Czuję

„Odciąć głowę”, czyli o presji i stresie w świecie sportu

Nierzadko słyszy się z ust sportowców przed ważnymi dla nich wydarzeniami, że teraz najważniejsze to skupić się na swojej pracy i nie zastanawiać się nad emocjami. Niektórzy też odmawiają rozmowy czy kilku słów komentarza, by nie uzewnętrzniać swoich odczuć i obaw oraz nie stwarzać w ten sposób dodatkowego tematu do dyskusji dla dziennikarzy i kibiców, ale przede wszystkim – by sobie tych odczuć i obaw nie uświadomić. Czy faktycznie dobrym wyjściem jest „ucieczka” od emocji i zagrażających myśli i czy właściwie jest ona możliwa? Co w takich momentach sprzyja sportowcom, a co może wpędzić ich w mechanizm błędnego koła?

Źródła stresu i presji wywieranej na zawodniku

Niewątpliwie duże znaczenie dla pojawienia się u zawodnika stresu i presji związanych z nadchodzącą imprezą sportową mają media i kibice, którzy często nie mają żadnych oporów przed wygłaszaniem swoich nadziei na sukces danego sportowca i podkreślaniem, jak bardzo na niego liczą. Zadawanie sportsmenom pytań o to, czy zdają sobie oni sprawę z tego, jak dużą szansę mają na osiągnięcie sukcesu, a także wskazywanie, że każdy pokłada w nich nadzieję, nie jest niestety wyjątkową sytuacją. To, czy takie słowa okażą się motywujące czy przytłaczające, zależy m.in. od określonych cech temperamentu sportowca, jego zdolności do przystosowania się do takich zdarzeń, które przecież nie pojawiają się raz czy dwa, oraz od interpretacji samej sytuacji. Duże, a może nawet największe, znaczenie ma również to, jakie oczekiwania ma sam zawodnik (Iwańczyk, Dąbski, 2020) i co w związku z tym dzieje się w jego umyśle.

Niezdrowy perfekcjonizm i niesprzyjające przekonania

Obecność perfekcjonizmu w przekonaniach sportowca nie jest niczym zaskakującym – w końcu aby wygrać, trzeba zrobić wszystko jak najlepiej (i mieć trochę szczęścia, co jednak przez perfekcjonistów jest pomijane). Problem tkwi w tym, że wraz z perfekcjonizmem u zawodnika może pojawić się myślenie czarno-białe, którego konsekwencją jest przekonanie, że gdy tylko popełni się błąd, to nie tylko nie jest się najlepszym, ale przede wszystkim jest się najgorszym. Myśl ta na tyle może nie dawać sportowcowi spokoju, że zagości w jego umyśle na długo (a w skrajnych przypadkach na zawsze) i nie pozwoli mu skupić się na niczym innym. To natomiast faktycznie może doprowadzić sportowca do porażki, jako że nie będzie on już skoncentrowany na zawodach, tylko na błędzie, który popełnił. Dodatkowo perfekcjoniści często przypisują sobie całą odpowiedzialność za zdarzenie, zatem również i winę przypiszą wyłącznie sobie, całkowicie pomijając okoliczności i wpływ czynników zewnętrznych (Pielas, 2018). U podstaw istotnych przekonań sportowców leżą również wyolbrzymianie (błędów, porażek, zagrożenia ze strony innych zawodników) i pomniejszanie (własnych umiejętności, sukcesów), a także nadmierne generalizowanie (Marlow, 2016), przejawiające się np. przekonaniem o własnej beznadziejności, powstającym na podstawie jednych przegranych zawodów. Efektem tego, biorąc pod uwagę czarny scenariusz, może być wyuczona bezradność, a następnie porzucenie sportu ze względu na powstałe przekonanie, że poradzenie sobie nie jest możliwe.

Nie tylko o myślach – emocje sportowca

Przeżywane emocje i odczucia sportowca mają duże znaczenie dla jego celów i motywacji, co natomiast wpływa na osiągane przez niego rezultaty (Abramowicz, 2017). Naturalną rzeczą jest odczuwanie napięcia, niepokoju czy strachu w związku z rywalizacją i walką o prestiżowe trofea (Wieclaw, 2011). Emocje te mogą jednak, również w połączeniu z negatywnymi, nieadaptacyjnymi przekonaniami, przyczynić się do wystąpienia silnego stresu. Taki stres, szczególnie przed ważnymi wydarzeniami, może osiągnąć na tyle duże natężenie, że okaże się być wręcz paraliżujący dla zawodnika – niemożliwe będzie osiągnięcie dobrego, satysfakcjonującego wyniku na imprezie sportowej (Przemyślenia Nieznanego Sportowca, 2020). Niemniej jednak obecność stresu może również zmotywować do działania i wesprzeć zawodnika. W tej kwestii kluczowa jest interpretacja stresora (postrzeganie go jako wyzwanie, a nie zagrożenie) (Czapska, 2018).

Sposoby na stres i presję w sporcie

Przekonania są jednym z najistotniejszych elementów mentalnych przyczyniających się do sukcesu bądź porażki, w zależności od tego, co jest ich treścią. Z tego względu myśli zawodnika nie powinny go dodatkowo obciążać, ale stanowić dla niego wsparcie – w ten sposób wzrosną szanse na skuteczne poradzenie sobie z towarzyszącym stresem i presją. Należy pamiętać, że mimo wszystko jest się tylko człowiekiem, który nie musi, a nawet nie jest w stanie, zawsze być idealny i robić wszystko perfekcyjnie (Marlow, 2016). Świadomość tego pomoże też zobaczyć samego siebie w lepszym świetle, bardziej optymistycznie. Ponadto bardzo ważne jest zrozumienie tego, że nawet gdy popełni się błąd, nie przekreśla to całej kariery sportowej: błędy zdarzają się każdemu, więc kariera każdego sportowca musiałaby być w takiej sytuacji krótka i niepomyślna (Pielas, 2018). Łatwo się jednak teoretyzuje, ale często problem jest na tyle złożony, że jego skuteczne rozwiązanie wymaga współpracy z psychoterapeutą.

Nie bez znaczenia jest także umiejętność regulacji własnych emocji, szczególnie w sytuacjach napięcia i stresu tuż przed rozpoczęciem się wydarzenia. Jedną ze skuteczniejszych i popularniejszych metod są techniki oddechowe. Uspokajając oddech, damy sygnał naszemu umysłowi, że się nie denerwujemy. W dodatku przeniesienie uwagi na oddech pomoże choć na chwilę skoncentrować się na czymś innym niż na stresie związanym z ważną imprezą sportową (Czapska, 2018). Jeżeli jednak do startu pozostało trochę więcej czasu, dobrą metodą może okazać się trening Jacobsona (technika relaksacyjna). Jest ona szczególnie lubiana przez sportowców, gdyż związana jest z oddziaływaniami fizycznymi (napinanie i rozluźnianie mięśni) (PROPSYCHE, 2019).

Nie można nie odnieść się też do zadaniowych strategii radzenia sobie ze stresem, które w przypadku sportowców przeważnie są najbardziej skuteczne. Z pomocą przychodzi tutaj zasada SMART, zgodnie z którą cele formułowane przez sportowców powinny być specyficzne, mierzalne, ambitne, realne i terminowe (Greenlees, 2016). Tak skonkretyzowane cele pomogą zawodnikowi skupić się na swojej pracy i dadzą mu poczucie, że ma on opracowany plan działania – niczym drogowskaz, za którym należy podążać. Dzięki temu wywierana presja będzie miała mniejsze znaczenie.

„Odciąć głowę” czy nie: oto jest pytanie

Szybkie tłumienie w sobie negatywnych emocji pomaga w koncentrowaniu się na swoich sportowych celach i zapobiega skupianiu uwagi na dystraktorach, które mogłyby być niesprzyjające bądź zagrażające w perspektywie zbliżających się zawodów. Wiele treningów mentalnych opiera się właśnie na „odcinaniu się” od swoich emocji i przeżyć (szczególnie tych zabarwionych negatywnie), aby niepotrzebnie się nie rozpraszać (Mielnicki, 2015). Bywa też, że z tego powodu trenerzy zabraniają swoim podopiecznym rozmów z dziennikarzami aż do momentu zakończenia się zawodów. Z drugiej strony jednak przestrzeń na emocje (także te, których odczuwać byśmy nie chcieli) również jest potrzebna – pozwolenie sobie na przeżycie czegoś może przynieść ulgę, oczyszczenie, ale przede wszystkim uświadomienie sobie tego, z czym mamy do czynienia: bez świadomości swojej sytuacji nie do końca wiemy przecież, jak sobie z nią poradzić (Leśniewska, 2016). Wydaje się więc, że nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć, jakie rozwiązanie jest idealne, ponieważ w obydwóch można dostrzec i wady, i zalety (jak to często w psychologii ma miejsce: „to zależy”).

Czy każdemu sportowcowi można wypisać taką samą receptę?

Wszelkie sposoby radzenia sobie z emocjami, stresem i presją powinny być dobierane indywidualnie: nie na każdego działają te same metody, a jeżeli działają, to mogą działać w różny sposób. Wiele zależy także od specyfiki dyscypliny sportowej, osobowości, temperamentu, motywacji, doświadczenia zawodnika czy nawet rodzaju imprezy sportowej. Z tego względu jedni nie rozmawiają z dziennikarzami na długo przed rozpoczęciem się zawodów, a inni do ostatniej chwili przed startem udzielają się w mediach społecznościowych. Mimo wszystko pamiętajmy – jako kibice, dziennikarze, obserwatorzy – że sportowiec to przede wszystkim człowiek (Iwańczyk, Dąbski, 2020), który tak jak każdy inny może czasem nie poradzić sobie z obciążeniem psychicznym: tym bardziej więc starajmy się mu go nie dokładać i potraktujmy go z wyrozumiałością.

Bibliografia

  1. Abramowicz, D. (2017). W jaki sposób zarządzać emocjami w sporcie? Pobrane z: dariaabramowicz.com/w-jaki-sposob-zarzadzac-emocjami-w-sporcie/.
  2. Czapska, J. (2018). Jak kontrolować stres w sporcie. Pobrane z: blogstartowy.pl/jak-kontrolowac-stres-w-sporcie/.
  3. Greenlees, I. (2016). Wzmacnianie pewności siebie u nastoletniego golfisty. W: B. Hemmings, T. Holder (red.), Psychologia sportu. Studia przypadków (s. 115–134). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN (wydanie edycji polskiej).
  4. Iwańczyk, P., Dąbski, M. (2020). „Piłkarz to przede wszystkim człowiek”. Psycholog o depresji w sporcie. Pobrane z: www.polsatsport.pl/wiadomosc/2020-08-19/pilkarz-to-przede-wszystkim-czlowiek-psycholog-sportu-o-depresji-w-sporcie-i-charakterze/.
  5. Leśniewska, A. (2016). Percepcja czasu i jej implikacje dla sportu. Strzelectwo sportowe (Nowoczesne rozwiązania szkoleniowe), 13, 49–55.
  6. Marlow, C. (2016). Tworzenie pozytywnych przekonań dotyczących wykonania w świecie bowlingu sportowego. W: B. Hemmings, T. Holder (red.), Psychologia sportu. Studia przypadków (s. 90–114). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN (wydanie edycji polskiej).
  7. Mielnicki, M. (2015). Kiedy emocje sportowca sięgają zenitu? Pobrane z: www.mariuszmielnicki.pl/pl/blog/kiedy-emocje-sportowca-siegaja-zenitu_/17/.
  8. Pielas, T. (2018). Perfekcjonizm w sporcie. Pobrane z: tamarapielas.pl/perfekcjonizm-w-sporcie/.
  9. PROPSYCHE (2019). Stres w sporcie i techniki radzenia sobie z nim. Pobrane z: pro-psyche.pl/stres-w-sporcie-i-techniki-radzenia-sobie-ze-stresem-psycholog-bydgoszcz/.
  10. Przemyślenia Nieznanego Sportowca (2020). Emocje sportowca. Pobrane z: anchor.fm/przemyslenianieznanegospo/episodes/26--Emocje-sportowca--Psychologia-sportu-i-w-sporcie--Ciekawy-i-dawno-ju-praktykowany-temat----NFL--NHL--NBA--pika-nona-ebd9vl.
  11. Wieclaw, G. (2011). Kilka słów o wpływie emocji na występ sportowy. Pobrane z: treningbiegacza.pl/artykul/kilka-slow-o-wplywie-emocji-na-wystep-sportowy.

Studentka III roku psychologii, kształcąca się w ramach ścieżek specjalizacyjnych związanych z psychologią kliniczną oraz psychologią zdrowia i jakości życia. Fascynuje ją nurt poznawczo-behawioralny w psychoterapii, szczególnie tzw. III fala. Pragnie również (i próbuje) rozwijać się w obszarze badawczym psychologii. Poza tym jest fanką i kibicem wszelkich sportów (co przerodziło się w zainteresowanie psychologią sportu), miłośniczką poezji i szeroko pojętej sztuki, a także wielbicielką wszystkich kotów świata. Kontakt: aniamucha99@gmail. (...)


Gdzie jest źródło?

Dlaczego relacje z matką są tak ważne? Co o wczesnych latach dzieciństwa mówi styl przywiązania? Czy można zbudować trwałą relację z kimś, kto izoluje się i unika kontaktu z innymi?

John Bowlby, brytyjski psychiatra i psychoanalityk, po ukończeniu Uniwersytetu w Cambridge rozpoczął pracę w ośrodku dla nieprzystosowanych chłopców. Jego szczególną uwagę zwróciło dwóch z nich, których historia była na pozór dość podobna. Obaj we wczesnym dzieciństwie zmagali się z traumami opieki macierzyńskiej, jednak psychiatrę zdziwiło to, że ich zachowanie diametralnie się różniło. Pierwszy z nich unikał kontaktu z innymi, izolował się, sprawiał wrażenie zupełnie pozbawionego jakichkolwiek emocji. Drugi z kolei był osobą lękliwą, mocno przywiązaną do swojego opiekuna. To właśnie w nim Bowlby zauważył odzwierciedlenie siebie z wczesnych lat dzieciństwa. Brytyjski psychiatra był czwartym z sześciorga dzieci. Kontakt małego Johna z ojcem był znikomy. Tak naprawdę widywał go raz na jakiś czas, głównie w święta, gdyż ten pracował jako chirurg. Z matką również nie miał częstego kontaktu, przebywał z nią zaledwie godzinę dziennie. Największą ilość czasu spędzał z nianią Minnie, która, gdy John miał cztery lata, zdecydowała się zmienić pracę. Kilkuletni Bowlby bardzo to przeżył. Po wielu latach zrozumiał, że zdarzenie to znacząco wpłynęło na jego późniejszy rozwój, co opisał w swojej pracy Child care and the growth of love, gdzie przedstawił pierwsze wnioski dotyczące teorii więzi.

Niezwykle istotne początki

Bowlby dostrzegł, że od urodzenia dziecko dysponuje możliwością, a przede wszystkim potrzebą, interakcji z bliskimi. W artykule tym najczęściej będzie pojawiać się nawiązanie do relacji dziecka z matką, jednak należy zaznaczyć, że teoria więzi mówi także o relacjach z ojcem czy innymi opiekunami, np. dziadkami.

Szczególnie widoczne w czasie wczesnego dzieciństwa, zachowanie przywiązania charakteryzuje jednostkę od kołyski aż po grób – pisał Bowlby.

Aby nieco zobrazować powyższe słowa, warto przyjrzeć się dwóm eksperymentom, dość kontrowersyjnym, budzących wiele sprzeczności, jednak dających potwierdzenie na to, iż relacje kształtowane we wczesnych etapach życia człowieka mają zasadnicze znaczenie dla jego rozwoju. Pierwszy z nich został przeprowadzony przez Harry’ego Hallowa. W dzisiejszych realiach nie mógłby mieć miejsca, ze względu na obecne etyczne standardy realizacji badań naukowych. Przedmiotem badania były małe rezusy, małpy żyjące w Azji, które zaraz po urodzeniu odseparowano od matki i przeniesiono do specjalnego pomieszczenia, gdzie znajdowały się tzw. „matki zastępcze” przygotowane w celach badawczych. Obie były wykonane z drutu, z tym, że jedna z nich miała przymocowaną butelkę z mlekiem, a druga była pokryta przytulną tkaniną. Oba modele matek podgrzewano. Podczas obserwacji zwierząt okazało się, że rezusy częściej wybierały matkę pokrytą miękkim materiałem, gdyż mogły się do niej przytulać. Do drucianego modelu zbliżały się tylko wtedy, gdy chciały napić się mleka.

Hallow posunął się jeszcze dalej w swoich badaniach i stworzył podobną wersję eksperymentu, jednak nieco zmodyfikował modele matek zastępczych. Tym razem wykorzystał cztery sztuczne małpy z czego: pierwsza z nich była miękka w dotyku, jednak posiadała pułapkę, która po zbliżeniu się dziecka potrząsała nim. Druga dmuchała silnym strumieniem powietrza, trzecia posiadała stalową ramę odrzucającą zwierzę po zbliżeniu, zaś czwarta zawierała mosiężne, tępo zakończone kolce. Wbrew pozorom, po każdym odepchnięciu czy zranieniu rezusy ponownie wracały do zastępczych matek. Przylegały do nich z większą intensywnością, zupełnie tak jakby zapomniały o tym, że matki je krzywdzą.

Po pierwszej wersji eksperymentu można wysnuć wniosek, że potrzeba bliskości jest niezmiernie ważna, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Z kolei druga wersja badania pokazuje, że bliskie związki i relacje z opiekunem są dla dziecka tak istotne, że często ich toksyczne cechy lub zachowania nie zniechęcają malucha do poszukiwania bliskości z odrzucającym, a nawet krzywdzącym opiekunem.

Negatywne skutki w późniejszych latach

O tym, że brak bliskiej więzi negatywnie wpływa na rozwój, a później prawidłowe funkcjonowanie, mogli przekonać się psychologowie badający zachowania dzieci w rumuńskich sierocińcach w drugiej połowie ubiegłego stulecia. Wówczas w Bukareszcie stanowisko I Sekretarza objął Nicoloe Ceausescu. Wskaźnik dzietności spadał, dlatego nowy rządca zdecydował się na radykalne zmiany w systemie prawnym. Wprowadził całkowity zakaz aborcji oraz dostępu do środków antykoncepcyjnych. Rozwody były możliwe wyłącznie w ekstremalnych przypadkach, a wiek zawarcia związku małżeńskiego został obniżony do piętnastu lat. Kobiety bez potomstwa wzywano na przesłuchania, przypadki poronień szczegółowo badano, a bezdzietne pary zobowiązane były do odprowadzania specjalnego podatku. Sytuacja ta doprowadziła do szybkiego wzrostu liczby dzieci, jednak część z nich była porzucana i znajdywała schronienie w sierocińcach. Niestety warunki tam panujące były poniżej wszelkich standardów – szacuje się, że na piętnaście dzieci przypadał jeden opiekun. Wychowawcy skrupulatnie wykonywali swoje obowiązki, jednak skupienie uwagi na jednym dziecku przy takiej ich ilości było po prostu niemożliwe. Podopieczni większość czasu spędzali w kojcach, pozbawieni jakiejkolwiek stymulacji sensorycznej. Badacze byli pewni, że w takich warunkach rozwoju u dzieci pojawią się liczne deficyty, przyczyniające się do zaburzeń rozwojowych, emocjonalnych czy problemów z zachowaniem w późniejszych latach. Hipotezy te okazały się słuszne. Aktywność mózgu dzieci przebywających w sierocińcach znacznie odbiegała od normy. Średnio ich IQ wynosiło 66. Zauważono również, że posługiwały się znacznie uboższym językiem i miały problemy z gramatyką. Co więcej, sposób wychowania wpłynął na rozwój mózgów dzieci - były znacząco mniejsze, a efektywność elektryczna neuronów słabsza. W późniejszych latach, kiedy wychowankowie ukończyli szesnasty rok życia, badacze przyjrzeli się ich sposobom funkcjonowania i dostrzegli liczne zachowania patologiczne – kradzieże, drobne przestępstwa czy pobicia. Badacze podkreślili, że, patrząc na sytuację dzieci z Rumunii, nie należy postrzegać tych zmian i nieprawidłowości jako specyficznych wyłącznie dla tej grupy, lecz jako typowych dla dzieci, które były pozbawione bodźców sensorycznych we wczesnych etapach rozwoju.

Czym są style przywiązania?

Emocje w relacji matka-dziecko są kluczowe i wpływają na kształtowanie przywiązania w późniejszych latach. Mówi się, że więź ta stanowi pewnego rodzaju bazę, schemat, według którego dziecko, a później osoba dorosła, tworzy relacje z innymi ludźmi. Teoria przywiązania Bowlby’ego dokładnie opisuje różne style wchodzenia w relacje. Zanim jednak każdy z nich zostanie dokładnie przedstawiony, warto zdefiniować pojęcie przywiązania. Czym tak naprawdę jest? Według psycholożki Marty Kotarby styl przywiązania to rodzaj nieświadomych przekonań, składających się na to, czego oczekujemy w relacji z innymi ludźmi. Można rzec, że jest to pewnego rodzaju zestaw założeń, na którym opieramy relacje. Dany styl przywiązania ma znaczenie dla zdolności radzenia sobie z emocjami, sytuacjami stresowymi, podejmowania ryzyka czy postrzegania własnej osoby. Początkowo badacze wyróżniali trzy style przywiązania, jednak z biegiem lat opisano jeszcze jeden.

  • Pierwszy z nich to styl bezpieczny. Kształtuje się w wyniku prawidłowej relacji dziecka z opiekunem. We wczesnych etapach rozwoju niemowlę jest otaczane troską, nie pojawia się u niego lęk przed utratą bliskości z drugim człowiekiem. Osoby, u których rozwija się bezpieczny styl przywiązania z łatwością wchodzą w interakcje z innymi ludźmi, wykorzystują efektywne strategie, by móc radzić sobie z konfliktami czy stresem. Co więcej, okazują znacznie mniej negatywnych uczuć niż osoby posiadające inne wzorce przywiązania. Psycholożka Agnieszka Stein, opisując osoby z bezpiecznym stylem przywiązania, porównuje je do słonia. Ma on bowiem ogromną siłę, zarówno tę wewnętrzną, jak i zewnętrzną, jednak jest też zwierzęciem łagodnym, żyje w stadzie i wie, że może polegać na innych słoniach. Jeśli ich nie ma, nie czuje dyskomfortu i również dobrze radzi sobie w takich warunkach.
  • Kolejno wyróżnia się styl lękowo-ambiwalentny. Niemowlęta wykazują silne reakcje emocjonalne w związku ze zniknięciem opiekuna, podczas jego nieobecności są płaczliwe i marudne. Emocje dziecka uzależnione są od matki, a w późniejszych latach od partnera. U osób z tym stylem przywiązania wykształca się przekonanie o własnej nieudolności, często zauważa się u nich stopniowe wycofywanie się z interakcji społecznych. Stein porównuje je do meduzy, która jest delikatna i potrafi przetrwać jedynie w środowisku jej sprzyjającym. Osoby z tym stylem przywiązania zatracają się w relacji, nieustannie bojąc się o to, że zostaną porzucone przez partnera.
  • Styl unikający zaczyna rozwijać się u dziecka doświadczającego długotrwałej nieobecności opiekuna, co odbiera jako odrzucenie i brak akceptacji. W konsekwencji nie szuka kontaktu z matką, a podczas jej nie obecności nie wykazuje zaniepokojenia. Unikanie staje się częstym elementem w późniejszych latach, np. podczas radzenia sobie ze stresem. U osób tych zauważa się również wysoki poziom gniewu i agresji. Agnieszka Stein w sposób metaforyczny porównuje styl unikający do żółwia, który ma twardą skorupę, ochronę stanowiącą zabezpieczenie przed czynnikami środowiska zewnętrznego, jednak wewnątrz kryje się delikatne i wrażliwe stworzenie.
  • Następcy Bowlby’ego wyróżnili jeszcze jeden styl – zdegenerowany. Badacze zaznaczali, że występuje dość rzadko i zwykle pojawia się u osób, u których w dzieciństwie doszło do licznych nadużyć, m.in. psychicznych, seksualnych czy emocjonalnych. Dziecko w konsekwencji traumatycznych wydarzeń zaczyna tłumić emocje i wyzbywa się swoich potrzeb. Istnieje także duże prawdopodobieństwo, że gniew obserwowany przez dziecko u jego opiekunów będzie również pojawiać się później w jego zachowaniu, co może skutkować agresją i trudnościami z kontrolowaniem emocji. U dzieci tych zauważa się także poczucie niższości, brak motywacji, nieśmiałość, czy depresyjny nastrój.

Sytuacja bez wyjścia?

Ostatnie trzy opisy nie napawają optymizmem, a także dają do zrozumienia, że osoby z tymi stylami mogą mieć znacznie trudności w funkcjonowaniu w relacjach. Pojawia się w nich niepokój, jednak warto zaznaczyć, iż kluczowym elementem, który pomaga zmienić sposób postrzegania związków i sposobu funkcjonowania w relacjach, jest terapia. Niektórzy psychologowie zaznaczają, że związek z osobą, która posiada bezpieczny styl przywiązania może również pozytywnie wpływać na związek, a tym samym pomagać osobom z odmiennymi stylami przywiązania niż bezpieczny kształtować prawidłowo funkcjonującą relację.

Bibliografia:

  1. Frużyńska K., Psychologia bliskości. Szokujący eksperyment Harlowa, http://www.zblyskiemwoku.pl/2016/10/psychologia-bliskosci-szokujacy/?v=9b7d173b068d, 11.10.2016
  2. Józefik B., Iniewicz B., Koncepcja przywiązania, od teorii do praktyki klinicznej, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008
  3. Kotarba M., Wprowadzenie do teorii przywiązania, https://www.youtube.com/results?search_query=style+przywi%C4%85zania+psychologia+kotarba, 11.05.2020
  4. Łojewska. D, Co łączy słonia, żółwia i meduzę?, https://dorotalojewska.pl/?p=428#aboutu, 12.05.2017
  5. Melerowicz D., Toksyczne relacje, Charaktery 2020, nr 9, str. 56-61
  6. Mikołuszko W., Jak dorastanie w sierocińcu zmienia dziecko, https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1779066,1,jak-dorastanie-w-sierocincu-zmienia-dziecko.read, 22.02.2019
 

 

Jestem studentką pierwszego roku psychologii. W późniejszych latach chciałabym wiązać z psychologią kliniczną oraz psychologią kliniczną dzieci i młodzieży. Interesuję się literaturą - czytam głównie powieści pisarzy polskich i zagranicznych o tematyce psychologicznej, historycznej, rzadziej fantastycznej. Lubię także pisać, szczególnie dłuższe formy. (...)


Psychologia filmu. Odbiór emocjonalny oraz miejsce widza w filmie na przykładzie Czarnego łabędzia w reżyserii Darrena Aronofsky’ego.

Opis filmu

Nowojorska opera wystawia balet Jezioro łabędzie. Reżyser Thomas Leroy decyduje się na zastąpienie dotychczasowej primabaleriny Beth MacIntyre młodszą baletnicą Niną, która mieszka wraz ze swoją matką. Koncepcja reżyserska zakłada granie przez primabalerinę dwóch ról: Białego i Czarnego łabędzia. Nina idealnie pasuje do Białej łabędzicy, natomiast Lily, inna baletnica, stworzona jest do roli Czarnej łabędzicy. Rywalizacja o rolę Czarnego łabędzia odkryje mroczną stronę Niny.

Uwaga. Poniższy artykuł zawiera informację na temat ważnego zwrotu akcji dla fabuły.

Wstęp

Nie ulega wątpliwości, że oglądany film może być przyczyną  doznawania określonych odczuć (Ostaszewski, 1999). W zależności od gatunku filmowego, który wybiera widz, może być to rozbawienie, wzruszenie, strach. Ale czy są to  w takim razie autentyczne, prawdziwe emocje, czy jedynie cień tego, co odczuwamy w rzeczywistości?  Zgodnie z definicją Maruszewskiego, Dolińskiego i współpracowników (2008)  emocja to stan psychiczny, który uruchamia program działania, nadając mu status priorytetu. Towarzyszą temu zazwyczaj zmiany somatyczne, ekspresje mimiczne i specyficzne zachowania. Ed Tan (Ostaszewski, 1999) emocje zakorzenione w świecie fikcyjnym określa mianem emocji F. Według niego, podczas oglądania filmu zdobywają one na jakiś czas nadrzędną władzę nad wszystkimi pozostałymi reakcjami, czyli spełniają jedno z najważniejszych kryteriów, niezbędnych do zakwalifikowania ich jako emocji. Mimo to emocje F są mniej intensywne od swoich odpowiedników w świecie realnym (Ostaszewski, 1999). Na przykładzie filmu Czarny Łabędź w reżyserii Darrena Arnofosky’ego (2010) przedstawię różne podejścia dotyczące usytuowania widza w filmie oraz wykażę, co wpływa na emocjonalny odbiór filmu i zaangażowanie widza w historię głównego bohatera. Na koniec podzielę się krótko tym, w jaki sposób ja odebrałam postać Niny nie tylko z pozycji widza, ale również studenta psychologii.

Uczestnik czy obserwator?

Jest wiele teorii traktujących o tym, w jaki sposób widz odbiera film. Najczęściej są to podejścia związane z psychoanalizą i kognitywizmem (Skowronek, 2017). Obydwa próbują odpowiedzieć na pytanie czy odbiorca  jest w pełni świadomy, że to, co ogląda na ekranie jest fikcją stworzoną przez reżysera, czy spostrzega  wydarzenia filmowe jako coś rzeczywistego? Według teorii iluzji (Ostaszewski, 1999) na ogół osoba oglądająca uznaje prawdziwość sceny filmowej. Na tym samym przekonaniu, opiera się pogląd o wyobrażeniu  osobowym, w którym to widzowi wydaje się, że znajdując się w obrębie akcji, śledzi wydarzenia z pozycji kamery. Pojawia się przeświadczenie, że widzi się osobiście to zdarzenie.  W scenie otwierającej film Arnofosky’ego (2010) kamera podąża za postacią w czerni, która w śnie Niny jest  złym czarnoksiężnikiem Rotbartem, chcącym zmienić Odettę w łabędzia. Zgodnie z teorią o wyobrażeniach osobowych, człowiek  oglądający film, powinien czuć się, jakby to on szedł  za Rotbartem w stronę Niny, która siedzi odwrócona do niego tyłem. Natomiast istnieje również pogląd sprzeczny z pierwszym, który sugeruje, że osoba jedynie wyobraża sobie, że jakaś sytuacja ma miejsce w filmie, bez wyobrażania sobie, że to ona ją  widzi i jest jej biernym uczestnikiem. Obie teorie jednakże  zakładają, że podczas oglądania filmu widz ulega iluzji i można powiedzieć jest w całości „pochłaniany” przez film.  Według Noela Carrolla (Ostaszewski, 1999) sytuacje, w których widzowie naprawdę wierzą, iż to, co oglądają  jest rzeczywistością, nie zdarzają się prawie nigdy. Jednocześnie Carroll nie wyklucza całkowicie roli iluzji, chociażby z powodu żywych reakcji, które budzą sceny kulminacyjne i sekwencje finałowe w filmach. Taką reakcją może być płacz, jeśli oglądanym filmem jest dramat, czy strach towarzyszący oglądaniu horrorów. Reakcje te byłyby niemożliwe bez odrobiny wiary w to, co widzi się na ekranie.  Podczas oglądania sceny finałowej Czarnego łabędzia (2010) czułam przerażenie, widząc powiększającą się czerwoną plamę na nieskazitelnie białym kostiumie Odetty, co nie oznacza jeszcze, że oglądałam to z perspektywy kogoś siedzącego w tym czasie na widowni. W celu pogodzenia tych dwóch sprzecznych podejść badacz proponuje teorię myśli, zgodnie z którą do powstania autentycznego uczucia wystarczy sama myśl, a nie tylko rzeczywistość fizyczna (Ostaszewski 1999).Wydaje się to być ciekawy kompromis, który jednocześnie neguje wyobrażenie widza jako bezkrytycznie pochłoniętego przez film tak, że sam nie jest w stanie rozróżnić,  co jest prawdą a co złudzeniem, na rzecz przyznania reprezentacjom umysłowym zdolności powodowania prawdziwych odczuć i reakcji na film.

Jakie mechanizmy wpływają na emocjonalny odbiór i zaangażowanie w film oraz w postać głównego bohatera?

Mówiąc o emocjach w filmie, nie można pominąć roli, jaką odgrywa zaangażowanie widza w postać. Pierwszy mechanizm, związany z teorią iluzji, jaki pomaga osobie emocjonalnie odebrać film to proces identyfikacji.  Opiera się on na utożsamianiu  widza z postacią filmową czy teatralną, przy jednocześnie zachowanej świadomości własnej odmienności (Kuć, 2017).  Umożliwia to przede wszystkim odczuwanie rozmaitych doznań, bez zahamowań  i konsekwencji. Proces identyfikacji, związany z podejściem psychoanalitycznym do filmu, współwystępuje z innym procesem, który polega na projektowaniu przez widza na przedstawione wydarzenia w filmie jego własnego obrazu świata (Kuć, 2017). Innymi słowy, osoba podczas oglądania filmu, odnajduje w nim fragmenty własnego doświadczenia.  Oczywiście, nie będzie to dotyczyło wszystkich osób oglądających dzieło filmowe. Wydawać by się więc mogło, że w Czarnym łabędziu (2010) elementy wspólne ze swoim życiem mogą odnaleźć szczególnie osoby, które tak, jak główna bohaterka dążą do perfekcji w swoich dziedzinach i temu podporządkowują większą część swojej  aktywności. Dzięki temu łatwiej im będzie zrozumieć motywacje i działania Niny, które dla „zwykłego” widza mogą się wydać nie do końca zrozumiałe  lub wręcz bezsensowne.

Niebagatelną rolę, mającą duży wpływ na sposób, w jaki osoba oglądająca film go zinterpretuje, czy poczuje emocjonalną więź, porozumienie z bohaterami, odgrywa również  filmowa narracja, a dokładniej jej głębia (Ostaszewski, 1999). To ona komunikuje widzowi informacje fabularne mniej lub bardziej wyraźnie. Nierzadko, w wyniku skąpej wiedzy na temat przykładowo dzieciństwa głównego bohatera czy przemilczeń dotyczących jego przeszłości, widz jest zmuszony do snucia własnych domysłów. Nie wiadomo dlaczego Nina wciąż mieszka z matką mimo dorosłego wieku. Na pytanie, czy już wcześniej przejawiała jakiekolwiek problemy zdrowotne, film daje tylko szczątkowe informacje między innymi o tym, że miała wysypki od dzieciństwa, które rozdrapywała. Narracje aktywizują więc mocno  wyobraźnię, co prowadzi według Murraya Smitha (Ostaszewski, 1999) do trzech odrębnych typów reakcji, trójpoziomowego zainteresowania postaciami, który określa mianem struktury sympatii. Pierwszy z poziomów, rozpoznanie, opisuje zdanie o postaci, które widz wyrabia sobie na początku. Nie wyklucza jednak jego rozwoju i ewentualnej zmiany, w trakcie dalszego oglądania filmu, kiedy nasza wiedza o poszczególnych bohaterach poszerza się. W dziele Aronofsky’ego (2010) w ciągu pierwszych piętnastu minut filmu, odebrałam bohaterkę jako osobę bardzo nieśmiałą, delikatną, przy czym niezwykle pracowitą i zdyscyplinowaną,  wydającą się nie mieć  z nikim, poza matką, bliższych kontaktów. Rozpoznanie dzieli się na solidarność z postacią, czyli opowiedzenie się po jej stronie i zażyłość, innymi słowy polubienie jej. Kiedy dyrektor teatru wybiera spośród dziewcząt te, które będą rywalizować o rolę białego i czarnego łabędzia, można powiedzieć, że do pewnego stopnia  „kibicowałam” Ninie, aby wygrała casting, widząc, ile wysiłku wkłada w to, by obsadzano ją w głównych rolach ( jej restrykcyjna dieta i bardzo duża pracowitość wspomniana przez matkę).  Można  stwierdzić, że poczułam w stosunku do niej pewnego rodzaju zażyłość. Następnym elementem struktury sympatii jest współodczuwanie. Pojawia się ono wtedy, kiedy film umożliwia widzowi dostęp do czynów, uczuć postaci.  Czasem ujęcia z punktu widzenia bohatera pozwalają się z nim bardziej utożsamić  i przejąć  jego nastawienie, które jest ostatnią częścią struktury sympatii. Jest ono związane z moralną oceną postaci i zależy od tego, czy widz ma wystarczający wgląd w jej wewnętrzne stany, czy rozumie kontekst  jej działań, aby na podstawie tej wiedzy ocenić moralne postępowanie bohatera. W scenie, w której Lily odwiedza Ninę w garderobie, a ta następnie  z przerażeniem odkrywa, że ”zabójstwo” nie miało miejsca, kamera podąża za wzrokiem Niny. Widz wraz z główną bohaterką przekonuje się, że spod drzwi łazienki nie wypływa krew, w środku nikogo nie ma i wraz z nią uświadamia sobie, że jedyną osobą, którą skrzywdziła, była ona sama. W tym momencie, kiedy, będąc wcześniej prawie pewną, że Nina zamordowała koleżankę w przypływie furii, tak jak ona przeżywałam niedowierzanie i szok, przekonując się, że to nieprawda. Czyli, do pewnego stopnia, współodczuwałam wraz z bohaterką. Wydaje  się,  że  w związku z tym, iż w „Czarnym łabędziu” na oczach widzów dokonuje się przemiana psychiczna oraz osobowościowa głównej bohaterki, bardzo trudno dokonać jej jednoznacznej oceny moralnej.

Model emocjonalnego zaangażowania widza w film oprócz sympatii, buduje także struktura empatii, do której zalicza się symulację emocjonalną, mimikrę i reakcje autonomiczne (Francuz i Pisarek, 2007). Symulacja emocjonalna ma miejsce, kiedy obserwowane  zachowanie bohatera nie jest do końca jasne, z powodu posiadania o nim niewystarczającej wiedzy. W tym wypadku osoba oglądająca film, stawia  hipotezy co do emocji, których doznaje postać, poprzez rzutowanie siebie samej na daną sytuację. Pomaga to dopasować bohatera do określonego schematu, ukształtować go tak, aby wydawał się spójnym konstruktem. Na przykład w dziele Aronofsky'ego (2010), sceną nie do końca jasną w pierwszym momencie, może wydać się dokonana przez Ninę kradzież przedmiotów należących do innej baletnicy, Beth, z jej garderoby. Widz  może zastanawiać się, dlaczego Nina przedstawiana jako dobra i niewinna dopuszcza się takiego nieakceptowanego społecznie czynu lub zadać sobie pytanie, jak on by postąpił w tej sytuacji. Mimikra afektywna natomiast w dużym skrócie to wyobrażenie i symulacja reakcji emocjonalnej widzianej u bohatera filmowego (Francuz i Pisarek, 2007). W scenie finałowej, kiedy krwawiąca Nina chwilę przed skokiem ostatni raz spogląda w stronę matki, mając oczy pełne łez, a kamera robi zbliżenie na twarz matki, mnie również „ścisnęło w gardle”. Tego typu reakcje są mimowolne i mają miejsce, kiedy widzi się mimikę bohaterów i ich gesty. Ostatni mechanizm, czyli wspomniane przeze mnie wcześniej reakcje autonomiczne (Francuz i Pisarek, 2007), mogą być powodowane hałasem lub nagłym pojawieniem się innej postaci. Wtedy zarówno bohater filmowy, jak i widz reagują na ten niespodziewany dźwięk czy ruch.  Tego rodzaju reakcji autonomicznych  w „Czarnym łabędziu” można doświadczyć całkiem sporo. Wystarczy wspomnieć moment, kiedy to podczas treningu Niny gaśnie światło. Ona zaczyna szukać osoby odpowiedzialnej za jego wyłączenie i w tym samym momencie niespodziewanie z mroku wyłania się ciemna postać.

O głównej bohaterce słów kilka

Na koniec chciałabym powiedzieć jeszcze parę słów o tym, jak ja odebrałam postać głównej bohaterki filmu Aronofsky’ego (2010). Przede wszystkim wydała mi się osobą bardzo skrzywdzoną przez matkę, która za wszelką cenę próbowała nie dopuścić, aby Nina dojrzała. Traktowała ją jak małą dziewczynkę, która stale wymaga opieki i kontroli. Izolowała od innych ludzi, uniemożliwiając jej kontakt z rówieśnikami. Być może przez to Nina była niedojrzała emocjonalnie. Choć jak pisze Włodzimierz Strus (2012), jest to pojęcie dzisiaj już rzadko stosowane, dojrzałość emocjonalna, polega na tym, że emocje pełnią prawidłowo swoje adaptacyjne role. Według autora ma to fundamentalne znaczenie dla dojrzałości osobowości, funkcjonowania społecznego i zdrowia psychicznego. Być może u Niny w wyniku braku odpowiednio dojrzałych strategii radzenia sobie ze stresem, bardzo dużych oczekiwań ze strony Thomasa i matki oraz z ciągłej rywalizacji, zazdrości oraz zawiści  w zespole,  stres i wszystkie negatywne emocje, które odczuwała bohaterka, a z którymi nie potrafiła sobie poradzić, przekształciły się w uczucie permanentnego napięcia, które następnie doprowadziło do zaburzeń percepcji i myślenia obserwowanych w filmie. Amanda Martin Sandino (2013) w swoim artykule wszystkie te objawy określa mianem szaleństwa, jednocześnie zaznaczając, że nie można ich jednoznacznie zakwalifikować do konkretnej jednostki chorobowej. Film jest wizją reżysera, co do której nie można oczekiwać, że będzie w całości pokrywać się z rzeczywistością. W tym wypadku, ewentualne próby diagnozowania Niny opierają się na domysłach i własnej interpretacji. Według mnie główna bohaterka mogła posiadać elementy osobowości anankastycznej, która charakteryzuje się tendencją do uporządkowywania, nadawania struktury. Skoncentrowanie na szczegółach, perfekcjonizm, sztywność stają się często przeszkodą w efektywnym działaniu takiej osoby (Cierpiałkowska, 2011). U Niny właśnie ta sztywność, niezwykła samodyscyplina stanowiła przeszkodę do osiągnięcia tego, co często nazywała „doskonałością”. W trakcie sceny w gabinecie dyrektora, Thomas wypowiada zdanie, które według mnie jest punktem przełomowym w myśleniu Niny. „(…) Doskonałość to nie tylko samokontrola, to także szaleństwo. Jeśli zaskoczysz siebie, zaskoczysz i publiczność (…)”. Od tego momentu zachowanie baletnicy zaczyna się zmieniać, bohaterka wyzwala się z narzuconych przez matkę zasad, odcina się od roli małej, czystej i niewinnej dziewczynki, stopniowo popadając przy tym w paranoję.

Podsumowanie

Dzieło Darrena Aronofsky’ego  (2010) zrobiło na mnie - widzu bardzo duże wrażenie, głównie dzięki świetnej roli Natali Portman, która sprawiła, że potrafiłam zaangażować się emocjonalnie w postać Niny. Wiele scen budziło we mnie niepokój, czasem obrzydzenie, szczególnie te, w których przedmiotem halucynacji Niny była przemiana jej ciała w ciało łabędzia. Uważam, że wiele mechanizmów, które opisałam powyżej, używanych w filmach w celu spowodowania u widza konkretnych odczuć, zostało również wykorzystanych w Czarnym łabędziu. Sandino (2013) w swoim artykule zwraca również uwagę na muzykę w tym filmie. Utwór A Swan Song (For Nina) będący wariacją na temat Jeziora łabędziego Piotra Czajkowskiego, może spowodować u słuchacza duży niepokój i poczucie dyskomfortu, poprzez dźwięki tłuczonego szkła i hałas przypominający piski. Pokazuje to, że piękno często oznacza coś złamanego i zepsutego (Sandino, 2013). Niestety, przeglądając literaturę traktującą o emocjach w filmie, nie znalazłam artykułów na temat niebagatelnej roli muzyki w ich odczuwaniu. Przede wszystkim skupiano się na próbie rozstrzygnięcia problemu, prezentującego dwa odmienne podejścia psychoanalizy i kognitywizmu, czyli tego, czy widz jest świadomym obserwatorem fikcyjnych wydarzeń, czy stawia się w roli ich uczestnika. Moim zdaniem szeroko pojęta tematyka emocji w filmie w polskich publikacjach, jest i jeszcze przez bardzo długi czas nie będzie wyczerpana, stwarzając możliwość kolejnym naukowcom do zgłębiania tej dziedziny wiedzy i przeprowadzania badań dotyczących reakcji publiczności filmowej.

 

Bibliografia:

  1. Aronofsky, D. (2010). Czarny łabędź [film]. Stany Zjednoczone: Fox Searchlight Pictures.
  2. Cierpiałkowska, L. (2009). Psychopatologia. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.
  3. Kuć,  J. (2017). Uczucia i emocje w tekstach kultury. Kraków: Wydawnictwo Aureus.
  4. Maruszewski, T., Doliński, D., Łukaszewski, W., & Marszał-Wiśniewska, M. (2008). Emocje i motywacja, W: J. Strelau. D. Doliński (red.), Psychologia. Podręcznik akademicki1. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
  5. Ostaszewski, J., Helman, A., & Ostaszewska, I. (1999). Kognitywna teoria filmu: Antologia przekładów. Kraków: Wydawnictwo Baran i Suszczyński.
  6. Pisarek, J., & Francuz, P. (2007). Poznawcze i emocjonalne zaangażowanie widza w film fabularny w zależności od typu bohatera. W: P. Francuz (red.) Psychologiczne aspekty komunikacji audiowizualnej. Lublin: Wydawnictwo Kul Tn.
  7. Sandino, A. M. (2013). On perfection: Pain and arts-making in Aronofsky's Black Swan. Journal of Visual Art Practice12(3), 305-317.
  8. Skowronek, B. (2017). Ciało, emocje, rozum– raz jeszcze o mechanizmach odbioru filmu. Annales Universitatis Mariae Curie-Sklodowska, sectio N–Educatio Nova, (2).
  9. Strus, W. (2012). Dojrzałość emocjonalna a funkcjonowanie moralne. Wydawnictwo Liberi Libri.


 

Studentka Indywidualnych Studiów Międzyobszarowych, realizująca ścieżkę specjalizacyjną psychologii pracy i organizacji. Interesuję się zagadnieniami z zakresu psychologii różnic indywidualnych, z uwzględnieniem także świata zwierząt oraz elementami psychologii filmu i psychopatologii. (...)


  • Opublikowane 3 Październik, 2018

Aspekty psychoterapeutyczne w sztuce

“(...) żwirową aleją 

wysadzaną bukszpanem

odchodzi zwycięzca

zastanawiając się

czy z wycia Marsjasza           

nie powstanie z czasem

nowa gałąź

sztuki - powiedzmy – konkretnej”      

            Zbigniew Herbert “Apollo i Marsjasz”

 

Zderzenie z granicą własnych możliwości może być powodem cierpienia, ale przecież perspektywa zwycięstwa nad boskim Apollinem w sztuce, którą on sam swą boskością definiował, ocierała się o absurd. Według mitu Marsjasz został ukarany za swoją pychę - obdarto go ze skóry i pozostawiono wiszącego na drzewie na pastwę losu. Jednak w interpretacji Herberta, właściwe dzieło powstało z jego rozdzierającego krzyku. Pierwiastek ludzki Marsjasza stworzył coś, czego estetyka bogów nie była w stanie uchwycić. Jednak gdyby go zapytać post factum, czy poświęcenie było tego warte, co mógłby odpowiedzieć? Czy „prawdziwa” sztuka musi zostać okupiona cierpieniem?

Używając terminologii niemieckiego filozofa Karla Jaspersa, można by powiedzieć, że Marsjasz znalazł się w sytuacji granicznej. Chcąc nie chcąc, ujawnił najgłębszy aspekt swojej osobowości poprzez śpiew, co prawdopodobnie uczyniło jego sztukę (w wersji Herbertowskiej) tak wyjątkową. Czy nie jest prawdą, że najgenialniejsze dzieła są tworzone przez jednostki, których umiejętnością jest użycie wybranego medium w sposób na tyle czysty, że wyraża odbicie ich ego i pozwala je skonfrontować z wyobraźnią tych ludzi, którzy nie znaleźli (i może nigdy nie znajdą) swojego pryzmatu umożliwiającego tak wyraźne wyeksponowanie swojego własnego ja?

Walt Whitman wydaje się być dobrym wyborem do analizy, ze swoją transcendencją doprawioną wschodnimi przyprawami, pomieszaną momentami z kotwiczącym aspektem czegoś na kształt mindfulness. Stephen John Mack pisał o transformacji ego Whitmana, uwidocznionej w poezji ukazującej zmagania z wyboistymi ścieżkami homoseksualnej relacji. Cykl wierszy „Calamus”, poświęcony miłości do innego mężczyzny (w jednej z interpretacji; drugą – rzadziej podnoszoną -  jest męskie braterstwo) jest ilustracją zmiany, która zachodzi w twórczości Whitmana. Uwalniając osobisty ładunek emocjonalny, pisarz musiał się zmierzyć ze swoją własną fikcyjną osobowością twórczą. Tworząc nową narrację, a tym samym dystansując się od jej wcześniejszej, znanej w świecie wersji, Whitman podjął ryzyko, które miało przysporzyć mu wielu cierpień. Gdy bowiem romans w końcu się skończył, poeta utracił nie tylko bliską osobę, ale także dostęp do pewnej części samego siebie.

When I heard at the close of the day how my Stephen John Mack had been received with plaudits in the capital,

still it was not a happy night for me that followed

For the one I love most lay sleeping by me under the same cover in the cool night,

In the stillness in the autumn moonbeams his face was inclined toward me,

And his arm lay lightly around my breast--And that night I was happy

("Calamus-Leaves" numer III, później "When I Heard at the Close of the Day") *

 

You bards of ages hence! when you refer to me, mind not so much my poems,

Nor speak of me that I prophesied of The States, and led them the way of their glories;

But come, I will take you down underneath this impassive exterior--I will tell you what to say of me;

Publish my word and hang up my picture as that of the tenderest lover

("Calamus-Leaves" numer VII,później "Recorders Ages Hence") *

 

Zaprezentowane utwory są jedynie ilustracją fragmentu całego procesu, który rozgrywa się na kartach twórczości poety. Aby w pełni ujrzeć go i zrozumieć, należy przeanalizować cały cykl Calamus Leaves. Jak cała twórczość Walta Whitmana, jest on bogaty w znaczenia i warstwy interpretacyjne, a prezentowany wątek stanowi tylko jedną z nich.

Tendencje pojawiające się u Whitmana można według mnie nazwać swego rodzaju autopsychoterapią. Poeta będący w rozpaczy, zaczyna kreować nową personę, którą może obdarzyć uczuciem, jednocześnie będącą podatną na jego wolę – fikcyjnego czytelnika. W ten sposób stara się odnaleźć zagubioną równowagę psychiczną – co z czasem (sądząc z kart jego późniejszych utworów) mu się udaje. Co fascynujące, zmiana pociąga za sobą nie tylko inne nastawienie do odbiorcy oraz siebie jako twórcy, ale także wymusza zmianę stylu, będącego u Whitmana w symbiozie z rodzajem ekspresji. Oprócz łatwych do zauważenia zmian nastroju wierszy, dostrzec można również reorganizację języka, który aby przetrwać i nie popaść w stagnację, omija zranioną, osobistą część doświadczenia, skupiając się na bardziej zewnętrznej formie przeżywania.

Rozpatrywałbym autoterapię jako coś właściwego świadomym twórcom. Trudno określić, czy sam Whitman potrafił zaobserwować zmiany zachodzące w jego psychice, czy też był nieświadomy reakcji obronnej, która ujawniła się w jego sztuce, pozwolę sobie jednak stwierdzić, że autor m.in. Song of Myself był jednym z tych twórców, których byłbym w stanie podejrzewać o refleksyjność potrzebną do wnikliwego rozrachunku z własnymi uczuciami.

Kolejnym przykładem na działanie związane z psychoterapią jest twórczość polskiego artysty Jacka Waltosia. Tutaj sprawa wygląda trochę inaczej – od początku widać bowiem, że motywy psychoterapeutyczne były również inspiracją do tworzenia, a nie tylko pośrednim wynikiem ekspozycji zaangażowania emocjonalnego.

W jego obrazach w oczy rzuca się fotel terapeuty, który – trochę stereotypowo – narzuca interpretację dzieła. Sam tytuł cyklu Doktor Freud bada duszę ludzką na wygnaniu w Hampstead również nie pozostawia wątpliwości co do intencji autora. To, co w mojej ocenie sprawia, że obrazy Waltosia są warte uwagi to fakt, że stanowią również studium autoterapeutyczne i analizę jego wcześniejszych doświadczeń.

Waltoś Jacek, Dr Freud bada duszę ludzką, 1988
Waltoś Jacek, Dr Freud bada duszę ludzką, 1988

Wydaje się, że pomimo wprowadzenia elementu krzesła jako próby zwiększenia dystansu w stosunku do prezentowanej treści, dzieła pozostają mocno emocjonalne i osobiste. Sam artysta w komentarzu do tekstu Janusza Krupińskiego, opisującego jego sztukę, o swoich inspiracjach wypowiada się następująco:

Interesuje mnie tylko to, co się odkłada z tej obecności człowieka poprzez ponawianie, jeden po drugim, ciągle tych samych lub podobnych gestów. Oczywiście, one są różne w wyrazie emocjonalnym, ale figura w nich tkwi. I jej obecność jest zasadnością takiego postępowania, a na pewno zasadnością ontyczną jest to, że jest w tym postępowaniu zapisana migawka z obecności.

Niezależnie czy jest się psychologiem nurtu poznawczo-behawioralnego czy artystą, trudno zanegować fakt, że schematy funkcjonowania człowieka są osią, wokół której buduje się społeczna przestrzeń kulturowa. Dzięki temu wspólnemu mianownikowi możliwe jest istnienie takiej dyscypliny jak arteterapia, nieprzypadkowo zwanej pierwotnie kulturoterapią, która pracuje na pewnych uniwersalnych wzorcach, pomagając znaleźć niezbędne do rozwiązania problemu porozumienie między terapeutą a pacjentem.

W ostatnim przypadku, chciałbym zwrócić również uwagę na inny aspekt terapeutyczny, najbardziej chyba uwydatniony w muzyce, czyli oddziaływanie relacji i zbiorowości. Niezależnie od poziomu artystycznego prezentowanego przez artystów, czy obranego nurtu tej odmiany sztuki, cechą charakterystyczną jest przeżywanie jej we wspólnocie. Oczywiście trudno jest zrównać stadionowe koncerty grupy Pearl Jam z kameralnymi występami Świetlików, ale nie można pominąć faktu, iż w obu przypadkach mamy do czynienia z zespołami posiadającymi rzeszę wiernych fanów, którzy potrafią śpiewając razem z nimi, przebrnąć przez całą setlistę koncertową niemalże na jednym wdechu. Jest dla mnie jasne, że aspekt relacji międzyludzkiej, tak ważny w terapii, ukazuje się tutaj również w zbiorowym odbieraniu muzyki koncertowej, konfrontowaniu własnych przeżyć, a także budowaniu więzi poprzez wspólne doświadczenie. Za przykład humorystycznej melancholii możliwej do zrozumienia tylko dla członków określonej grupy społecznej niech posłuży najbardziej chyba znany szerszej publiczności utwór wspomnianych Świetlików pt. Finlandia.

(...)

Nigdy nie będzie takiego lata

Nigdy papieros nie będzie tak smaczny

a wódka taka zimna i pożywna.

Nigdy nie będzie tak ślicznych dziewczyn

Nigdy nie będzie tak pysznych ciastek

Reprezentacja naszego kraju nigdy nie będzie miała takich wyników.

Już nigdy.

Nigdy nie będzie takich wędlin.

Takiej Coca-coli.

Takiej musztardy

I takiego mleka.

Nigdy nie będzie takiego lata

Nigdy nie będzie takiego lata.

Świetliki – Finlandia,2005

Uzewnętrznienie swoich uczuć na koncercie lub podczas spektaklu umożliwia uzyskanie efektu katharsis, o którym już w starożytności pisał Arystoteles. Jest to możliwe dzięki wspólnej platformie do ich wyrażania, czyli współdzieleniu języka, przestrzeni oraz akceptacji nadawcy i odbiorcy, czyli artysty oraz widza. Nieprzypadkowo wiele osób w trudnej sytuacji psychicznej szuka ukojenia w sztuce, kanalizując swoje myśli i dając im ujście poprzez wejście w jedną z powyższych ról.

Przykładów na wzajemne przenikanie się motywów psychoterapeutycznych i sztuki jest bardzo dużo. Rozbierając proces terapeutyczny na czynniki pierwsze, prawdopodobnie okazałoby się niemożliwym znaleźć artystę, który nie korzysta z jakiegoś jego aspektu. Z tego powodu starałem się znaleźć najbardziej różniące się od siebie przykłady owych działań. Humanistyczne podejście w sztuce i psychologii opiera się na tym, co łączy ze sobą ludzi. Czy można więc powiedzieć, że o ile artyści zajmują się łączeniem pierwiastków w niespotykane wcześniej konstelacje, psychologowie redukują je do pierwotnej postaci? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie, zasadnym wydaje się stwierdzenie, że obie dziedziny mają sobie wiele do zaoferowania, a fascynującą jest dla mnie myśl, jak dużo do odkrycia pozostało na przestrzeni tej syntezy.

 

* Nie mogąc znaleźć poprawnego tłumaczenia, zdecydowałem się pozostawić utwory w oryginalnej wersji.

Autor: Krystian Zdynowski

Bibliografia:

  1. Pod redakcją: Dembińska B. LEKSYKON lektur szkolnych / - Wrocław : Wydawnictwo Europa, 2005. - S. 124-133 : Zbigniew Herbert : [Ogólna charakterystyka twórczości. Analiza wybranych wierszy: Apollo i Marsjasz, Dlaczego klasycy?, Mona Liza, Tren Fortynbrasa, Przesłanie Pana Cogito, Brewiarz]
  2. Jacobi, J, Psychologia C.G. Junga, tłum. S. Łypacewicz, Warszawa, IW PAX, 1968
  3. Bilikiewicz A., Pużyński S., Wciórka J.,Rybakowski J.: Psychiatria. T. 3. Wrocław: Urban & Parner, 2003, s. 287
  4. Whitman, Walt. Leaves of Grass. 1855. The Walt Whitman Archive. Gen. ed. Ed Folsom and Kenneth M. Price. Accessed 26 May 2015. <http://www.whitmanarchive.org>
    Calamus-Leaves numer III, później When I Heard at the Close of the Day)
    Calamus-Leaves numer VII, później Recorders Ages Hence)
  5. Stefania Krzysztofowicz-Kozakowska, Barbara Małkiewicz. Nowoczesne malarstwo polskie. Cz. 3, Malarstwo polskie po 1945 roku. Kraków: Muzeum Narodowe w Krakowie. 2004. s. 436.
  6. Świetliki, album: Las putas melancólicas, utwór; Finlandia, Universal Music Polska, 2005

 


  • Opublikowane 29 Maj, 2018

Jak nietolerancja wobec niepewności sprzyja zachowaniom unikowym?

Czy trudność w akceptacji niepewności może stanowić czynnik sprzyjający występowaniu sztywnych zachowań unikowych? Naukowcy z Uniwersytetu w Hiszpanii we współpracy z badaczami z Uniwersytetu z Belgii pochylili się nad tym problemem, badając zależność między niechęcią i dyskomfortem związanym z sytuacjami zawierającymi komponent niepewności a potencjalnie jatrogennymi zachowaniami unikowym.

Zachowania unikowe stanowią repertuar odpowiedzi behawioralnych na bodziec uznawany za zagrażający w celu jego uniknięcia. Wiele badań wskazuje, że skorelowane są z takimi zaburzeniami afektywnymi jak zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, lęk uogólniony, fobia społeczna, czy syndrom stresu pourazowego (Cobos, Flores i inni, 2018). Badacze z hiszpańskiego uniwersytetu podjęli próbę pochylenia się nad tym zjawiskiem w celu ustalenia, jakie czynniki wiążą się z wysokim poziomem unikania. Skupili się przede wszystkim na zmiennej Intolerance of Uncertainty (IU) czyli Nietolerancji Niepewności, charakteryzowanej jako zbiór przekonań na temat sytuacji niepewnych i tendencji do reagowania w sposób negatywny na poziomie afektywnym, kognitywnym oraz behawioralnym na tego typu wydarzenia (Buhr & Dugas, 2009). Nietolerancja niepewności związana jest z zachowaniami obsesyjno-kompulsyjnymi oraz uzależnieniem od alkoholu (Kraemer, McLei, & O'Bryan, 2014 za: Cobos i in, 2018).

Zgodnie z autorami badania osoby o wysokim poziomie nietolerancji niepewności powinny charakteryzować się wysokim poziomem napięcia w sytuacjach niejasnych, a w konsekwencji wykazywać wyższą motywację do angażowania się w zachowania, służące uzyskania poczucia kontroli. Główna hipoteza badań zakładała, że wysoki poziom zmiennej IU powinien wiązać się ze zwiększeniem zachowań unikowych, wzrostem niewrażliwości na zewnętrzną dewaluację tych zachowań oraz opornością na wygaszanie reakcji unikania (Cobos i in., 2018).

Uczestnicy badania

W badaniu wzięło udział 156 studentów Wydziału Psychologii Uniwersytetu w Maladze. Próbę stanowili ochotnicy, którzy a za udział w badaniu otrzymali dodatkowe punkty ECTS. Uczestnicy zostali w sposób losowy dobrani do grupy kontrolnej i porównawczej. Każdy z nich brał udział w badaniu w oddzielnej kabinie, przy użyciu sprzętu komputerowego (Cobos i in., 2018).

Metodologia badań

Na tydzień przed właściwym eksperymentem uczestnicy badania poproszeni zostali o wypełnienie hiszpańskiej adaptacji kwestionariusza STAI (Inwentarz Cechy i Stanu Lęku) oraz hiszpańskiej adaptacji Skali Nietolerancji Niepewności (Intolerance of Uncertainty Scale IUS, Freeston, 1994). Natomiast procedura eksperymentalna obejmowała cztery fazy zadań skoncentrowanych na zachowaniach unikających. Pierwsza z nich obejmowała klasyczne warunkowanie, druga uczenie oparte na warunkowaniu instrumentalnym, trzecia opierała się na wygaszaniu zachowania a ostatnia stanowiła fazę ostatecznego testowania. Uczestnicy badania otrzymali instrukcję, w której informowano ich, że niektóre prezentowane na komputerze obrazy mogą stanowić sygnał, że za chwilę wystąpi silnie awersyjny dźwięk, emitowany przez słuchawki do lewego lub prawego ucha, w zależności od rodzaju prezentowanego obrazu. Następnie poinformowano badanych o występowaniu bezpiecznego obrazu, po którym emitowanie bodźca dźwiękowego nie nastąpi. Po dokonaniu instrukcji materiał bodźcowy był wyświetlany ochotnikom przez 20 sekund na ekranach monitorów. Awersyjny dźwięk pojawiał się losowo w odstępstwie od ósmej do jedenastej sekundy wyświetlania obrazu. Okno czasowe każdego dźwięku wynosiło około 3 sekund (Cobos i in., 2018). Dwa różne czarno białe-obrazy służyły jako bodziec warunkujący. Badacze nazwali je CSa i CSb. Awersyjny dźwięk prezentowany był do prawego ucha (US1) lub lewego (US2). Czarno-biały bezpieczny obraz został oznaczony przez badaczy jako CSc. Nie następował po nim żaden dźwięk. Ekran komputera podczas badania był zawsze biały a obrazy prezentowano w samym jego środku o wymiarach 9x8 cm. Awersyjny sygnał stanowił pisk o częstotliwość 44,100 Hz trwający około 3 sekundy. W grupie kontrolnej występował zarówno cichszy pisk (27 ± 3 dB), jak i głośniejszy, który występował również w grupie eksperymentalnej (97 ± 3 dB). Stworzenie grupy kontrolnej służyło sprawdzeniu, czy różna intensywność dźwięku będzie zmienną zakłócającą proces warunkowania zachowań unikowych w zależności od prezentowanego obrazu CSa lub CSb (Cobos i in., 2018).

Faza I: Warunkowanie klasyczne

Pierwsza faza składała się z 5 próbnych bloków. Każdy z nich zawierał dwie próby z bodźcem CSa (tylko przy jednej próbie występowało wzmocnienie negatywne), dwie próby z bodźcem CSb (ponownie tylko raz wystąpiło wzmocnienie negatywne) oraz z bezpiecznym bodźcem CSc, po którym nie nastąpiło wzmocnienie. Po ekspozycji bodźców osoby badane pytane były o stopień pewności dotyczącej tego, po którym obrazie wystąpił bodziec awersyjny w prawym lub lewym uchu. Badani odpowiadali na skali od 0 - z całkowitą pewnością po tym obrazie nie wystąpił awersyjny dźwięk w tym uchu do 9 - z całkowitą pewnością po tym obrazie wystąpił awersyjny dźwięk w tym uchu. W tym celu posługiwali się klawiaturą komputera. Ich zadaniem było wskazanie 6 zależności między ekspozycją obrazu na monitorze a wystąpieniem nieprzyjemnego dźwięku. Ponadto w badaniu pytano również w jakim stopniu dźwięk był nieprzyjemny dla osób badanych od 0 - w ogólnie nie nieprzyjemny do 9 - bardzo nieprzyjemny (Cobos i in., 2018).

Faza II: Warunkowanie instrumentalne

Po fazie I uczestnicy badania zapoznawali się z instrukcją drugiej fazy badania. Powiedziano im, że ta faza jest identyczna do poprzedniej, poza tym, że teraz mogą uniknąć nieprzyjemnego dźwięku, jeżeli z wyprzedzeniem do 1 sekundy nacisną odpowiedni przycisk. Aby uniknąć ekspozycji dźwięku awersyjnego do lewego ucha, uczestnicy badania mieli nacisnąć przycisk P na klawiaturze, a aby uniknąć bodźca emitowanego do lewego ucha, przycisk Q. Osoby badane mogły podjąć tyle prób, ile chciały, aby w końcu uniknąć bodźca, jednak nie dawano im czytelnej informacji zwrotnych dotyczących ich postępowania. Awersyjny dźwięk pojawiał się niespodziewanie, bez bodźców poprzedzających co wprowadzało element niepewności (Cobos i in., 2018).

Faza III: Proces wygaszania bodźców

W tej fazie stopniowo dewaluowano znaczenie bodźców awersyjnych poprzez zmniejszanie siły dźwięku połączonego z obrazkiem CSa. Najpierw wyemitowano awersyjny dźwięk, aby uczestnicy ponownie ocenili w jakim stopniu jest on nieprzyjemny. Kolejno obniżono głośność dźwięku z 97 ± 3 dB do 27 ± 3 dB i ponownie poproszono osoby badane o określenie, jak bardzo jest on awersyjny. Powiedziano uczestnikom, że głośność będzie teraz już tylko niższa, mimo, że w następnej fazie testowej, grupie eksperymentalnej ponownie emitowano różną głośność dźwięku awersyjnego. W grupie kontrolnej natomiast prezentowano jedynie dźwięk o sile 27 ± 3 dB (Cobos i in., 2018).

Faza IV: Testowanie

W tej fazie skupiono się na właściwym celu badania. Poinformowano uczestników, że ponownie prezentowane będą im bodźce wzrokowe i słuchowe oraz, że mogą uniknąć awersyjnego dźwięku poprzez naciśnięcie odpowiedniego klawisza na klawiaturze, tak jak we wcześniejszej fazie. Nie wprowadzono jednak zmiennej niepewności, tak jak w fazie warunkowania instrumentalnego (Cobos i in., 2018). Oznacza to, że dźwięk awersyjny pojawiał się zawsze po wystąpieniu bodźców poprzedzających, wyuczonych podczas fazy warunkowania klasycznego. Sprawdzano poziom oporu na wygaszanie, wrażliwość na bodziec awersyjny (określony reakcją na bodziec bezpieczny oraz bodźce uprzednio uwarunkowane jako poprzedzające) oraz reakcje na bodziec bezpieczny. Po tej fazie pytano również uczestników badania o ich stopień zaufania do podanej instrukcji (Cobos i in., 2018).

Konkluzje z badań

Głównym celem badania było sprawdzenie, czy wysoki stopień nietolerancji na sytuacje niejasne wiąże się z nadmiernym i sztywnym zachowaniem unikowym. Uznano, że brak tolerancji na sytuacje niejasne wiąże się z brakiem wrażliwości na dewaluację bodźców awersyjnych oraz opornością na ich desensytyzację w porównaniu do osób o niskim poziomie tej zmiennej. W tym celu osoby, które brały udział w badaniu zostały uwarunkowane na unikanie awersyjnego dźwięku, a następnie przeprowadzono proces desensytyzacji na bodziec awersyjny. Kolejno mierzono poziom obniżenia się zachowań unikowych u uczestników badania. Zgodnie z założeniami, analiza regresji pokazała znaczący związek zmiennej nietolerancji na sytuacje niejasne (mierzonej uprzednio kwestionariuszem) a częstotliwością zachowań unikowych. Ponadto osoby, które uzyskały wysokie wyniki w tej zmiennej, wykazywały zmniejszoną wrażliwość na desensytyzację oraz zwiększoną częstotliwością odpowiedzi unikowych. Co ciekawe, intensywność nie malała nawet wtedy, gdy obniżono poziom niepewności. Związek pomiędzy nietolerancją na niejasne sytuację a niewrażliwością na desensytyzację nie wydaje się być skorelowany z mniejszą zdolnością osób badanych do rozróżniania bodźców, co pokazały wyniki grupy kontrolnej. Ponadto, nie zauważono związku między indywidualną zdolnością do uczenia się a sztywnym zachowaniem unikowym i nietolerancją na niejasne sytuacje (Cobos i in., 2018).

Co więcej analiza regresji wykazała również znaczący związek między zmienną nietolerancja na niejasne sytuacje a opornością na wygaszenia zachowań unikowych. Im wyższym poziomem nietolerancji na niejasną sytuację charakteryzowała się jednostka, tym wyższy wykazywała opór na wygaszanie w fazie testowej. Warto podkreślić, że próbę badawczą stanowiły jedynie osoby zdrowe. Najważniejszym wnioskiem z badań zdaje się być fakt, iż im wyższy poziom nietolerancji na sytuację niejasną u osoby badanej, tym więcej wykazuje ona niepotrzebnych zachowań unikowych. Badacze wskazują, że zmienna ta może mieć duże znaczenie w kształtowaniu zaburzeń lękowych i powinna zostać wzięta pod uwagę przy próbach projektowania programów interwencyjnych (Cobos i in., 2018).

Autor: Paulina Kamińska

Literatura:

  • Buhr K, Dugas MJ. (2009). The role of fear of anxiety and intolerance of uncertainty in worry: An experimental manipulation. Behaviour Research and Therapy 47, 215–223
  • Cobos, P., L., Flores, A., Lopez, J., F., Vervliet, B. (2018). Intolerance of uncertainty as a vulnerability factor for excessive and inflexible avoidance behavior. Behaviour Research and Therapy 104, 34–43.
  • Kraemer, K. M., McLei, A. C., & O'Bryan, E. M. (2014). The role of intolerance of uncertainty in terms of alcohol use motives among college students. Addictive Behaviors, 42, 162–166. http://dx.doi.org/10.1016/j.addbeh.2014.11.033.

 

 


  • Opublikowane 23 Marzec, 2018

Anjan Chatterjee: Jak twój mózg decyduje, co jest piękne?

Anjan Chatterjee sięgając po narzedzia psychologii ewolucyjnej oraz neuropsychologii poznawczej analizuje jedną z najbardziej urzekających koncepcji natury: piękno. Dowiedz się więcej o nauce odkrywającej, dlaczego pewne konfiguracje linii, koloru i formy pobudzają nas, dzięki temu fascynującemu, głębokiemu spojrzeniu w nasz mózg.

 

Uwaga: POLSKIE NAPISY


  • Opublikowane 6 Październik, 2017

„Razem, a jednak osobno?” – czyli co się dzieje, gdy zabraknie różowych okularów w bliskiej relacji partnerskiej.

„Zmieniłeś się”, „Kiedyś byłaś inna…”, „To do Ciebie niepodobne…”, „Już nie jestem dla Ciebie tak ważny, jak kiedyś…”  – to tylko kilka przykładowych zdań, które słyszy duża część młodych ludzi od swojego partnera lub partnerki w bliskiej relacji. Kiedyś bajecznie w sobie zakochani, nie mogący oderwać od siebie wzroku, czekający z wytęsknieniem na każde spotkanie, natomiast dziś... poszukujący własnej drogi w związku, realizujący plany zawodowe, poszukujący inspiracji wśród innych ludzi, rozwijający swoje zainteresowania i niekoniecznie wymagający obecności i aprobaty swojego partnera. Niegdyś romantyczny, idealny związek, dziś związek przypominający koleżeńską relację opartą o realizację własnych pomysłów na siebie. Niby razem, a każdy wciąż podąża własną drogą. Czy to normalne? Czy to czynnik, który może świadczyć o wypaleniu uczucia? Czy taka relacja zachowująca bardzo duży stopień niezależności obu partnerów w podejmowanych decyzjach może przynieść oczekiwaną satysfakcję i szczęście w związku? Dlaczego wybrany przez nas idealny partner z czasem nie jest już idealny? Postaram się przedstawić poniżej, co na ten temat mówią dotychczasowe doniesienia w obrębie teorii i badań psychologicznych.

Potrzeba stabilizacji i poszukiwanie „ideału”

Okres późnej adolescencji i wczesnej dorosłości to czas pierwszych, ale zarazem bardzo ważnych wyborów zawodowych i osobistych młodych ludzi. Cechą charakterystyczną dla tego okresu jest silne poszukiwanie własnej tożsamości, uświadomienie sobie celu i znaczących wartości w życiu, jak również stabilizacja emocjonalno-społeczna (Harwas-Napierała, Trempała 2014). Człowiek dąży do stworzenia bliskiego związku partnerskiego, w którym mógłby czuć się bezpieczny, akceptowany, bez względu na swój status społeczno-ekonomiczny, zamieszkanie czy wygląd. Powszechnie uważa się, że bliskie związki partnerskie opierają się na bardzo dużej zależności partnerów, wzajemnym oddaniu, „zapatrzeniu w siebie”, wspólnych zainteresowaniach, jedności w poglądach i sposobie myślenia, a także podejmowaniu podobnych zachowań w konkretnych sytuacjach. Czy jest możliwe, by mógł istnieć związek spełniający wszystkie powyższe kryteria, a zarazem dawać swobodę bycia sobą w relacji?

Tacy sami, a jednak inni?

Współcześni psychologowie rozwojowi i psychologowie zajmujący się tematyką bliskich więzi, dowodzą, że nawet w najlepszym, współpracującym związku, kiedy dwie osoby postrzegają swojego partnera jako ideał i „szaleją z miłości do siebie”, w pewnym momencie przychodzi nagle etap związku zwany „odróżnianiem się” (Knapp, Vangelisti, 2005). Etap ten budzi w partnerach różnorodne emocje - od zaskoczenia, przez rozczarowanie, po smutek, przygnębienie. Towarzyszą mu ogromne wątpliwości, co do dalszej kontynuacji związku. To moment w życiu relacji, gdy okazuje się, że jednak nie jesteśmy identyczni, każdy z nas oprócz ofiarowanej miłości i oddania drugiej osobie, w głębi duszy odczuwa potrzebę samorealizacji także na innych wymiarach życia m.in. zawodowym. Chciałby w życiu zrobić coś więcej, coś jeszcze, co również da mu subiektywne poczucie szczęścia. Etap „odróżniania się” stanowi naturalną i prawidłową konsekwencję rozwijającej się bliskiej relacji partnerów. Niestety obecnie bardzo mało wspomina się w prasie, telewizji czy internecie o transformacji związku partnerskiego. Brak świadomości ludzi dotyczący rozwoju relacji połączony z nadmiernymi oczekiwaniami względem swojego partnera powoduje liczne negatywne konsekwencje. Młodzi ludzie bardzo szybko rezygnują ze swoich dotychczasowych relacji, uznając, że uległy przedawnieniu, natomiast w młodych związkach małżeńskich bardzo często dochodzi do zdrad lub rozwodów. Czar miłości prysł, a pozostała rutyna.

Rzeczywistość, niczym komedia romantyczna…

Dlaczego tak się dzieje? Ludzie czasem wchodzą w relację bardzo często z przeświadczeniem, że ich związek będzie przypominał komedię romantyczną, w której oni jako bohaterowie będą odgrywać główne role i każda trudność, wyzwanie życiowe zawsze zakończy się szczęśliwie, bo przecież „tak bardzo się kochają” i nie widzą świata poza sobą. Ludzie nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że budowanie relacji partnerskiej jest oparte na 3 ważnych obszarach porozumiewania się (Adler, Rosenfeld, Proctor II, 2006). Adler pisze w swojej publikacji, że, aby relacja mogła się narodzić, najważniejszy jest etap zawiązywania relacji, następnie podtrzymywania relacji, a potem kolejno etap rozluźniania relacji. Poszczególne etapy w prawidłowo rozwijającym się związku partnerskim następują po sobie naturalnie. Bardzo podobny model rozwoju relacji stworzył M. Knapp, zakładając 10 faz rozwoju relacji, które również zakwalifikował do trzech podstawowych kategorii (Knapp, Vangelisti, 2005).

Sposób myślenia ludzi o całokształcie związku przypomina fazę romantycznych początków, wedle teorii słynnego badacza psychologii społecznej Bogdana Wojciszke. W swojej teorii stwierdza, że jest to najpiękniejszy etap w rozwoju relacji partnerskiej, który często przypomina sceny niczym z filmu. Cechą charakterystyczną bowiem dla tego etapu rozwoju relacji, oprócz ogromnego pragnienia możliwie najczęstszych i najbliższych kontaktów z ukochaną osobą, jest pojawienie się i rozwój intymności (Wojciszke, 2000). W partnerach narasta wzajemne zaufanie, uczucie sympatii, a także poczucie, że tworzony przez nich związek jest czymś niepowtarzalnym. Knapp nazywa ten okres zawiązywaniem relacji, który zakłada inicjowanie, eksperymentowanie i intensyfikowanie relacji, by móc stworzyć prawdziwy, pełny związek, w którym partnerzy są zintegrowani i wspólnie podejmują decyzje (Knapp, Vangelisti,2005). Poczucie wyjątkowości związku związane jest bardzo mocno z funkcjonowaniem i zwiększającym się natężeniem trzech składników miłości – namiętności, intymności i zaangażowania (Sternberg 1986, Wojciszke 1993). Natężenie poszczególnych składników jest zmienne. Romantyczne początki związku to okres obejmujący mniej/więcej od pół roku do 2 lat, gdzie to właśnie namiętność wiedzie prym i uzyskuje swoje maksymalne natężenie. Bardzo szybko wzrasta także intymność i zaangażowanie w budowanie więzi. Jednak „romantyczne początki” nie trwają w nieskończoność. Etap ten jest krótkotrwały, lecz powoduje silne pobudzenie fizjologiczne całego organizmu. Łatwo zauważyć, że funkcjonowanie owładniętego miłością człowieka, skoncentrowane jest w dużej części wyłącznie na obiekcie zainteresowania, toteż bardzo trudno np. o realizowanie obowiązków w pracy, domu. Gdyby stan romantycznych początków trwał przez cały okres trwania relacji, człowiek dosłownie – umarłby z miłości.

Przyjemność nasila namiętność?

Przeprowadzono badania, w których stwierdzono, że postrzeganie atrakcyjnego dla nas obiektu i odczuwanie w związku z tym przyjemności nasila namiętność (Wojciszke 1993, za: Istvan i In.1983). Sprawdzano czy i w jaki sposób pobudzenie seksualne oddziałuje na postrzeganie innych osób. Badani oglądali film o treści erotycznej bądź neutralnej, a następnie pokazywano przeźrocze przedstawiające osobę płci przeciwnej - mogła ona być albo brzydka, albo przeciętna, albo piękna (przystojna). Zadaniem badanych była ocena jej atrakcyjności erotycznej. Z badań wynikają dwie ważne kwestie. Osoba oceniana jako przystojna, była oceniana jako bardziej erotycznie atrakcyjna, z którą warto byłoby spotkać się na kawę. Druga konkluzja z badań wykazuje dużo ciekawsze różnice między postrzeganiem osób przeciętnych-przystojnych. Osoba przeciętna i przystojna była bardziej atrakcyjna zdaniem ludzi pobudzonych, osoba brzydka zaś według nich była mniej atrakcyjna, niż wynikałoby to z ocen badanych niepobudzonych (Wojciszke, 1993). Wzrost pobudzenia działał identycznie na badane kobiety, jak również mężczyzn. Jaki można wyciągnąć z tego wniosek? Przeżywanie emocji pozytywnych pozwala nam widzieć siebie i innych przez różowe okulary. Co ciekawe, wpływ tych emocji na erotyczną atrakcyjność jest nieco odmienny, bowiem uzależniony jest bardziej od samego pobudzenia i jego siły niż od pozytywnego lub negatywnego znaku przeżywanej emocji. Emocje pozytywne (a dokładnie: wywołane nimi pobudzenie fizjologiczne) nie nasilają atrakcyjności wszystkich możliwych „obiektów namiętności”. Nasilają atrakcyjność jedynie tych osób, które już i tak są bardziej lub mniej atrakcyjne dla nas. To powoduje, że przeżywanie silnej emocji pozytywnej sprawia, że osoby już wcześniej odstręczające stają się jeszcze bardziej dla nas awersyjne. Skutek jest prosty: obiekt naszego zainteresowania, jest dla nas na tyle atrakcyjny, że wszystkie obecne wokół nas osoby, które wcześniej nie zwróciły naszej uwagi, teraz jeszcze bardziej wydają się nam mało interesujące. Efekt różowych okularów działa.

Identyczni, idealni, na zawsze razem..

Partnerzy, którzy zdeklarowali się, że chcą wraz ze swoim partnerem dzielić codzienność, podjęli bardzo odważną decyzję, będącą efektem ich długotrwałej pracy nad sobą i relacją. Wraz z rozwojem znajomości i ogromną fascynacją partnera, weszli w kolejny etap relacji zwany „podtrzymywaniem” (Knapp, Vagelisti, 2005). To bardzo ważny moment w życiu relacji, bowiem wraz ze spadkiem niepewności, zwiększa się atrakcyjność i zadowolenie ze związku. Partnerzy przepełnieni uczuciem, zaufaniem do swojego partnera, chcieliby trwać w stanie wspólnoty i jedności w każdym aspekcie swojego życia. Etap ten cechuje również deklaracja wyłączności partnerów, a sami uczestnicy oceniają go jako moment zwrotny w życiu (związku), dzięki któremu stają się bardziej dojrzali i odpowiedzialni za życie swoje i partnera.

Okazuje się, że nie jest możliwe trwanie we wspólnocie, bo każde z nich chciałoby realizować też własne pomysły na siebie, a oczekiwanie partnera są nieco odmienne od naszych. Etap odróżniania (Knapp, Vangelisti,2005) w relacji, to kluczowy moment w życiu związku, bowiem partnerzy muszą nauczyć się odnaleźć swoją indywidualną tożsamość w więzi ze swoim partnerem, w której do tej pory funkcjonowali jako jedność. Zadanie to jest na tyle trudne, że wymaga zmiany myślenia – kiedyś priorytetowe było stworzenie wspólnoty „MY”, a w tym momencie staje się także ważna indywidualna tożsamość „JA”. Faza odróżniania się pojawia się w związku zwłaszcza podczas sytuacji konfliktowych, gdy okazuje się, że partnerzy jednak różnią się poglądami i posiadają odmienne pomysły na rozwiązanie problemu.

Co, kiedy różowe okulary znikają? Jak mam być w związku i jak być sobą?

Kluczem do prawidłowego funkcjonowania w związku jest zatem okazywanie zaangażowania w relacji, przy jednoczesnym wyodrębnianiu przestrzeni dla własnej indywidualności. Każdy z nas bowiem jest odrębną, świadomą jednostką, przekonaną o własnym systemie wartości, mającą określone zainteresowania. Warto o tym pamiętać, że bez względu na to, jak bardzo mocno jesteśmy zaangażowani w związek z naszym partnerem, to w związku powinno być miejsce na autonomiczny rozwój i decyzje obydwojga partnerów. Odróżnianie się, choć pozornie ma negatywne konotacje, w rzeczywistości wnosi wiele pozytywnych refleksji. Uświadamia nam bowiem, że bycie indywidualnością jest tak samo ważne, jak bycie w relacji.

Przekonaj się sam!

Bardzo dobra obrona pracy magisterskiej przez Twoją dziewczynę, jest także Twoim sukcesem! Zdobycie fascynującej pracy przez Twojego narzeczonego, pozwoli także Tobie cieszyć się jego szczęściem. Spotkanie Twojej żony z koleżankami i kolegami z pracy bez Twojej obecności umocni jej poczucie niezależności i wzmocni zaufanie między Wami. Czujesz potrzebę wyjścia na mecz piłki nożnej z kolegami? – śmiało, funkcjonowanie w bliskiej relacji nie oznacza, że straciłeś wszystkie możliwości swojego rozwoju osobistego. Spędzanie wolnego czasu z Twoją Ukochaną jest wspaniałe, ale czasem czujesz potrzebę, by tak po prostu posiedzieć i poczytać książkę, wyjść na rower- świetnie, zrób to!

W dojrzałej relacji partnerzy powinni być dla siebie kochankami i przyjaciółmi, którzy komunikują i starają się rozumieć swoje potrzeby. Tylko taka postawa, gwarantuje udany, satysfakcjonujący związek, w którym nie ma mowy o wypaleniu uczucia. Powodzenia! 

Autor: Aleksandra Olszówka

Bibliografia:

  1. Adler R., Rosenfeld L., Proctor II R. (2006) Relacje interpersonalne- proces porozumiewania się, s.249-285
  2. Harwas- Napierała B., Trempała J. (2014) Psychologia rozwoju człowieka, s.163-229.
  3. Knapp Mark L., Vangelisti Anita L. (2005) “Stages of Relationships” In Interpersonal Communication and Human Relationships, 5th ed.,p.36-49.
  4. Wojciszke B. (2000) Psychologia miłości.

  • Opublikowane 15 Luty, 2017

Dlaczego właśnie Ty? czyli czym naprawdę kierujemy się przy wyborze partnera?

Każdy człowiek jest inny. Są osoby, które preferują samotność, jednak większość z nas wybiera życie u boku drugiej osoby. Jest wiele czynników wpływających na to, iż uważamy drugą osobę za atrakcyjną. Zwracamy uwagę między innymi na wygląd potencjalnego partnera, jednocześnie jednak, przy podejmowaniu decyzji o wejściu w relację z tą osobą uruchomione zostają różnego rodzaju procesy biologiczne. Co tak naprawdę ma wpływ na wybór partnera? Dlaczego wiążemy się właśnie z tą, a nie inną osobą? Nie ma prostej odpowiedzi na te pytania, ponieważ jest bardzo wiele czynników, które o tym decydują. W niniejszym artykule najpierw zostaną omówione ogólne kwestie wyglądu zewnętrznego partnerki i partnera, a następnie zostaną poruszone aspekty dotyczące procesów biologicznych, dla których to, między innymi, wygląd jest bodźcem wyzwalającym.

Wygląd fizyczny partnera ma istotne znaczenie. Preferencje mężczyzn i kobiet różnią się, jednak w każdej z tych grup można dostrzec pewne zależności.

Jak powinna wyglądać partnerka według mężczyzn?

Jeśli chodzi o wzrost to badania nie przedstawiają jednoznacznych wyników. Część z nich mówi, iż za najbardziej atrakcyjne uważane są kobiety średniego wzrostu, natomiast inne pokazują, że wzrost kobiety nie ma znaczenia. Mężczyźni za najbardziej atrakcyjne uznają sylwetki kobiece, których wskaźnik BMI znajduje się w granicach 20, czyli w dolnych granicach normy (jednak istnieją kultury, gdzie za atrakcyjne uważa się panie o BMI>30 – np. w krajach doświadczających głodu, kobiety z nadwagą postrzegane są jako posiadające odpowiednią ilość zasobów, aby wydać na świat potomstwo i zaopiekować się nim). Także wpływ wskaźnika taliowo-biodrowego (WHR) na atrakcyjność kobiet jest widoczny. Według mężczyzn, najatrakcyjniejsze sylwetki kobiece mają WHR≈0,7. Kolejnym aspektem jest kolor skóry – zdaniem mężczyzn kobiety powinny mieć nieco jaśniejszy skórę, lekko zaróżowioną (w niektórych regionach za atrakcyjniejsze uważa się kobiety z opalenizną, ponieważ może ona świadczyć o tym, że kobieta posiada środki finansowe i czas, aby zadbać o siebie, udać się do solarium lub wyjechać na wakacje). Jedną z najważniejszych preferencji jest jednak twarz. Z wielu badań wynika, że przeciętne twarze uważa się za bardziej atrakcyjne. Może to wynikać z prototypowego portretu, który przez wiele lat kształtował się w naszym mózgu w oparciu o obserwowanie osób z naszego otoczenia. Kobieta powinna mieć też długie, blond włosy i niebieskie oczy.

Jak powinien natomiast wyglądać mężczyzna według kobiet?

Oczywiste wydaje się to, iż preferowani są mężczyźni wyżsi (w Europie o 8-9% wyżsi od partnerek). Wybierani są też panowie o wyższym wskaźniku SHR (proporcja szerokości ramion do szerokości bioder) oraz o V-kształtnych sylwetkach. Ich twarze powinny mieć cechy maskulinizacji. Preferowani są partnerzy o krótkich włosach i niewielkim (jedno- lub kilkudniowym) zaroście. Jednak wiele badań wskazuje, że w kwestii koloru skóry, włosów i oczu wolimy po prostu partnerów podobnych do swoich rodziców (zazwyczaj płci przeciwnej).

Co się dzieje w naszym mózgu, gdy spotykamy atrakcyjnego kandydata na partnera?

Nie uświadamiamy sobie zwykle jaki wpływ na wybór partnera ma nasz mózg i inne procesy biologiczne zachodzące w naszych organizmach. Zapach innej osoby może wzbudzić silne reakcje psychiczne oraz fizjologiczne. Komórki nerwowe przekazują informacje poprzez sygnały, które docierają do odpowiedniej części mózgu odpowiedzialnej za kontrolę zmysłu powonienia. Łączą się one również z układem limbicznym odpowiedzialnym między innymi za emocje. Dlatego też zapachy mogą wywoływać różne doznania, a także wyzwalać wspomnienia, które spowodują konkretną reakcję w stosunku do danej osoby.

Tworzenie związków romantycznych opiera się jednak na specyficznym sposobie reagowania na partnera posiadającego dane charakterystyki atrakcyjnościowe. Reakcje te wyznaczane są przez aktywność systemów biologicznych, które na bazie odpowiedniego uwrażliwienia, silniej reagują na określone właściwości partnera, czyniąc bardziej prawdopodobnym utrzymywanie relacji z nim. Nie raz mówimy o kimś zakochanym, że „buzują w nim hormony”. Nauka potwierdza, że układ hormonalny jest ważny. Największą rolę odgrywa: serotonina, dopamina, estrogen, testosteron. Każdy z tych hormonów ma swoje znaczenie. Serotonina ma działanie antydepresyjne, reguluje również dobowy rytm organizmu, oddziałuje na potrzeby seksualne i spontaniczne zachowania. Dopamina decyduje o tym, czy potrafimy cieszyć się z tego, co nas otacza. Aktywność estrogenów wpływa na pobudzenie wyobraźni, wyzwalanie zachowań opiekuńczych czy uwrażliwienie na innych ludzi. Testosteron natomiast ma wpływ na cechy osobowości takie jak: zdecydowanie, pewność siebie oraz skłonność do rywalizacji, a jego zwiększona aktywność wpływa na zdolności strategicznego myślenia. Ważnym neuroprzekaźnikiem jest również fenyloetylamina (PEA), która jest określana jako amina ekscytacji. Jej obecność w mózgu powoduje uczucie szczęścia, radości i euforii. Zwiększa także operatywność tego narządu. Poziom tych hormonów ulega zmianie, gdy się zakochamy. Psychiatra Michael Liebowitz wysunął hipotezę, że zakochujemy się, kiedy neurony w układzie limbicznym, siedlisku naszych uczuć, są nasycone i uwrażliwione przez PEA oraz inne chemiczne substancje mózgowe. Ta substancja działa jak narkotyk. Wyjaśnia to, dlaczego zauroczone sobą osoby potrafią całymi nocami ze sobą rozmawiać i okazywać sobie czułość. Na przykład na etapie miłości romantycznej pojawia się podwyższony poziom dopaminy, noradrenaliny i PEA, a obniża się wydzielanie serotoniny. To właśnie zmiany w poziomie wymienionych hormonów powodują, że osoby stają się roztargnione, ożywione, pełne nadziei oraz przepełnieni tęsknotą.

Układ limbiczny jest także powiązany z aktywacją systemów pożądania. Są one zlokalizowane w innych miejscach w zależności od płci. U kobiet system pożądania znajduje się w obrębie brzuszno-przyśrodkowego podwzgórza, u mężczyzn natomiast w seksualnie dymorficznych obszarach przedwzrokowych podwzgórza. Aktywacje w tych obszarach, czyli funkcjonowanie omawianych systemów, są moderowane impulsacjami z korowo-przyśrodkowej części ciała migdałowatego, przegrody oraz jądra podstawy prążka krańcowego.

Ciekawą teorię dotyczącą doboru partnerów stworzył seksuolog John Money. Pisał on o tym między innymi w książce Lovemaps: Clinical Concepts of of Sexual/Erotic Health and Pathology, Paraphilia, and Gender Transposition in Childhood, Adolescence, and Maturity. Wskazuje on na wpływ dziecięcych doświadczeń na tworzenie związków partnerskich w przyszłości. Mówił on o miłosnej mapie, która tworzy się już u dzieci mających około pięciu do ośmiu lat. O kształcie tych map decydują między innymi: rodzina, przyjaciele, informacje z książek, zabawa, doświadczenia, a także przypadkowe wydarzenia. Z czasem wspomnienia zaczynają się układać. Tworzą one pewien wzorzec tego, co będą nas pociągać lub odpychać. W okresie dojrzewania zacznie się ujawniać idealny obraz partnera. Napotkana osoba będzie porównywana do tego wzorca. Im bardziej jest ona zgodna z ideałem, tym większa szansa na zbudowanie związku. Jednak takie dopasowanie powinno pojawić się u obu stron. Ta teoria może być uzasadnieniem tego, dlaczego mówimy, iż mężczyźni wybierają partnerki podobne do ich matek, a kobiety partnerów przypominających ich ojców.

Podsumowanie

Kiedyś mówiło się o „miłości od pierwszego wejrzenia”. Dziś znacznie popularniejsze jest określenie, że między dwojgiem osób wytworzyła się „chemia”. Powyższy wywód przybliża nam, dlaczego tak jest. W końcu dawniej powszechnie mówiono, że miłość rodzi się w sercu, a przede wszystkim zwracano uwagę na to, co można zaobserwować. Dzisiaj, dzięki rozwojowi nauki, poszerzyliśmy swoją wiedzę na temat mechanizmów, które zachodzą podczas rozwijania się uczucia pomiędzy dwojgiem ludzi. Nadal jednak trafne jest stwierdzenie, iż bardzo wiele czynników decyduje o tym, z kim będziemy żyć u boku. Są to między innymi: wygląd fizyczny, procesy biologiczne zachodzące w naszych organizmach, podobieństwa i różnice między partnerami, a także pewna tajemniczość, doświadczenie życiowe i napotkane przeszkody. Nie sposób jednak wymienić wszystkie aspekty wpływające na obraz naszej przyszłej relacji z partnerem. Istotny w końcu jest też czas, kiedy te dwie osoby się spotkają. Każde z nich musi być gotowe na stworzenie związku. Jednak nie można łatwo określić, kiedy ten odpowiedni moment nastąpi...

Autor: Patrycja Cholewa

Literatura cytowana:

  1. Adamkowska, H. (2014). Chemiczna układanka. Mechanizmy wyboru partnera. Focus. http://www.focus.pl/czlowiek/chemiczna-ukladanka-mechanizmy-wyboru-partnera-7931?strona=1.
  2. Burda, K., (2009). Test na miłość. Newsweek. http://www.newsweek.pl/nauka/test-na-milosc,42440,1,1.html.
  3. Fisher, H. (1994). Anatomia miłości. Poznań: Dom Wydawniczy Rebis.
  4. Lankosz, M. (2012). 30 lat badań nad miłością. Zaskakujące wyniki. W: Wysokie Obcasy. http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,13022671,30_lat_badan_nad_miloscia__Zaskakujace_wyniki.html?disableRedirects=true.
  5. Moroń, M., Sobczyk, M. (2010). Biologiczne mechanizmy leżące u podstaw wyboru partnera seksualnego i związku partnerskiego. W: Charzyńska E. (red.). Seksuologia w obiektywie innych nauk. Kraków: AT Group Sp. z o.o.
  6. Pawłowski, B. (2009). Biologia atrakcyjności człowieka. Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.
  7. Romanowska, D. (2016). Miłość i podświadomość. Jak znaleźć partnera na całe życie? Newsweek. http://www.newsweek.pl/nauka/milosc-i-podswiadomosc-jak-znalezc-partnera-na-cale-zycie-,artykuly,354080,1.html.

  • Opublikowane 19 Grudzień, 2016

I am intelligent but am I actually wise? About emotional intelligence

High intelligence quotient does not yet guarantee a spectacular success. The most intelligent people not always manage their lives effectively. What determines this state? In order to achieve goals one has to know how to use his or her potential, how to cope with stress, how to manage emotions and what strategies to use in everyday interpersonal relationships.

Years ago, an American magazine “Time” published an information on its cover that the best independent variable of success is not knowledge, not intellectual abilities but emotional intelligence (EQ).

Most of the time you are in an emotional state, even if you are unaware of that. In this very moment there is a great probability that you have in yourself the emotion of curiosity about what you will read in a minute. That is good - the information stated in the article is a study of claims of modern psychology regarding EQ and controversies connected with it.

By intuition we know what emotional intelligence is. We know people who are characterized by an exceptional ability of empathy. We also encounter cases of “emotional thoughtlessness” - when someone hurts others groundlessly, starts absurd arguments. However, the problem appears - as Gerald Matthews points out - when we try to step outside the aforementioned intuitions and measure EQ, i.e. “catch it red-handed”.

The issue of emotional intelligence is a relatively new field of psychological research. We speak about it with reference to the ability of recognizing and understanding emotions, managing and directing them. People with high EQ have the insight into their own emotional states, can name them, control them and use them effectively in the areas of personal, social and occupational functioning. Moreover, EQ entails the ability of understanding emotional reactions in other people, capability of identifying those emotions and reacting to them emphatically. The scientists holding research on this subject prefigure that people with high EQ succeed more often at work and in their personal lives. Nowadays, there exist three major models of EQ: Jack Meyer’s and Peter Salovey’s, Daniel Goleman’s as well as Reuven Bar-Ona’s.

In D. Goleman’s apprehension, EQ involves the ability to understand oneself and one’s emotions, direct and control those emotions, the ability of individual motivation, empathy, and social skills. The author sets it in the categories of emotional potential which, if used skillfully, billows into particular emotional competencies and abilities associated with competent emotions management. According to this approach an emotionally intelligent person not only can recognize and name intra- and interpersonal emotional states, but above all is aware of how to use this extremely precious knowledge in everyday life.

J. Meyer and P. Salovey defined EQ as the ability of reasoning concerning emotions and information of emotional character as well as the capability of using emotions to expedite thinking. W serii zaprojektowanych przez siebie eksperymentów z użyciem autorskiego narzędzia autorzy podjęli próbę odpowiedzi na pytanie, czy konstrukt EQ rzeczywiście istnieje. In a series of self-designed experiments using an authorial tool the authors made an attempt to find out whether the EQ construct really exists. In the means developed by the authors to measure emotional intelligence the participants were asked to recognize emotions observable on people’s faces depicted in photographs. In the following stages they were asked questions concerning situationally determined emotional reactions in humans, so they were asked to imagine that “George was sad, and an hour later he felt guilty. What happened in the meantime?/ Choose one on the two answers:

  • George helped his neighbor by accompanying him at the doctor’s,
  • George had no energy to call his mother and did not give her birthday wishes

People with high EQ chose option b). In their opinion the description of the situation shown in this version explained better the change of George’s temper from sorrow into guilt. Moreover, the study revealed that the ability to give appropriate answers improved with age. The answers given to different questions turned out to be coherent, it means the people who successfully passed the quiz stage proved just as successful in other tasks. The results of this experiment and the following research prove, according to the authors, that emotional intelligence really exists. J. Meyer and P. Salovey point out that it is often considered what it is not, e.g. repeatedly it is said to boil down to personal features. Kolejnym nieporozumieniem, związanym z interpretacją  pojęcia, jest w ocenie autorów modelu przekonanie, że - jak sugerowała okładka „Time” - inteligencja emocjonalna jest gwarancją sukcesu życiowego. In the authors’ perspective, the next misunderstanding connected with the term’s interpretation is the belief that - as the “Time’s” cover suggested - emotional intelligence is the guarantee of success. Does it mean that EQ is of no importance?

According to J. Meyer: “it absolutely in not (...), EQ broadens our understanding of intelligence, helps to foresee the key life achievements, can be helpful in such areas as job search or establishing interpersonal relationships. Wysoka EQ sama w sobie nie gwarantuje jednak, że osoba odznaczająca się nią potrafi wykorzystywać umiejętności emocjonalne w życiu osobistym, zawodowym czy społecznym. However, high EQ itself does not yet guarantee that its owner can use emotional abilities in personal, occupational and social life. It means only this: this person has very good potential prospects of learning these abilities. For one can have a considerable ability of empathy, but not have the acquired, learned skills which translate into e.g. professional customer service or being a valued lecturer.

Adequate recognition of an emotional state and the reaction to it, both treated as a signal, relates to the knowledge about ourselves. It is hard to imagine how our functioning would look like without the contribution of emotions in our lives. If I do not feel emotions, I lose the direction of action. I cannot recognize danger because I do not know whether I am scared.

In 1993 John Carroll developed a three-stratum intelligence model basing on a comprehensive analysis of cognitive abilities. On the top of Carroll’s model there was the general intelligence (g). The second layer involved eight categories of abilities – fluid intelligence (spatial and logical reasoning), crystallized (knowledge acquired by a person and the ability of accessing it), as well as six other areas, among others: general memory, broad cognitive speediness, broad visual perception, broad auditory perception. J. Carroll assumed that general intelligence bases on many secondary intelligences. J. Meyer uzupełnił poziom drugiej warstwy modelu J. Carrolla o tzw. hot intelligences, do których zaliczył m.in. inteligencję emocjonalną, społeczną i praktyczną. J. Meyer complemented the second layer of J. Carroll’s model by adding so called hot intelligences, among others emotional, social and practical intelligence.

Those dimensions not only complement the mechanism of information processing in humans, but also let foresee how different people will cope in their lives. The overview of the last data suggests that EQ lets anticipate functioning in the social realm. People with higher EQ establish more satisfactory relationships with friends and prove to have more effective contacts at work. So is it possible to increase the individual level of emotional intelligence?

Contemporary researchers suggest that it is possible with reference to certain skills from the EQ scope. For example, one can practice emotions’ identification, one of EQ’s components - for this purpose Paul Ekman created a computer program (presenting microexpressions of emotions). Similar programs were created also in the area of education and they aim at shaping skills from the area of EQ (social skills, self-confidence, avoidance on unwanted behaviors training).

Warto zatem sprawdzić jaką mamy EQ oraz uświadomić sobie złożony i niejednoznaczny charakter zależności między bodźcem, myślami, emocjami a sytuacją. So the level of our EQ and the equivocality of the relation between the stimulus, thoughts, emotions and the situation are both worth checking. We also have to take in the price that we pay for attachment to the up-to-now way of thinking and emotional reacting. The key is therefore defining emotional intelligence and focusing on the actual abilities - for the better we perform in the social reality, the greater the probability of achieving life successes.

So it is worth to invest individual effort in the development of the constitutive competencies of EQ by acting in accordance with three key rules of emotions management:

  • Be aware of the emotions that you feel - shape the ability of noticing your own emotional state - the sooner you realize that an emotion has appeared, the easier it will be to control
  • Get to know your emotions - train clear understanding of your emotional states and naming them - every time aim at answering four basic questions: Where did it come from?/ When and where did it start?/ What does it proceed and what is its intensity?/ When and how will it end - how long does it last?
  • Rozpoznawaj emocje innych ludzi i sytuacje, które je generują – trenuj umiejętność dekodowania wyrazów twarzy, pojawiających się w określonych stanach emocjonalnych i staraj się zrozumieć sytuacje, które je wyzwalają. Recognize other people’s emotions and the situations that generate them - train yourself in decoding facial expressions appearing in different emotional states and make effort to understand the situations triggering them.
  • Take control over emotions - influence knowingly your emotional constitution, regulate it.

Use the aforementioned tools regularly and you get a chance to act effectively in interpersonal relationships. Emotions management requires work, but the effects can be amazing. Below there is a short quiz - summarizing – to measure the individual emotional strength:

 

Read the following statements and answer quickly, without reflection!

Mark the right answer by circling the appropriate word on the scale:

never     seldom     sometimes     often     always

 

1. Being pushed away and ignored upsets me.                                                                                                          never     seldom     sometimes     often     always

2. When I do something that I am embarrassed for, I can admit it.                                                                           never     seldom     sometimes     often     always

3. I am sorry when a stranger is unfriendly to me.                                                                                                       never     seldom     sometimes     often     always

4. I can laugh at my weaknesses.                                                                                                                                  never     seldom     sometimes     often     always

5. I get nervous when I make mistakes.                                                                                                                        never     seldom     sometimes     often     always

6. I realize my own imperfections without quiltiness.                                                                                                 never     seldom     sometimes     often     always

7. Every time someone annoys me, I have a bad day.                                                                                              never     seldom     sometimes     often     always

8. Every day I experience the whole range of emotions involving sorrow, anger and fear.                               never     seldom     sometimes     often     always

9. Intense emotions make me lose control over myself.                                                                                           never     seldom     sometimes     often     always

10. Making decisions is difficult for me.                                                                                                                        never     seldom     sometimes     often     always

 11. Intense emotions in other people make me lose control over myself.                                                            never     seldom     sometimes     often     always

People with high EQ will answer „often/always” to questions: 2, 3, 4, 6, 8, 10 and „never/seldom” to questions: 1, 5, 7, 9, 11. If your results are a bit different, you have just identified the areas that require correction and some work on yourself.

Author: Katarzyna Więcek-Jakubek

Translation: Monika Skrobol

LITERATURE:

  1. Aronson, E. (2000). Nobody left to hate. New York: W.H. Freeman & Co.
  2. Brackett, M. A., Warner, R. M., Bosco, J. S. (2005). Emotional intelligence and relationship quality among couples. Personal Relationships, 12, 197-212.
  3. Cohen, J. (1999). Learning about social and emotional learning: Current themes and future directions. W: J. Cohen (red.), Educating minds and hearts (184—191). New York: Teacher’s College Press.
  4. Fitness, J. (2001). Betrayal, rejection, revenge, and forgiveness: An interpersonal script approach. W: M. Leary (red.). Interpersonal rejection. New York: Oxford University Press.
  5. Goleman D. (1997).Inteligencja emocjonalna. Media Rodzina of Poznań.
  6. Goleman, D. (1999). Inteligencja emocjonalna w praktyce. Poznań: Media Rodzina of Poznań.
  7. Lopes, P.N., Brackett, M.A., Nezlek, J.B., Schutz, A., Sellin, I., Salovey, P.(2004). Emotional intelligence and social interaction. Personality and Social Psychology Bulletin, 30, 1018-1034
  8. Salovey, P.,Stroud, L. R., Woolery, A., Epel, E. S. (2002) Perceived emotional intelligence, stress reactivity, and symptom reports: Further explorations using the trait meta-mood scale. Psychology & Health, 17(5), 611-627.
  9. Segal J. (1997). Jak pogłębić inteligencję emocjonalną. Wyd. Jacek Santorski&CO.
  10. Schmidt, J.E., Andrykowski, M.A. (2004). The Role of Social and Dispositional Variables Associated With Emotional Processing in Adjustment to Breast Cancer: An Internet-Based Study. Health Psychology, 23 (3), 259–266.
  11. Slaski, M., Cartwright, S. (2002). Health performance and emotional intelligence: An exploratory study of retail managers. Stress and Health, 18, 63–68.
  12. You, J.H., Lee, S.J. & Lee, H.K. (1999). The influence of on individual’s emotional characteristics on Work-related burnout experience: the emotional intelligence as a mediator to experience burnout Feeling. Korean journal of industrial and organizational psychology, 11 (1), 23 -52.

 

 

„Boli? Trudno. Gram dalej!” - czyli o tendencji sportowców do gry mimo bólu

„Ból jest stanem przejściowym.

Duma pozostaje na zawsze.”

Hasło motywacyjne

Mamy rok 2014. 12 czerwca w Brazylii rozpoczęła się walka o Puchar Świata w Piłce Nożnej Mężczyzn, przez wielu odbierana jako najważniejsze wydarzenie sportowe ostatnich miesięcy. Równolegle trwają rozgrywki Ligi Światowej Siatkarzy – mecze w ramach „LŚ” odbywają się także w naszym kraju. Polska od dłuższego czasu szykuje się jednak na dużo większe siatkarskie święto – Mistrzostwa Świata, które poprowadzi jako gospodarz już we wrześniu. Można pokusić się więc o stwierdzenie, że my, kibice, jeszcze długo nie odpoczniemy od ogromnych emocji. Jak natomiast przeżywają tę „sportową gorączkę” sami zawodnicy?

„Mam nadzieję, że podczas kolejnego spotkania będę już mógł oddychać przez nos”

Nie dalej jak 19 czerwca bieżącego roku miało miejsce piłkarskie spotkanie grupy D – Urugwaj-Anglia (2:1). Jeden z piłkarzy z Ameryki Południowej, Alvaro Pereira, doznał podczas niego poważnego urazu głowy. I choć stracił przytomność, po chwili wrócił na boisko, mimo wyraźnego sprzeciwu lekarzy i brał udział w meczu aż do ostatniego gwizdka sędziego. Takie zachowanie piłkarza mogło skończyć się tragedią.[1] Tegoroczny mundial zdaje się obfitować w tego typu zdarzenia. Napastnik reprezentacji Stanów Zjednoczonych - Clint Dempsey poważnie uszkodził swój nos w pierwszej połowie meczu z Ghaną. Po krótkiej interwencji medyków Dempsey postanowił, pomimo bólu, zostać na murawie do końca meczu. Amerykanie zwyciężyli 2:1.[2]

Bliźniacza sytuacja miała miejsce w 1956 roku – podczas starcia Manchesteru City i Birmingham City. Wówczas to piłkarz - Peter Murphy i bramkarz drużyny przeciwnej - Bert Trautmann niebezpiecznie zderzyli się w walce o piłkę.

- Pamiętam, że wyszedłem do dośrodkowania i to samo zrobił napastnik. Kiedy się zderzyliśmy, czułem się tak, jakby wpadły na siebie dwa rozpędzone pociągi. Jego udo trafiło w moją szyję i właśnie wtedy straciłem przytomność – opowiadał Trautmann.[3]

Mimo chwilowej utraty świadomości oraz ogromnego bólu, Trautmann nie zszedł z boiska. W tamtych czasach przepisy gry nie dopuszczały zmian w składzie w trakcie trwania meczu, jednak zarówno sztab szkoleniowy, jak i sam zawodnik ryzykowali życiem Trautmanna. Przeprowadzony po spotkaniu rentgen karku bramkarza wykazał pięć pękniętych kręgów. Niemiec miał wielkie szczęście, że nie został sparaliżowany do końca życia. Ba! Nie tylko dograł finałowy mecz, ale przez kolejnych osiem lat stał na straży w bramce Manchesteru City.

Kontuzja bramkarza drużyny hokejowej NHL Buffalo Sabres jest uznawana za jedną z najbardziej nieprawdopodobnych w historii sportu. Rick Meagher w meczu Buffalo - St. Louis Blues (1989r.) wykonał niebezpieczny manewr, który skończył się... zahaczeniem łyżwą o gardło interweniującego bramkarza rywali – Clinta Malarchuka. Malarchuk leżał na lodzie w powiększającej się z każdą sekundą kałuży krwi. Czuł, że to jego ostatnie chwile. Jednak, gdy usłyszał jak jego trener - Jim Pizzutelli prosi o nosze, zaprotestował:

- Nie ma mowy! Nigdy nie zabiorą mnie z lodu na noszach. Jeśli któregoś dnia tak się stanie, możecie zacząć przygotowania do mojego pogrzebu!

Po czym o własnych siłach zjechał z tafli. Słowa, jakie wypowiedział w karetce z pewnością wprawiły ratowników w osłupienie:

- Możecie mnie dostarczyć z powrotem na trzecią tercję?[4]

Wydarzenia tego typu w sporcie nie należą do rzadkich. Dlaczego sportowcy potrafią i chcą grać mimo paraliżującego bólu? Czasem wręcz pomimo widma śmierci zaglądającej im w oczy? Owszem, adrenalina buzująca wówczas w ich żyłach z pewnością bierze udział w fizycznym, „neuronalnym” odczuwaniu bólu. W sytuacjach silnego stresu, np. podczas wypadku komunikacyjnego około 30% populacji może nie odczuwać bólu związanego z urazem. Jest to zjawisko tzw. analgezji indukowanej stresem i spowodowane jest wyrzutem adrenaliny do krwi.[5] Adrenalina mobilizuje znajdujący się w sytuacji stresu organizm do podejmowania reakcji typu „walcz lub uciekaj”. Wygląda na to, że wyżej wymienieni sportowcy wybrali opcję „walcz”. Dużo do powiedzenia ma także w takich sytuacjach testosteron, nazywany „hormonem triumfu i klęski”, czy „paliwem sukcesu”. To on mobilizuje zwycięzców, by chcieli walczyć o więcej. W sytuacji rywalizacji, po wygranej walce, u zwycięzcy poziom testosteronu (który wzrasta przed przystąpieniem do konkurowania u wszystkich zawodników) nie opada. U pokonanych natomiast ilość tego hormonu we krwi zmniejsza się. Odwołując się do działania testosteronu można postawić hipotezę, iż sportowcy będą mieli większe skłonności do powrotu do gry mimo bólu i zagrożenia zdrowia, gdy ich drużyna będzie w danej chwili wygrywać. Przypuszczenie to wymaga jednak gruntownego sprawdzenia.

Clint Malarchuk nie ustrzegł się przed doświadczeniem silnego lęku przed śmiercią, a wydarzenie sprzed lat wspomina z dużą dawką emocji. Niektórzy sportowcy świadomie więc stawiają swoje życie na szali. Powodu, dla którego zawodnicy podejmują decyzję o powrocie na boisko w krótkiej chwili po doznaniu poważnego i zagrażającego urazu, nie można jednak sprowadzić jedynie do wysokiego poziomu adrenaliny, testosteronu, czy naturalnego systemu znieczulającego[6]. Nie każdy bowiem sportowiec znajdujący się w podobnych okolicznościach zaryzykuje zdrowiem i życiem. Jaka więc „konstelacja” czynników powoduje, że jedni sportowcy podejmują „heroiczne” zachowania tego typu, a inni nie?

Ból jako nieodłączny element sportu: krótki przegląd badań

Szereg badań skupiających się na sportowcach i bólu, którego doświadczają, wskazuje na następującą prawidłowość: sportowcy mają wyższą tolerancję bólu niż osoby niebędące sportowcami (Walker, 1971; Tajet-Foxell i Rose, 1995; Ryan, Kovacic, 1996; Tesarz, Schuster, Hartmann, Gerhard i Eich, 2012; Geva i Defrin, 2013). Co ciekawe, okazuje się również, że sportowcy reagują adaptacyjnie na ból (poprzez poszukiwanie wsparcia społecznego, czy działanie ukierunkowane na poradzenie sobie z bólem) i reagują dezadaptacyjnie (poprzez np. unikanie) rzadziej w porównaniu z grupą kontrolną („nie-sportowcami”) (Sharma, Sandhu i Shenoy, 2011).

Deroche, Woodman, Stephan, Breuer i Scanff przeprowadzili badanie, w którym wzięli pod uwagę skłonność sportowców do gry mimo bólu i szukali korelacji tego czynnika ze strategiami radzenia sobie z bólem. Postawili hipotezę, że sieć społeczna prowadzi sportowców do akceptacji bólu jako nieodłącznego elementu gry. Generuje to według nich presję, by grać dalej mimo bólu. Okazało się, że tzw. katastrofizowanie[7] zmniejsza zaangażowanie fizyczne sportowców w ich aktywność sportową. Z kolei ignorowanie bólu osłabia negatywny wpływ intensywności doświadczanego bólu na skłonność sportowców do pozostania w grze mimo niego. Badacze sugerują, że warto byłoby zidentyfikować, które strategie radzenia sobie z bólem mogłyby być stosowane przez sportowców w celu utrzymywania zaangażowania fizycznego mimo doświadczania (czasem bardzo intensywnego) bólu (Deroche, Woodman, Stephan, Breuer i Scanff, 2011).

W momencie zaistnienia kontuzji emocje, które wówczas odczuwa sportowiec oscylują głównie wokół frustracji i agresji. Kontuzja może być dla sportowca traumą, gdyż sport jest bardzo ważnym komponentem jego tożsamości. Prócz doświadczania bólu fizycznego podczas kontuzji, sportowcy „walczą” również psychologicznie (Klenk, 2006). Niewykluczone, że frustracja motywuje sportowców do dalszej gry mimo odczuwanego bólu.

Dużo do powiedzenia ma także stres, który w kontekście współzawodnictwa, potocznie nazywany jest „tremą”. Choi i in. (2013) wykazali, że silny psychologiczny stres przed zawodami jest związany ze zredukowaną oceną bólu. Oczywistym zdaje się, że im wyższa klasa rozgrywek, im wyższy prestiż meczu, tym trema przed wystąpieniem będzie większa. Czyżby sportowcy mieli większe skłonności by grać mimo kontuzji, gdy waga rozgrywek jest wysoka?

Współzawodnictwo i nastawienie na rywalizację modyfikuje postrzeganie szkodliwych bodźców u zawodników obu płci – taki wniosek ze swoich badań wyciągnęli Sternberg, Bailin, Grant i Gracely (1998). Rywalizacja w teście „zimnej wody”[8] oraz podczas stosowania szkodliwego ciepła dramatycznie zmniejszała częstotliwość zgłaszania bólu przez sportowców. W grupie kontrolnej (u osób niezajmujących się sportem) nie odnotowano różnic w częstotliwości zgłaszania bólu w obu sytuacjach (z rywalizacją i bez).

Aby rywalizować, sportowcy muszą być zmotywowani. Być może także motywacja odgrywa istotną rolę w percepcji bólu. Motywacja wewnętrzna, czy też jednak motywacja zewnętrzna będzie „pchała” zawodników w stronę ignorowania bólu i podejmowania gry mimo niego? Hipotetyczne czynniki to także:

  • nastawienie sportowca na własny rozwój, szlifowanie własnych umiejętności versus nastawienie na wynik sportowy, potrzeba osiągnięć,
  • rola samooceny i obrazu własnego ciała,
  • kolektywizm versus indywidualizm[9],
  • odczuwanie tzw. bólu „społecznego”[10].

Dlaczego warto badać sportowców

Zidentyfikowanie czynników, które są odpowiedzialne za występowanie podwyższonej tolerancji na ból u sportowców oraz na ich percepowanie bólu mogłoby przynieść bezpośrednie korzyści. Znajomość tych uwarunkowań pozwoliłaby trenerom oraz sztabom medycznym przewidywać zachowanie sportowca w obliczu kontuzji i dostosować do tego odpowiednią interwencję, chroniącą go przed postawieniem się w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia. Pomogłoby zaprojektować odpowiednie plany interwencji, programy edukacyjne, czy treningowe nie tylko dla samych sportowców. Skorzystać mogłyby także osoby, które, dotknięte bólem, nie mogą sobie z nim poradzić. Być może znaleziono by sposób, który niósłby im ulgę bez ciągłego zażywania środków przeciwbólowych.

Zagadka dotycząca przyczyn uporu sportowców by grać dalej pomimo bólu, ich decyzji by pozostać na boisku do końca meczu, nie zważając na poważną kontuzję, nie została jeszcze ostatecznie rozwiązana. Potrzebne są kolejne badania w tej sferze.

Literatura cytowana:

  1. Chan, J. C., Sunho, M., Ki Kim, Y., Choi, J-H., Seo, S. M. i Chang, S-J. (2013). Changes in pain perception and hormones pre- and post-kumdo competition. Hormones and behaviour, 64, 618-623.
  2. Deroche, T., Woodman, T., Stephan, Y., Brewer, B. W. i Le Scanff C. (2011). Athletes' inclination to play through pain: a coping perspective. Anxiety, Stress, &         Coping, 24(5), 579-587.
  3. Geva, N. i Defrin, R. (2013). Enhanced pain modulation among triathletes: A possible explanation for their exceptional capabilities. Pain, 154, 2317-2323.
  4. Klenk, C. A., (2006). Psychological Response to Injury, Recovery, and Social Support: A Survey of Athletes at an NCAA Division I University. Strona internetowa: http://digitalcommons.uri.edu/cgi/viewcontent.cgi? article=1008&context=srhonorsprog.
  5. Ryan, E. D. i Kovacic, C. R. (1966). Pain tolerance and athletic participation. Perceptual and Motor Skills, 22, 383-390.
  6. Sharma, P., Sandhu, J. S. i Shenoy, S. (2011). Variation in the Response to Pain Between Athletes and Non-Athletes. Ibnosina Journal of Medicine and Biomedical Sciences, 3(5), 165-171.
  7. Sternberg, W. F., Bailin, D., Grant, M. i Gracely, R. H. (1998). Competition alters the perception of noxious stimuli in male and female athletes. Pain, 76, 231-238.
  8. Tajet-Foxell, B. i Rose, F. D. (1995). Pain and pain tolerance in professional ballet dancers. Br. J. Sports Med., 29(1), 31-34.
  9. Tesarz, J., Schuster, A. K., Hartmann, M., Gerhardt, A., Eich, W. (2012). Pain perception in athletes compared to normally active controls: A systematic review with meta-analysis. Pain, 153, 1253-1262.
  10. Walker, J. (1971). Pain and distraction in athletes and non-athletes. Perceptual and Motor Skills, 33, 1187-1190.

Źródła pozanaukowe:

http://www.sport.pl/mundial2014/1,128351,16186693,Urugwaj___Anglia__Alvaro_Pereira_stracil_przytomnosc.html

http://sport.wp.pl/kat,1040441,title,Dempsey-prawie-zlamal-nos-i-graldalej,wid,16690200,wiadomosc.html?ticaid=112f12

http://facet.onet.pl/najbardziej-niesamowite-historie-gry-zawodnikow-z-      kontuzja/7ge7l

http://www.ulgawbolu.pl/?show=info&info=FAQ

http://www.biomedical.pl/zdrowie/endogenne-opiody-endorfiny-enkefaliny-dynorfiny-2225.html

http://mateuszminda.blogspot.com/2013/05/kolektywizm-czy-indywidualizm-co-pomaga.html

 


[4]Źródło: link jak wyżej (przypis 3).

[6]Chodzi tutaj o tzw. endogenne opioidy. Są produkowane przez mózg lub przysadkę mózgową. Oddziałują na receptory opiatowe, modulując tym samym odczuwanie bólu. Więcej: http://www.biomedical.pl/zdrowie/endogenne-opiody-endorfiny-enkefaliny-dynorfiny-2225.html

[7]Katastrofizowanie to rodzaj reagowania na negatywne sytuacje, polegające na wyolbrzymianiu ich negatywnych konsekwencji, przewidywaniu na ich postawie najgorszego scenariusza dalszych zdarzeń. Przejawia się m.in. w używaniu takich sformułowań jak: „tragedia”, „katastrofa”.

[8]Badanie polega na umieszczaniu dłoni osób badanych w naczyniu z zimną wodą. Mierzy się wówczas moment zgłoszenia przez osobę badaną rozpoczęcia odczuwania bólu, częstotliwość tych zgłoszeń oraz długość czasu, po którym osoba badana wyciąga rękę z wody (co jest wskaźnikiem tego jak długo osoba badana była w stanie znieść ból).

[9]Kolektywizm i indywidualizm mają uwarunkowania kulturowe. Najprościej rzecz ujmując kolektywizm w sporcie to silne poczucie więzi z drużyną, nastawienie na „wspólnotę”. Indywidualizm to skupianie się na własnych osiągnięciach, słaba więź z drużyna, chęć własnego sukcesu. Więcej: http://mateuszminda.blogspot.com/2013/05/kolektywizm-czy-indywidualizm-co-pomaga.html

[10]Ból społeczny to innymi słowy ból psychiczny. Odczuwany jest w takich sytuacjach jak np. „złamane serce”. W sporcie może pojawić się, gdy praca sportowca nie przynosi mu pożądanych efektów i oczekiwanego szacunku.

 

  Kontakt e-mail: daria.kaldunska@pobloku.pl Kierunek studiów: psychologia stacjonarne rok III, specjalizacja: psychologia kliniczna człowieka dorosłego i psychologia zdrowia i jakości życia Zainteresowania: psychologia sportu, psychologia zdrowia, medycyna, neurobiologia, dziennikarstwo, sport (w szczególności siatkówka), grafika, fotografia Dodatkowe doświadczenie: akredytowana redaktorka w serwisie siatkarskim Pobloku.pl Publikacje: relacje sportowe i felietony na pobloku.pl Dodatkowe informacje o autorze: Studentka psychologii, siatkarka, redaktorka, pasjonatka siatkówki. (...)


Strony

Subscribe to RSS - Czuję

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.