Z depresją wśród ludzi

Zapraszam Państwa do fascynującej podróży po świecie, którego coraz więcej z nas ma szansę doświadczyć. Zapraszam do świata nieprzewidywalnego i jednocześnie przerażającego. Kto doświadczył ten wie.

Kurtyna!

Dzisiaj ujawnię świat, w którym przyszło mi żyć, który stał się rzeczywistością jakiej doświadczam od ok. 3 lat z różnym natężeniem.

Uwaga – fanfary!

Wyobraź sobie świat, w którym boisz się wszystkiego i wszystkich. W którym każda czynność nawet najprostsza staje się dla ciebie wręcz syzyfową pracą. Świat, w którym dopada cię naprzemiennie apatia, zmęczenie życiem (w tym samym sobą), strach, rozpacz. Kiedy masz dość wszystkiego: swojego życia, innych ludzi, siebie i tej choroby, która jak na złość przyczepiła się i za cholerę odejść nie chce. Świat, w którym twoje życie nie ma dla ciebie żadnego znaczenia, gdzie nie ma celu, do którego można dążyć, gdzie nie liczą się dla ciebie najbliżsi. Świat pełen cieni, płaczu, niepokoju, zimna wiatru smagającego twarz. Kiedy całe twoje życie jest jedną wielką udręką, a jedynym, czego zaczynasz pragnąć, jest twoja własna śmierć.

Owacje na stojąco!

Dzisiaj chciałabym przyjrzeć się jednemu tylko aspektowi tworu jakim jest depresja - relacjom z ludźmi.

Kiedy rano budzisz się kilka godzin wcześniej niż to potrzebne, jedyne o czym marzysz to zaszyć się w kącie, zapaść pod ziemię, umrzeć. Tak żeby ten ciężar, który nosisz każdego dnia, mógł w końcu zniknąć. Ale jest jeszcze jedna rzecz, stokroć gorsza od tej. Spotkanie innych ludzi, relacje jakie do tej pory z nimi tworzyliśmy. I w zależności od naszego charakteru i temperamentu (mówię tu o normach jakie reprezentowaliśmy przed chorobą), mniej lub bardziej obchodzi nas to, jak będziemy postrzegani przez innych.

Mimo to iż jesteś pośród ludzi, czujesz jakbyś był gdzieś daleko, w równoległej, niedostępnej dla innych, rzeczywistości. Miejscu, gdzie jest ciemno, zimno, pusto i samotnie. Żyjesz w dwóch światach równocześnie, bez możliwości wyrwania się z tego drugiego. Bez alternatywy, bez wyjścia.

Wyobraź sobie tłum ludzi, który w różne strony gnają pchani przez życie. A ty stoisz pośród nich – niezauważona, niesłyszalna, niewidzialna... Samotna pośród tłumów... Z jednej strony pragniesz wyjść do ludzi, móc tak jak dawniej z nimi spędzać czas, móc bawić się, zapomnieć o natłoku myśli. Z drugiej panicznie się ich boisz i najchętniej uciekłbyś gdzieś, gdzie ich nie ma. Z jednej strony chcesz, aby ktoś w końcu zauważył cię i pomógł ci (mimo iż masz świadomość, że nie jest w stanie, w końcu depresja to twój problem), z drugiej boisz się, że ktoś się dowie o twojej chorobie i uzna za wariata, a co najgorzej odrzuci, przekreśli. Cały czas wydaje ci się, że masz na czole wypisane: „Depresja – grozi śmiercią lub trwałym kalectwem. Nie zbliżać się!”.

Poznanie nowych ludzi i nawiązanie jakichkolwiek relacji graniczy z cudem. Owszem staniesz obok, nawet spróbujesz się uśmiechnąć. Ale żeby zagadać, pociągnąć rozmowę, odpowiedzieć na zadanie pytanie. Panie, takiego wała. Już sama twoja obecność między obcymi napawa cię „depresyjnym brakiem komfortu”, a co dopiero żywa konwersacja. O zgrozo! W najlepszym wypadku uznają cię za odludka/dziwaka/outsidera. W najgorszym (który wspaniale przypadł mi w udziale) za osobę wywyższającą się, która innych traktuje jak plebs, bo nawet gęby nie otworzy. Już na samym starcie jesteś przegrany. Witaj w moim świecie (który mam nadzieję powoli i konsekwentnie odchodzi w dal).

W zależności od charakteru, natężenia doła albo wstajesz z wyra i wychodzisz do ludzi albo nie. Jeżeli zaczynasz studia i to w dodatku takie jak ja, to chcąc nie chcąc, zwlekasz się na zajęcia (ale tylko te, na które musisz iść) i udajesz, że jesteś normalna, wszystko jest ok. Taaa żeby to było takie łatwe. Udajesz wszystko: zadowolenie z życia, uśmiech (przed lustrem ćwiczysz swoją mimikę twarzy, bo niestety pamięć cię zawodzi i nie pamiętasz jak być szczęśliwym/uśmiechniętym), brak przygnębienia w tonie głosu. No po prostu aktorka roku, tylko nagrody brak. I kategorii w sumie też.

Z pamięci, która zawodzi coraz częściej (zacinasz się w najgorszym momencie „rozmowy”), starasz się wyłuskać fakty i wspomnienia o tym, kim i jaka byłaś zanim zachorowałaś. Odnalezienie własnej tożsamości graniczy z cudem. Jesteś teraz bowiem zlepkiem... hmm no właśnie czego. Ta breja, która łypie z lustra ma przypominać mnie? Chcesz, aby inni poznali cię taką jaka była,ś a ci którzy znają dłużej nie zorientowali się, że coś nie gra w całej tej układance.

Jak już pewnie udało ci się zorientować, drogi czytelniku, będąc w depresji szarpią się o ciebie skrajne emocje (przynajmniej w moim przypadku tak było/jest). Uwierz albo nie, paskudnie udawać kogoś, kim się nie jest (czytaj: czuję się dobrze). Ogólnie rzecz biorąc, bida z nyndzą.

Ale wiesz, co jeszcze kryje się z tyłu głowy? Kryje się i czeka. Rozkwita by wypuścić swe okazałe kwiaty na światło dzienne (o ile w umyśle depresyjnym takowe istnieje: 404 - not found): zazdrość, frustracja i gniew. Pośród całej palety emocji depresyjnych, te trzy pojawiają się paradoksalnie w momencie, kiedy jest lepiej. Kiedy jest nam cieplej, Słońce świeci mocniej, uśmiech nie jest już tak trudny. Zazdrość o to drogi czytelniku, że gdy ty zamkniesz ten artykuł i przejdziesz dalej do przeglądania internetowych czeluści, wrócisz do swojego szczęśliwego (a na pewno szczęśliwszego niż mój) świata, a ja nadal będę z moim ciężarem na plecach, z którego nie sposób się samodzielnie uwolnić. No chyba, że...

Wróć!

Frustracja, że zapomnisz o tym, co tu przeczytałeś, a tym samym zapomnisz o mnie. Gniew, że to właśnie ja doświadczam istnienia w dwóch światach naraz, bez możliwości bezbolesnego wylogowania się w każdej chwili...

Kurtyna!

P.S. Przy okazji polecam do przesłuchania: https://www.youtube.com/watch?v=0AvWV6Mk374

Zawieszona pomiędzy dwoma światami, studentka IV roku nauk naiwnie trudnych. Pasjonatka kryminału życia codziennego, amatorka gier: MOBA i RPG, córka gazdy. Mimo iż, nie cierpi głupoty ludzkiej, zajmuje się jej śledzeniem w wolnych chwilach. Kocha życie, jednak zdarzają się momenty i takie, kiedy nie ma dla niej najmniejszego znaczenia. Potrzepana choleryczka z warkoczem. Autorem grafiki jest Carne Griffiths (pobrano ze strony:  www.facebook.com/veriapriyatno/photos/a.10151297873909903.529573. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.