalsza. I usłyszę w końcu te dwa piękne słowa. *

Imiona bohaterów i niektóre sytuację zostały na prośbę „Anny” zmienione.

Jak Kochać osobę z syndromem DDA?

Kochać osobę z syndromem DDA jest bardzo trudno… Partner osoby z syndromem DDA, traktuję ją jak równą sobie, po partnersku. Nie wiedząc, że bardzo często są to dorosłe osoby z psychiką dziecka. Partner, który nie jest jednostką zaburzoną, a do tego nie ma pojęcia o „czymś takim jak DDA” traktuje dziecko alkoholika jak równe sobie. Skoro on się stara, mówi to, co czuje, potrafi rozmawiać, wyrażać emocje, jest otwarty, szczery i ufny to po prostu nie rozumie, jak można zachowywać się inaczej. To tak samo jak dziecko alkoholika nie rozumie tych codziennych, zupełnie zwyczajnych zachowań osób z funkcjonalnych rodzin. To wszystko jest jak najbardziej normalne! Przez lata wychowywać się w rodzinie funkcjonalnej – to nabywać prawidłowe wzorce postępowania. A w przyszłości – kierować się nimi.2 Osoby, które nie wyniosły z domu rodzinnego prawidłowych wzorców postępowania, muszą się ich uczyć, zrozumieć, a gdy mają problem, bardzo często reagują frustracją lub załamaniem. Osoby z DDA bardzo często charakteryzuje egocentryzm. Chcą, by partner ich zrozumiał, lecz same nie rozumieją jego. Chcą wreszcie po latach zaspokojenia potrzeby miłości, przynależności, bezpieczeństwa, przerzucając cały swój bagaż na partnera uznając, że skoro on żył w normalniej rodzinie, jest silniejszy. Ciężko jest żyć z osobą, która bardzo często chce nas mieć na własność. Ale to wszystko dlatego, że głód uczuć jaki w tych osobach pozostał, brak zainteresowania, ciepła, opieki i bezpieczeństwa próbują teraz jakoś zrekompensować, lub nawet udawać, że wcale tych uczuć nie potrzebują, bo to właśnie one czynią człowieka słabym. Kochają szczerze i mocno lecz jest to trudna miłość. Jednakże, o każdą miłość nawet tą trudną- warto walczyć. Nie stygmatyzujmy osób z DDA, one bardzo wiele w swym życiu już wycierpiały. One potrzebują miłości, ciepła, przyjaźni bardziej niż przeciętny człowiek. Chcą kochać i być kochane. Jak każdy z nas.

[1]http://www.stowarzyszenie.edu.pl/pl/projekty-2010/program-partnerstwa-transgranicznego-kompetentna-pomoc-wspouzalenionym/syndrom-dda-objawy-przyczyny-i-leczenie

[2] http://77.55.114.89/s/itc1_8/index.php/partnerzy-dda