• By
  • Opublikowane 17 Styczeń, 2014

Zerkam to w dół, to w górę. Moja lina nie ma końca... O życiu z osobowością borderline

Borderline to inaczej osobowość chwiejna emocjonalnie lub pograniczne zaburzenie osobowości. Termin ten został wprowadzony przez Roberta Knight'a w połowie XX wieku w celu określenia osób, których zaburzenia psychiczne mieściły się między zaburzeniami psychotycznymi (schizofrenicznymi) a zaburzeniami neurotycznymi (nerwicami). Pacjenci, często balansując pomiędzy wyżej wymienionymi zaburzeniami, skłaniają się raz bliżej nerwicy, następnym razem znów zbliżają się swoim zachowaniem ku schizofrenii.

Postanowiłam nie pisać o sposobach leczenia, etiologii zaburzenia czy modelach pojęciowych wyjaśniających mechanizm jego powstawania i rozwoju. Zamiast tego, przytoczę poniżej wywiad z osobą zdiagnozowaną w kierunku osobowości typu borderline.

Postaram się przeprowadzić wywiad tak, by uwidocznić kryteria diagnostyczne tego zaburzenia osobowości. Zgodnie z ICD-10 (International Statistical Classification of Diseases and Related Health Problems) należą do nich:

  1. nadmierne wysiłki w celu uniknięcia porzucenia,
  2. zaburzenia w obrębie i niepewność co do obrazu ja (self image) oraz celów i wewnętrznych preferencji (włączając seksualne),
  3. tendencja do bycia uwikłanym w intensywne i niestabilne związki, prowadzące często do kryzysów emocjonalnych,
  4. powtarzające się groźby lub działania o charakterze autoagresywnym (self-harm),
  5. chroniczne uczucie pustki

Przedstawiam zatem Weronikę, panią pedagog borykającą się z zaburzeniem osobowości typu borderline od ponad dziesięciu lat.

A. : Witaj. Jak się dzisiaj czujesz?

W. : Hej. Jest w porządku. Staram się cieszyć życiem i iść do przodu ;).

A. : Kiedy zostałaś zdiagnozowana?

W. : Wszystko zaczęło się. kiedy miałam 15 lat (dzisiaj mam 26). Oczywiście nie od razu można było postawić diagnozę zaburzeń osobowości. Jednakże po ukończeniu przeze mnie 18 lat zdiagnozowano osobowość rozwijającą się w kierunku borderline. Osobowość taką zdiagnozowano u mnie po ukończeniu 19 roku życia.

A. : Na jakiej podstawie zdiagnozowano właśnie to zaburzenie osobowości?

W. : Myślę, że na podstawie moich niestabilnych relacji z otoczeniem, zachowań autodestrukcyjnych, kontaktów z narkotykami i alkoholem. Jednak uważam, że i tak przełomowym momentem, tym, który przesądził o diagnozie, były wydarzenia, które później określono mianem dekompensacji* i derealizacji**.

A. : Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, czym jest dla Ciebie borderline?

W. : Borderline odbieram jako tę mroczną część mojego życia. Tak jak gdyby moje życie podzielone było na dwie połowy. Tę z objawami i tę bez objawów. Borderline to siła, która napędza mnie do destrukcyjnego działania. Sprawia, że zaczynam się pogrążać w ciemności. Często odbieram to też jako coś, co hamuje mnie przed tym, by iść do przodu, zostawić wszystko co negatywne za sobą. Czasem mam wrażenie, że to taka kula przyczepiona do mojej nogi.

A. : Pozwolisz, że poprowadzimy rozmowę w taki sposób, żeby nasi czytelnicy mogli zrozumieć opisywane przez psychiatrów kryteria, potrzebne do stwierdzenia zaburzenia borderline. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciw.

W. : Jasne, że nie. Sama chętnie zorientuję się o jakich kryteriach mowa..

A. : Jak wyglądają Twoje stosunki z innymi ludźmi?

W. : Są bardzo burzliwe. W moim życiu mogę wyróżnić dużą grupę osób, z którymi obecnie nie utrzymuję kontaktu i garstkę osób mi bliskich. I to właśnie z tymi bliskimi moje relacje są bardzo skompilowane.

A. : wyobrażasz sobie życie bez ludzi? Bez tych wszystkich "burz", kłótni i zawirowań?

W. : fakt, że od czasu do czasu zdarza mi się mieć silną potrzebę pobycia samej, ale tak naprawdę mimo wszystko, nie wyobrażam sobie życia bez najbliższych mi osób. Niekiedy czuję potrzebę zresetowania się, ale zdrowsi ode mnie chyba też tego potrzebują ;)

A. : Kryteria diagnostyczne borderline mówią o wysiłkach podejmowanych w celu uniknięcia odrzucenia. Jak Ty to widzisz?

W. : To nie do końca jest tak, że ja sobie zdaję z tego sprawę. Po prostu im lepiej kogoś poznaję i im bardziej się przywiązuję, tym częściej towarzyszy mi strach, że ta osoba zniknie z mojego życia. Często interpretuję mylnie różne zachowania ludzi.

A. : To znaczy?

W. : Może podam przykład, tak będzie prościej. Kiedy osoba, na której mi zależy, długo nie odbiera moich telefonów lub nie oddzwania, myślę, że stało się coś, co sprawiło, że ta osoba nie chce utrzymywać ze mną kontaktu. Nawet jeśli jest to nielogiczne i nie mam ku temu podstaw. Często z tego powodu dochodzi do konfliktów.

A. : Co wtedy czujesz?

W. : Najczęściej czuję, że ta osoba mnie zawiodła i daję upust swojej frustracji. Kiedy już uda mi się z nią skontaktować, żadne sensowne zapewnienia z jej strony nie przemawiają do mnie. Skupiam się na swojej złości i strachu przed opuszczeniem. Po takich burzliwych starciach często mam poczucie winy i myślę, że ta osoba faktycznie ma powody mnie opuścić. Takie sytuacje zdarzają się często, mimo że próbuję się hamować, a i otoczenie jest dla mnie wyrozumiale.

A. : Mówiłaś o tym, że Twoje stosunki z innymi są skomplikowane. Co masz na myśli?

W. : Im bliższa staje mi się dana osoba, tym więcej potrzeba wysiłku na utrzymanie tej relacji. Czasem wszystko zmienia się u mnie jak w kalejdoskopie, często potrafię z godziny na godzinę zmienić nastawienie do tej osoby.

A. : To znaczy, że jesteś w stanie w kilka chwil przejść od wielkiej miłości do nienawiści?

W. : Oczywiście te uczucia są chwilowe, ale w momencie ich odczuwania, odczuwam je całą sobą. Z perspektywy czasu wiem, że to swojego rodzaju huśtawka, ale zdecydowanie utrudnia mi to relacje z innymi, którzy nie rozumieją, jak jedno może nagle zamienić się w drugie.

A. : W takim razie, jak udaje Ci się utrzymać stałe relacje z ludźmi?

W. : Może właśnie z tego powodu jest ich tak mało. To wymaga dużo samozaparcia i wewnętrznej kontroli. Wiem, że niekiedy moje słowa mogą ranić, bo pretensje są irracjonalne i niesprawiedliwe, ale mam osoby, na których mi zależy. I to z tego względu staram się być bardziej powściągliwa w swoich reakcjach.

A. : Twoje emocje i nastroje szybko się zmieniają. Jak z tym żyjesz? Czy to Cię męczy?

W. : To jest bardzo męczące i wyczerpuje przede wszystkim psychicznie. To niekiedy ciągłe oczekiwanie na jakąś zmianę, do której i tak, jak się okazuje, nie jestem przygotowana. Czasem czuję się, jakbym była w oku cyklonu i nie mam wpływu na to, co na mnie spadnie.

A. : Jakie emocje najczęściej towarzyszą Ci w życiu?

W. : To wszystko zależy od momentu życia, w którym jestem. Nie jest tak, że ciągle jestem nieszczęśliwa i boję się. Często odbieram moje życie w taki sposób, jakby było podzielone na dwa okresy. Okres ciemności i okres, w którym jakoś sobie radzę. Niekiedy mam wrażenie, że mój rok jest podzielony na cztery etapy. Tak jakbym każdy z tych etapów przeżywała po trzy miesiące naprzemiennie. Trzy miesiące lęku i smutku i trzy miesiące względnego spokoju. Tak cały czas w kółko. Tak naprawdę jednak zmiany nastroju są ze mną każdego dnia. Może nie są zbyt spektakularne, ale często po paru godzinach przygnębienia potrafi się to przerodzić w euforię.

A. : W borderline podstawowym zagadnieniem jest odczuwana przez osobę zaburzoną pustka. Czy Ty też ją odczuwasz? Czym dla Ciebie jest?

W. : Bardzo często towarzyszy mi taka pustka. Odczuwam ją w kontekście jakiegoś braku w życiu. Czasem to brak stabilizacji, czasem brak możliwości działania, a czasem to po prostu odczucie, że coś jest niekompletne. Coś, czego nie mogę nazwać i tym samym w żaden sposób uzupełnić. To jakby czarna dziura, od której nie da się uwolnić, a co gorsza wciąga ona do siebie wszystko, co jest istotne w moim życiu. W momencie gdy ona dominuje, ciężko jest mi nadać czemukolwiek znaczenie.

A. : To musi być okropne uczucie. Czy potrafiłabyś opisać, jak wtedy najczęściej wygląda Twój dzień?

W. : Złe uczucia panoszą się w moim umyśle i często nie jestem w stanie podjąć żadnego działania. Opanowuje mnie strach przed czymś bliżej nieokreślonym. Często zwyczajnie poddaje się temu, co się dzieje i nawet brakuje mi sił, żeby cokolwiek zmienić. Całymi dniami przesiaduję w domu. Unikam kontaktów, bo wszystko, co przychodzi z zewnątrz, drażni mnie i zdaje się być zbyt odległe, by jakkolwiek się do tego ustosunkować. To znaczy brakuje mi sił na normalne ludzkie działanie, na podjęcie jakiegokolwiek wysiłku, żeby wyrwać się z tego zamkniętego kręgu.

A. : Widzę, że Twoje ręce są pokryte bliznami. Tak sobie myślę, że człowiek, który cierpi i odczuwa brak sensu, może próbować odreagowywać w różny sposób. Czy te samookaleczenia są powodowane właśnie tym?

W. : Z tym bywa różnie. Niekiedy to jest potrzeba odreagowania stresu, złości, a w okresach uczuciowej pustki próba poczucia czegokolwiek. Czasem jest to dla mnie wentyl bezpieczeństwa, gdzie mój zbytnio przeładowany emocjami umysł próbuje szukać jakiegoś wyjścia, by kompletnie nie oszaleć. Dla mnie to rodzaj ostateczności, ale niekiedy mam wrażenie, że nic innego nie jest w stanie mi pomóc. Co jest w tym najdziwniejsze, w momencie kiedy się tnę, nie czuję nic, ani bólu fizycznego ani tego psychicznego. Na te parę minut jakbym wyłączała się z rzeczywistości, co daje ulgę od tego, co aktualnie mnie dręczy.

A. : Czy kiedykolwiek posunęłaś się do czegoś więcej niż samookaleczenia?

W. : Owszem. Cztery razy usiłowałam się zabić. Trzy razy przedawkowałam leki, a raz próbowałam się powiesić. Z perspektywy czasu myślę, że było to wynikiem nawarstwienia się na siebie zbyt wielu czynników, z którymi nie mogłam sobie wtedy poradzić. Teraz wiem, kiedy w mojej głowie zapala się ostrzegawcza lampka i szukam wtedy pomocy.

A. : Gdzie ją odnajdujesz?

W. : Przeważnie w momencie takiego spięcia emocjonalnego trafiam do szpitala. Zdaje się, że jest to jedyny sposób, który powoduje, że nie czuję się zagrożeniem dla samej siebie. Szukam też wsparcia u otaczających mnie ludzi. Owszem, nie jest to łatwe do zrozumienia, ale kiedy nie mogę sama na sobie polegać, wsparcie musi przyjść z zewnątrz.

A. : Czy zawsze przychodzi?

W. : Nie, nie zawsze. Ciężko mi je uzyskać i prosić o nie w gronie moich najbliższych. Łatwiej mi poprosić o pomoc kogoś, kto stoi zupełnie z boku i nie podchodzi zbyt emocjonalnie do mojej sytuacji.

A. : Masz na myśli lekarzy?

W. : Właśnie tak. W najbardziej gorących okresach mojego życia to właśnie u lekarzy i terapeutów znajdowałam wsparcie, które było mi w danym okresie potrzebne. Wiele zawdzięczam temu, że przeszłam pięcioletnią terapię indywidualną, to dało mi szerszy wgląd w siebie. To nie było łatwe, odbywało się to jako proces budowania swojej osobowości od nowa.

A. : To znaczy, że czułaś się, jakby ktoś Cię zburzył i odbudował?

W. : Do tej pory często zdarza mi się nie wiedzieć, kim naprawdę jestem. Ciężko określić swoją tożsamość, gdyż czasem czuję się jak gąbka, która wiele zachowań i poglądów pochłania od innych ludzi. Owszem, to nie jest tak, że ja nie mam swojego zdania na wiele tematów, tylko po prostu pod wpływem sytuacji potrafię wiele przejąć od innych i nie jest to wynikiem tego, że chcę komuś się przypodobać. Po prostu wewnętrzne poczucie rozbicia powoduje, że usilnie, wszystkimi dostępnymi sposobami, staram się pozbierać siebie i skleić.

A. : W zaburzeniu, na które cierpisz, często mówi się o granicach, które osoba zaburzona łatwo przekracza. Skoro, jak mawiasz, "pochłaniasz" czyjeś poglądy, zdarza Ci się przekraczać czyjeś granice?

W. : Tak, zdarza się. Robię to niekiedy pod wpływem gniewu, lub po prostu zdarza się, że sprawdzam granice tej osoby i czy, kiedy je przekroczę, ona mnie odrzuci. Przekraczanie granic wiąże się też z ciągłym przypływem adrenaliny po to, by poczuć, że naprawdę żyję. Nie wiem dokładnie gdzie są granice danego człowieka, w którym miejscu je wyznaczył. Ciężko jest mi to dostrzec, dlatego też czasem swoim zachowaniem nieświadomie je przekraczam.

A. : A jakie są Twoje granice?

W. : Czuję, że w moim życiu nie ma granic, że jestem w stanie zburzyć wszystkie, które niejako są mi wyznaczane z zewnątrz przez społeczeństwo. Nie respektuję tych granic, dlatego, że nie odczuwam ich jako moje. A wszystko, co jest narzucone, powoduje u mnie frustrację i chęć udowodnienia wszystkim, że tak nie jest i nie będzie.

A. : W jaki sposób burzyłaś narzucane Ci granice?

W. : Często przez niestosowne zachowanie, robienie odwrotnie tego, czego ode mnie w danej chwili oczekiwano. A czasem było to balansowanie na granicy tego, co jest społecznie akceptowalne. Mam tu na myśli upijanie się, kontakt z narkotykami czy drobne kradzieże. Nic z tych rzeczy nie było czymś stałym, ale po prostu przechodziłam od fascynacji jedną rzeczą do następnej.

A. : Podobno ludzie cierpiący na zaburzenie osobowości typu borderline nie uzależniają się. Jak to wygląda z Twojej perspektywy?

W. : Częściowo to prawda, ponieważ wszystkie substancje, które zdarzyło mi się "poznać" po jakimś czasie mogłam bez większych problemów odstawić. W moim przypadku chodziło bardziej o fascynację odmiennym stanem świadomości jakie one powodowały. Traktowałam to jako ucieczkę przed rzeczywistością, która sprawiała ból.

A. : Borderline to taki stan pomiędzy nerwicą a psychozą. Ty cierpisz na to zaburzenie ponad dziesięć lat, więc znasz cały wachlarz objawów, które sie przy nim pojawiają. Czy zdarzało Ci się osiągać stany bliskie psychozie? Mam tu na myśli omamy, urojenia i tym podobne objawy.

W. : Tak, zdarzało mi się przeżywać podobne stany. Przy zaostrzeniach słyszałam głosy, odczuwałam silne lęki przed irracjonalnymi rzeczami. Czasem strach był do tego stopnia silny, że bałam się spać w nocy i czekałam z zaśnięciem aż do rana. Czasem widziałam cienie, które pojawiały się znikąd. Z perspektywy czasu wiem, że to były stany psychotyczne, ale wtedy, kiedy to się działo, było to dla mnie zbyt realne i żadne logiczne wyjaśnienia nie docierały do mnie.

A. : Jesteś bardzo świadoma tego, co dzieje się z Tobą, kiedy borderline (jak to nazwałaś) "zaostrza się". Czy gdyby znów pojawiły się głosy i cienie, myślisz, że byłabyś w stanie je zignorować?

W. : Myślę, że nie. Kiedy one się pojawiają, stają się częścią mnie, czymś prawdziwym. I chyba nikt nie byłby w stanie wytłumaczyć mi, że ich nie ma.

A. : Czy jesteś w stanie uchwycić moment, kiedy mogą się one pojawić?

W. : Wydaję mi się, że tak. Zauważyłam, że mój stan pogarsza się, kiedy zostaję sama. Kiedy nie mam się z kim spotkać i porozmawiać twarzą w twarz. Pojawianie się tych objawów ma też związek z trudnymi momentami w moim życiu. Wtedy, kiedy zaczynam sobie po prostu nie radzić.

A. : Mówi się, że u osób z taką diagnozą często występują problemy z gniewem i trudności w jego kontroli. Czy gniew często Ci towarzyszy?

W. : Nie wiem czy często, chyba tak, jak każdemu innemu człowiekowi.

A. : W jakich sytuacjach najczęściej się gniewasz?

W. : Kiedy jestem bezsilna wobec czegoś albo coś idzie nie po mojej myśli. Zdarza mi się także gniewać w sytuacjach, kiedy ktoś stara mi się coś narzucić czy wyperswadować. Przypomina mi się taka sytuacja, kiedy moja przyjaciółka chciała mi coś wytłumaczyć, a ja odebrałam to jako naśmiewanie się ze mnie. Obraziłam się na nią, a później było mi strasznie głupio.

A. : Jak sobie radzisz z tą niezbyt przyjemną emocją?

W. : Kiedyś się cięłam, żeby odreagować. Teraz podchodzę do tego bardziej normalnie ;) Staram się wypłakać albo po prostu to wszystko przeczekać.

A. : Ostatnio udało Ci się obronić pracę licencjacką, jak się z tym czujesz? Wiem, że przebieg Twoich studiów był dłuższy niż zazwyczaj.

W. : Na moje studia składało się wiele różnych etapów życia, wiele pobytów w szpitalu i duże zmiany, więc nie były to dla mnie proste i zamiast 3 lat trwało 5. Teraz jestem bardzo z siebie zadowolona, że doprowadziłam sprawę do końca i już nieśmiało zaczynam planować podjęcie studiów magisterskich.

A. : Czy myślisz, że Twoje zaburzenie kiedyś minie i wyzdrowiejesz?

W. : Nie wydaje mi się. Odbieram je raczej jako część siebie. Być może nigdy się go nie pozbędę, ale ważne jest to, żebym nauczyła się żyć mimo wszystko.

A. : Życzę Ci zatem, aby Twoje plany się spełniły, żebyś została magistrem i znalazła wymarzoną pracę.

W. : Dziękuję bardzo. Tak naprawdę nie powinnam dziękować, żeby nie zapeszyć ;).


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.