30 stycznia 2018
14 września 2016
Inne wydarzenie

Trening relaksacyjny

27 września 2016
13 września 2016
08 października 2016
26 sierpnia 2016

Stres egzaminacyjny - proste sposoby jak go zmniejszyć

Przez większość semestru żyjemy spokojnie, nierzadko odkładając wiele obowiązków na tzw. „później”. Kiedy rozpoczyna się sesja czeka nas sporo nauki i przygotowań do egzaminów.  Terminy nachodzą na siebie, a my musimy działać szybko i sprawnie. Możemy mieć poczucie, że ogrom wiedzy, którą powinniśmy nabyć jest tak duży, że prawie niemożliwym będzie przygotowanie się na czas. W tym momencie często ogarnia nas stres, a w głowie pojawiają się katastroficzne wizje o oblaniu egzaminów.

Niektórzy odczuwają lęk przed egzaminem i zaczynają panikować, a całą swoją energię przeznaczają na rozważania o tym, że nie zdążą się przygotować, że na pewno nie powiedzie się im na egzaminie. Inni czują się przytłoczeni do tego stopnia, że ogarnia ich poczucie niemocy i nie wiedzą od czego zacząć. Jeszcze inną grupą są osoby, które mimo świetnego przygotowania do egzaminu nie wierzą w swoje możliwości, przeczuwają, że na egzaminie pojawi się akurat to, o czym nie mają pojęcia. Często temu wszystkiemu towarzyszy chęć otrzymania jak najwyższego wyniku i duża presja, którą sami na siebie nakładają. W konsekwencji pojawiający się stres może być tak silny, że faktycznie wpłynie negatywnie najpierw na sam proces przygotowań, a następnie na wynik z egzaminu.

Jak więc osiągnąć satysfakcjonujące wyniki z egzaminów? Wiedza jest niezbędna. Aby uczyć się skutecznie powinnyśmy korzystać z technik zapamiętywania oraz stosować mapy myśli. Jednakże nauka to nie wszystko. Nawet posiadając ogrom wiedzy nie będziemy w stanie osiągnąć sukcesu, jeżeli działający na nas stres będzie zbyt silny i destrukcyjny.  Wtedy zamiast energii do nauki i pobudzającego napięcia, które mogłoby nas motywować, będziemy odczuwać negatywny wpływ stresu.
Skutki stresu są zauważalne zarówno w ciele, zachowaniu, jaki i w umyśle. Pojawia się nerwowość, niepokój, rozdrażnienie, zmęczenie i bóle głowy. Mogą wystąpić trudności z koncentracją i zapamiętywaniem, a także problemy ze snem i jedzeniem. Jak nie trudno sobie wyobrazić, nauka i zdawanie egzaminów w stanie ogromnego stresu jest bardzo trudne, ponieważ wysokie napięcie obniża efektywność działania. W takiej sytuacji koniecznie jest umiejętne radzenie sobie ze zbyt dużym stresem przedegzaminacyjnym.

Oddychanie

Ćwiczenia oddechowe są skutecznym sposobem zmniejszania poczucia niepokoju, rozdrażnienia i napięcia. Można się ich szybko nauczyć, a pierwsze efekty są widoczne niemalże od razu po zastosowaniu.  Poniżej przedstawię kilka ćwiczeń oddechowych. Te najprostsze, od których najlepiej zacząć, opierają się na oddechu przeponowym. W kolejnych znaczenie ma także kierowanie uwagą i wyobraźnia.

Oddychanie przeponowe krok po kroku:

  1. Zamknij oczy.
  2.  Prawą dłoń połóż na brzuchu, lewą - pośrodku klatki piersiowej.
  3.  Wykonaj głęboki wdech nosem.
  4.  Zatrzymaj powietrze w płucach z wypiętym brzuchem.
  5.  Wykonaj wydech przez usta.
  6.  Pozwól, aby brzuch wrócił do pozycji wyjściowej.

Jeśli porusza się brzuch, oznacza to, że oddychasz przeponą. Natomiast jeśli bardziej porusza się klatka piersiowa, oddychasz klatką piersiową. Aby zmienić sposób oddychania można wykonać jeden lub dwa pełne wydechy, które wypchną powietrze z dolnej części płuc, co wytworzy próżnię, która wymusi głęboki, przeponowy wdech. Należy pamiętać o tym, aby oddech był spokojny, równomierny i głęboki.

Oddychanie uwalniające napięcie - liczenie oddechów:

  1. Usiądź lub połóż się w wygodnej pozycji (kręgosłup  wyprostowany, ręce i nogi nie   skrzyżowane).
  2. Wykonaj głęboki wdech, wykorzystując przeponę.
  3. Zatrzymaj na chwilę powietrze.
  4. Wykonaj wydech i policz go w myślach „raz”.
    a)Licz każdy wydech.
    b)Licz wydechy w grupach po cztery lub pięć przez następne 5 – 10 minut.

Oddychanie uwalniające napięcie – „Wdycham relaks - wydycham napięcie”:

  1. Usiądź wygodnie na krześle ze stopami na podłodze.
  2. Wykonaj głęboki wdech, wykorzystując przeponę i myśląc przy tym: „Wdycham relaks”.
  3. Zatrzymaj na chwilę powietrze.
  4. Wykonaj wydech przeponą, myśląc przy tym: „Wydycham napięcie”.
  5. Odczekaj chwilę przed kolejnym wdechem

Każdy wdech potraktuj jako okazję do uświadomienia sobie wszystkich napięć obecnych w Twoim ciele, a każdy wydech potraktuj jako okazję do pozbycia się tego napięcia. Dodatkowo możesz wyobrazić sobie jak relaks wpływa do ciała, a napięcie z niego uchodzi.

Oddychanie z wyobraźnią:

  1. Połóż się i umieść dłonie na splocie słonecznym (między dolnymi żebrami, nad brzuchem).
  2. Oddychaj w naturalny sposób przez kilka minut. 
  3. Uruchom wyobraźnię: wyobraź sobie, że z każdym wdechem do Twoich płuc wpływa strumień    energii, który akumuluje się w splocie słonecznym, a z każdym wydechem energia ta przepływa do wszystkich części Twojego ciała. 
  4. Powtarzaj to ćwiczenie codziennie przez 5 – 10 minut.

Optymizm

Panuje przekonanie, że przyczyną złych wyników na egzaminach jest niedostateczna wiedza. Jednak zdarza się, że mimo dużej wiedzy nie jesteśmy w stanie osiągnąć sukcesu, gdyż brakuje nam optymizmu. Pesymiści nawet małe niepowodzenie traktują jak katastrofę i długo nie potrafią dość do siebie, wpadając w bezradność. Obawiają się porażki, nawet jeśli wszystko dobrze się układa. Natomiast optymiści dużo szybciej dochodzą do siebie po niepowodzeniu, a ponadto w obliczu trudności mobilizują się do większego wysiłku, co jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Bardzo możliwe, że po przeczytywaniu tych informacji w głowach pesymistów zrodziła się myśl, że znajdują się oni w sytuacji patowej. Jednakże wcale tak nie jest, ponieważ optymistycznego myślenia można się nauczyć.
Głównym celem jest zwiększenie kontroli nad sposobem, w jaki myślimy o przeciwnościach losu i nauczenie się zestawu technik, które pomogą ujrzeć trudną sytuację w korzystnym świetle. Jak to zrobić? Zacznijmy od przekonań, które są interpretacjami napotykanych na co dzień trudności. Jeśli zmienimy przekonania, to zmienią się również nasze zachowania i reakcje na owe trudności. Istnieją dwa sposoby zmiany przekonań. Pierwszy to odwrócenie od nich uwagi i zajęcie myśli czymś innym, a drugi, bardziej efektywny, to zakwestionowanie przekonań w rozmowie z samym sobą.

Odwrócenie uwagi jest polecane jako pierwsza reakcja, ponieważ działanie tej metody jest doraźne. Natrętne myśli mają to do siebie, że nieustannie krążą nam po głowie. Nie wystarczy powiedzieć sobie: „teraz nie będę o tym myśleć”, przeciwnie – możemy być pewni, że wtedy nasze myśli skoncentrują się dokładnie na tym przekonaniu, ponieważ umysł nie odbiera zaprzeczeń. Istnieją skuteczniejsze sposoby. Kiedy myśli krążą wokół negatywnego przekonania, powinniśmy je skoncentrować na czymś innym. Można wziąć do ręki jakiś przedmiot i przez pewien czas wpatrywać się w niego bardzo intensywnie, badać jego strukturę i kształt. Można też puścić głośno ulubiony utwór i zacząć śpiewać. Można powtórzyć sobie kilka razy w myślach stanowczo: „Dość tego!”, albo powiedzieć to na głos, jeżeli miałoby to wzmocnić efekt. Warto spróbować różnych metod, ponieważ dla każdego coś innego będzie skuteczne.

Zakwestionowanie negatywnych przekonań jest metodą lepszą o tyle, że jeśli będzie ono przeprowadzone skutecznie, to jego efekty będą długotrwałe. Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że przekonania są tylko przekonaniami. Brzmi banalnie, a okazuje się, że takie zdystansowanie się jest bardzo pomocne, aby racjonalnie wyjaśnić sobie, dlatego owo przekonanie jest nieuzasadnione. Drugi krok, to odpowiedzi na pytania o dowody (jakie fakty potwierdzają to przekonanie, a jakie mu przeczą?), alternatywy (jakie mogą być inne przyczyny niekorzystnego zdarzenia?), implikacje (nawet jeśli przekonanie jest prawdziwe, to co z tego wynika?) i przydatność przekonania (czy uznanie negatywnego przekonania może pomóc w rozwiązaniu problemu czy ma zgubne skutki?).
Przykładowo, naszą trudnością jest zbliżający się powtórkowy egzamin, którego nie udało nam się zdać za pierwszym razem oraz związana z tym konieczność nauki. W obliczu tej trudności pojawia się przekonanie, że nie poradzimy sobie z taką ilością nauki i po raz drugi oblejemy egzamin. Skutkiem tego czujemy się zniechęceni i nie mamy energii, aby podjąć przygotowania do egzaminu. Kiedy już uświadomimy sobie, że to są tylko nasze przekonania, przechodzimy do zakwestionowania ich. Dowód: już wiele razy podchodziliśmy do różnych egzaminów i byliśmy w stanie skutecznie się przygotować (należy przypomnieć sobie konkretne sytuacje, kiedy tak było). Alternatywa: za pierwszym razem nie udało nam się zdać, ponieważ zbyt krótko się przygotowywaliśmy. Implikacja: nawet jeśli oblejmy drugi raz, to nie wyrzucą nas ze studiów, tylko będziemy zdawać ten egzamin za rok. Przydatność: posiadane przekonanie nie jest przydatne, ponieważ nas demobilizuje.
Jeśli nauczymy się optymistycznego myślenia, będziemy w stanie mobilizować się do działania. Jak wykazują badania, optymiści lepiej radzą sobie na uczelni, w pracy i w życiu codziennym, a także cieszą się lepszym zdrowiem. Brzmi zachęcająco?

Sen

Powodem stresu mogą być także nieprzespane noce, niejednokrotnie zarwane z powodu nauki. Może być także inaczej – stres przedegzaminacyjny będzie skutkować kłopotami ze snem. Zarówno brak snu powoduje stres, jak i stres powoduje brak snu. Niedostateczna ilość snu może wywoływać niepokój, rozdrażnienie i  trudności z koncentracją, a taki stan obniża naszą efektywność i dlatego powinniśmy zadbać o właściwy sen.  Kiedy kładziemy się do łóżka, a w naszej głowie kłębią się setki myśli, to naturalną reakcją organizmu jest pobudzenie, a w takim stanie nie da się zasnąć. Często wtedy pojawia się frustracja, która wywołuje kolejne myśli (muszę się wyspać, bo jeśli nie, to jutro mi się nie powiedzie),  pytania (czemu nie mogę znać?), nakazy (śpij wreszcie!) i coraz silniejsze emocje. To błędne koło nie prowadzi do tego, że nagle zaśniemy. Umysł musi się wyciszyć. W stresogennych warunkach jest to niezwykle trudne.
Przede wszystkim powinniśmy skupić uwagę na relaksie, wyobrazić sobie coś przyjemnego, a ciało i umysł same powoli zaczną zwalniać. Bardzo skuteczną techniką jest metoda zwalniania tempa. Pojawiające się myśli staramy się słyszeć w głowie coraz wolniej i wolniej, przeciągając każdy wyraz, a nawet każdą literę. Jeśli jesteśmy wzrokowcami, możemy spróbować to sobie nawet zwizualizować. Przestawię to na przykładzie myśli: „jutro pójdę na spacer”. Zatrzymujemy pojawiającą się myśli i zwalniamy w następujący sposób: „juuutrooo póóójdęęę naaa spaaaceeer”. Odtwarzamy tę myśl kilkakrotnie, za każdym razem wolniej, jednocześnie ucinając ostatni wyraz do momentu aż zniknie zupełnie.

Drugą techniką jest metoda znikopisu, która będzie skuteczna dla wzrokowców. Jeśli nasz umysł szaleje, rozpoczynamy wizualizację. Wyobrażamy sobie, że wszystkie nasze myśli są zapisywane na bieżąco kredą na czarnej tablicy, a następnie powoli ścieramy je gąbką aż tablica stanie się zupełnie czysta.
Oprócz metod pomagających w zasypianiu warto wiedzieć, że przygotowanie pomieszczenia przed snem jest równie ważne. Łatwiej zasypia się w chłodnym i przewietrzonym pokoju, w którym jest ciemno. Jeśli nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie kompletnej ciemności, bo dzielimy z kimś pokój, możemy zaopatrzyć się w opaski na oczy przeznaczone do spania, które odetną nas od zbędnej ilości światła. Ponadto pamiętajmy, że ciągłe przewracanie się z boku na bok nie jest dla nas korzystne, a tylko nas denerwuje i powstrzymuje przed zaśnięciem. Czasem wystarczy przeczekać chęć zmieniany pozycji, bo zwykle jest ona rezultatem tego, że nie potrafimy się zrelaksować. Jeśli jednak faktycznie musimy się poruszyć, powinniśmy zrobić to powoli, biorąc głęboki wdech – pomoże nam się to wprowadzić w stan relaksu.

Sen jest czasem regeneracji organizmu. Jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania, dzięki niemu pozbywamy się niepokoju oraz lęków i możemy pełni energii podejść do przygotowań  przedegzaminacyjnych. Dlatego, pamiętając o tym, jak ważne jest zapewnienie sobie właściwej ilości i jakości snu, w razie kłopotów ze snem sięgajmy do metod, które pozwolą nam się zrelaksować i spokojnie zasnąć.

Któż by nie chciał przejść łatwo przez sesję, zdać wszystkie egzaminy i osiągnąć satysfakcjonujące wyniki, a dodatkowo zrobić to jak najmniejszym kosztem? Aby tak było, oprócz nabycia niezbędnej wiedzy powinniśmy zachować spokój. Stres jest sprzymierzeńcem tylko, gdy jego nasilenie jest niewielkie – wtedy może działać mobilizująco. Natomiast, kiedy widzimy, że jest on destrukcyjny konieczna jest nasza reakcja.
Jeśli jeszcze przed przygotowaniami do egzaminu skazujemy się w myślach na porażkę, zaprzeczmy swoim negatywnym przekonaniom i podejdźmy optymistycznie do nauki. Kiedy w dniu egzaminu odczuwamy duży stres i nasze myśli nie dają nam spokoju, sięgnijmy po techniki oddechowe. Ponadto każdej nocy śpijmy spokojnie i pozwólmy odpocząć naszemu umysłowi, a on odwdzięczy się sprawnym działaniem.

BIBLIOGRAFIA:

  1. Terelak, J. (2008). Człowiek i stres. Bydgoszcz: BRANTA.
  2. Davis, M., Robbins Eshelman, E., McKay, M. (2007). Jak zwalczyć stres i osiągnąć pełen relaks? Trening. Wydanie V. Gliwice: Helion.
  3. Seligman, M. (1996).Optymizmu można się nauczyć. Jak zmienić swoje myślenie i swoje życie. Poznań: Media Rodzina.
  4. Karbowski, M. (2010). Sztuka spania i wstawania. Jak spać mniej a mieć więcej energii w ciągu dnia. Gliwice: Złote Myśli.

 

 

BYŁA REDAKTOR DZIAŁU "MYŚLĘ"   Kontakt: sandra.jargielo@gmail. (...)


  • Opublikowane 15 Kwiecień, 2021

Zaburzenia dysocjacyjne tożsamości na skutek traumy dziecięcej

Jak ważne jest dzieciństwo?

Fakt, że przeżycia z dzieciństwa mają wpływ na całe nasze życie jako pierwszy wyraźnie podkreślił w XIX wieku twórca psychoanalizy Sigmund Freud. W owym czasie odkrycie to wywołało w wyedukowanych warstwach społeczeństwa niemałe poruszenie, szczególnie że łączyło w sobie dwa, zdawałoby się gorszące, gdy wypowiadane w jednym zdaniu, aspekty – dzieciństwo i seksualność. Freud odróżniał oczywiście życie seksualne, czyli szeroko pojęte dążenie już od najmłodszych lat do przyjemności, od życia genitalnego, które zaczynało się w dorosłości i miało na celu doprowadzenie do satysfakcji seksualnej w wyniku aktu płciowego. Zaburzenia wg niego pojawiają się, gdy droga, która miała prowadzić do celu, czyli pobudzanie sfer erogennych, staje się celem samym w sobie i pozwala osiągnąć satysfakcję bez stosunku płciowego. Według Freuda przyczyną zaburzeń nerwicowych jest zafiksowanie się dziecka na danej fazie rozwoju libido wskutek doznawania nadmiernej rozkoszy i wyparcie tego perwersyjnego dążenia. Oczywiście z biegiem czasu zaczęły pojawiać się nowsze hipotezy, a krytyka Freuda przybrała na sile, gdy psychologia zaczęła aspirować do grona nauk empirycznych – większość jego teorii nie spełniała podstawowych zasad; brak było dowodów naukowych, założenia były oparte na subiektywnych uczuciach, a koncepcje były właściwie niesprawdzalne. Mimo to warto odnotować, że to właśnie Freud rozumiał przeżycia z dzieciństwa jako kluczowe dla zdrowia psychicznego dorosłego człowieka, a zaburzenia w tym obszarze klasyfikował do leczenia za pomocą psychoterapii.

To, czy faktycznie wydarzenia z dzieciństwa mają decydujący wpływ na to, jakimi ludźmi staniemy się w życiu dorosłym, jest ciągle dyskutowane. W dyskursie społecznym, dominuje przeświadczenie, że rodzice mogą wyrządzić swoim dzieciom krzywdę na całe życie, jeśli będą niewłaściwie je traktować. Co znaczy „właściwie” jest natomiast przedmiotem niezliczonych artykułów, poradników a także koleżeńskich dyskusji w gronie zaangażowanych rodziców. Takie rzeczy jak bicie, wyzwiska czy wyśmiewanie są oczywiście automatycznie klasyfikowane do zachowań nieprawidłowych, ale kategoria ta zdaje się ciągle poszerzać i obecnie za niewłaściwe uważa się także brak natychmiastowej reakcji na okrzyk „mamo!” (jako ignorowanie potrzeb dziecka), niedostateczne chwalenie latorośli (bo w przyszłości będzie mu brakowało pewności siebie) czy niezaspokajanie jego potrzeb materialnych (może skutkować obniżoną samooceną przez porównania w dół do rówieśników). Istnieją jeszcze oczywiście zwolennicy „twardej ręki”; wychowania opartego o jasne i z góry nałożone zasady, których łamanie grozi karą. Rodzice często popadają w skrajności, chcąc dla swojego dziecka jak najlepiej i z reguły są przekonani o słuszności swoich metod. Odwieczny dylemat – czy jeśli moim marzeniem jest, aby syn został sławnym pianistą to mam poczekać, aż sam zmotywuje się do działania czy go do tego działania zmusić? Można zauważyć pewien kulturowy podział zdań: kraje Zachodnie są obecnie wyraźnie prodziecięce, natomiast na Wschodzie dominuje przekonanie o dominującej roli rodzica, który ma być konkretny i wymagający. Tak naprawdę obie drogi mogą prowadzić do sukcesu, a jego przyczyny mogą leżeć w tym, na co nie mamy wpływu – genach i środowisku rówieśniczym.

Trauma i jej możliwe skutki

W tym artykule chcę się skupić na ciemnej stronie tej prawdopodobnej korelacji przyczyny i skutku, gdzie zachowanie rodzica może wpływać negatywnie na całe życie dziecka. Większość z nas jest w stanie przypomnieć sobie takie zdarzenie, które silnie wpłynęło na nasze postrzeganie siebie i świata. Może to być poznanie jakiegoś autorytetu, narodziny dziecka czy przeprowadzka – te działają na nas zazwyczaj rozwojowo, pomagają lepiej zrozumieć siebie i wnoszą nową jakość. Ale wiele osób, myśląc o takim zajściu, ma na myśli coś negatywnego, coś co okryło cieniem wszystkie dalsze wydarzenia. Niektóre z takich okoliczności to utrata bliskiej osoby, przeżyta katastrofa, wojna czy gwałt. Reakcją na takie zjawisko nierzadko jest trauma – spowodowana nagłym i/lub przykrym przeżyciem trwała zmiana w psychice, najczęściej na wskutek działania czynników zewnętrznych zagrażających życiu lub zdrowiu. Traumatyczny stresor wg DSM IV to "zdarzenie związane z zagrożeniem życia lub fizycznej integralności, podczas którego dana osoba przeżywa intensywny strach, poczucie bezradności lub makabry". Może ona prowadzić do długotrwałej zmiany w funkcjonowaniu jednostki, w sposobie, w jaki siebie postrzega. Tym, co może ochronić jednostkę przed zgubnym wpływem dramatycznego przeżycia są jej zasoby – cechy charakteru, temperament, nastawienie do świata i wewnętrzne modele interpretacji zdarzeń, ale także wsparcie bliskich i często możliwość podzielenia się swoimi uczuciami z innymi. Trzeba też dodać, że są to zasoby, które leżą w zasięgu osób dorosłych, których dotykają traumatyczne okoliczności – ich osobowość jest już ukształtowana, zdążyli wypracować sobie jakiś model własnego JA oparty na dotychczasowym życiu i relacjach. Mają większą samoświadomość i wiedzę, która pozwala im zdystansować się wobec zajścia i jakoś wytłumaczyć sobie to, co się stało. Oczywiście często jest to proces trudny i czasochłonny, wymagający działania osób trzecich, instytucji wspomagających dojście do siebie czy potrzeby dodatkowej farmakoterapii. Jednak dla ludzi dorosłych traumatyczne przeżycie wydaje się częściej być wyrwą w życiorysie, która po jakimś czasie i uzyskaniu profesjonalnej pomocy pozwala wrócić do poprawnego funkcjonowania i racjonalnego postrzegania własnej osoby.

Rola dzieciństwa w genezie dysocjacyjnych zaburzeń osobowości

Jeśli chodzi o traumatyczne przejścia w życiu dziecka, sytuacja wygląda nieco inaczej. Dla młodego organizmu przeżycie głębokiego stresu może zaburzyć jego prawidłowy rozwój, być destrukcyjne dla funkcjonowania psychicznego i fizycznego. Najsilniej oddziałującymi na dziecko stresorami jest śmierć bliskiej osoby oraz nadużycie seksualne. Reakcja dziecka na uraz psychiczny zależy od stopnia jego rozwoju oraz reakcji rodziców na zachowanie dziecka. Odmienności w objawach między dorosłymi a dziećmi są związane z innymi rolami i właściwościami emocji; dziecięce emocje są słabo zróżnicowane, mocno związane z doznaniami somatycznymi i rzadko wyrażane werbalnie. Dorośli natomiast są w stanie przewidzieć niebezpieczeństwo i blokować nieprzyjemne myśli. Dzieci w wyniku przeżycia traumy okazują różnorodne symptomy behawioralne, emocjonalne, somatyczne, które są w stanie modyfikować ich rozwój i wpływać na tworzącą się dopiero osobowość. Badaczka Leonora Terr podzieliła skutki głębokiego dziecięcego stresu na dwa typy w zależności od długości trwania:

  • typ I – trauma po pojedynczym, nieprzewidzianym wydarzeniu, dla której charakterystycznymi objawami są: bardzo wyraziste wspomnienia tego zdarzenia, poznawcze opracowywanie zdarzenia poprzez poszukiwanie odpowiedzi na pytanie „dlaczego mnie to spotkało?”, zaburzenia spostrzegania w postaci iluzji, a nawet halucynacji.
  • typ II – trauma po długotrwałych lub powtarzających się trudnych, zewnętrznych zdarzeniach, dla której charakterystycznymi objawami są potężne zaprzeczanie, odrętwienie i identyfikacja z agresorem (często w postaci autoagresji), które mają uchronić dziecko przed silną dezintegracją JA.

W swoich dalszych rozważaniach chciałabym wziąć pod lupę typ II traumy dziecięcej, a konkretnie zaburzenia dysocjacyjne na skutek powtarzających się nadużyć seksualnych wobec dziecka.

Czym są zaburzenia dysocjacyjne? By to zrozumieć, należy najpierw wyjaśnić, czym jest zjawisko dysocjacji. Mechanizm ten polega na podzieleniu psychiki na autonomiczne fragmenty, które są słabo zintegrowane z innymi jej częściami (definicja ICD-10 mówi o „częściowej lub całkowitej utracie prawidłowej integracji między wspomnieniami przeszłości, poczuciem własnej tożsamości, bezpośrednimi wrażeniami i kontrolą dowolnych ruchów ciała”). W swojej skrajnej wersji może działać jako mechanizm obronny w sytuacji silnego lęku. Natomiast dysocjacyjne zaburzenie tożsamości w tej samej, obowiązującej w Polsce klasyfikacji, nosi nazwę osobowości mnogiej i polega na występowaniu przynajmniej dwóch osobowości u jednej osoby, a każda z nich ma odrębną tożsamość, zachowanie, często wiek a nawet iloraz inteligencji. Zazwyczaj osobowości nie wiedzą o swoim wzajemnym istnieniu i cierpią na zaburzenia pamięci – każda ma swoje odrębne wspomnienia. Do definicji dodany jest komentarz; „Zaburzenie obserwowane rzadko. Utrzymują się kontrowersje, w jakim stopniu jest ono jatrogenne lub specyficzne kulturowo”. Ale czy rzeczywiście można powiedzieć, że jest rozpoznawane rzadko? Badania epidemiologiczne wskazują raczej na coś przeciwnego – występują przynajmniej tak często, jak schizofrenia (dane w zależności od próby i metodologii badań mówią o odsetku 1-3% w populacji). Prawdą jest natomiast, że jest to schorzenie trudne do zdiagnozowania. Dzieje się tak z kilku powodów. Kryteria są dość nieprecyzyjne, a pacjenci przejawiają dość duży wachlarz objawów: niektóre mają charakter posttraumatyczny, inne depresyjny, mogą wystąpić zaburzenia odżywiania, uzależnienia czy objawy pod postacią somatyczną. Najczęściej klinicyści mylą dysocjacyjne zaburzenie osobowości ze schizofrenią lub PTSD (posttraumatic stress disorder). Warto w tym miejscu wskazać teorię, która mówi o tym, że PTSD rozwija się u osób doznających traumy w życiu dorosłym, a DID (dissociative identity disorder) u tych, którzy przeżywali chroniczne sytuacje silnego stresu w dzieciństwie. Błędy w diagnozie mają źródło także w fakcie, że lekarze są niedostatecznie wyszkoleni, aby rozpoznawać DID. Z drugiej strony wiele autorytetów z dziedziny psychiatrii czy psychologii nie uznaje istnienia tego zaburzenia i mało czasu poświęca się na jego badanie. Pacjenci także nie są świadomi znaczenia swoich objawów, nie rozumieją ich i boją się ostracyzmu, dlatego gdy tylko występuje podejrzenie osobowości mnogiej, należy wprost zapytać pacjenta o luki pamięciowe czy poczucie wyjścia z ciała.

Jeśli można mówić o jakimś „typowym” pacjencie z DID to badania wskazują, że częściej cierpią na nie kobiety, szczególnie te zażywające narkotyki i będące w konflikcie z prawem. Po pomoc zgłaszają się w wieku 20-40 lat, choć pierwsze oznaki zaburzeń mogły pojawić się już w dzieciństwie. Najważniejszym czynnikiem wiążącym chorych jest doświadczenie silnej traumy, najczęściej w postaci nadużycia seksualnego czy regularnej przemocy, wiążące się z bardzo silnym uczuciem lęku. Oczywiście, nie każdy pacjent, który przeżył jakiś ciężki psychiczny uraz będzie w rezultacie zdysocjowany. Można uchwycić pewne cechy, które do tego predysponują: częste uciekanie w świat fantazji (np. wyobrażeni przyjaciele w dzieciństwie), wzmożona sugestywność, brak wsparcie w kryzysie i stanie lęku, uwarunkowania środowiskowe i społeczne, predyspozycje genetyczne. Istnieje też alternatywna hipoteza co do źródeł powstania osobowości mnogiej, jest to model społeczno-poznawczy. Zakłada on wpływ kultury na tworzenie się przekonań i oczekiwań odnośnie DID, kiedy to osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne sugerują się przekazami medialnymi na temat objawów osobowości mnogiej i zaczynają dostrzegać je u siebie. Wina za błędy w diagnozie może też być wynikiem jatrogenii (fizycznych lub psychicznych skutków działania personelu medycznego); specjalistów, którzy nie odkrywają różnych osobowości pacjenta, a specjalnie je kreują, a także doszukują się traum w przeszłości, aby móc potwierdzić swoją hipotezę na temat DID.

W przypadku dysocjacji użytej jako mechanizm obronny w czasie silnego i przytłaczającego doświadczenia na początku dziecko może mieć wrażenie „wyjścia z siebie”, odłączenia duszy od ciała i, na przykład, obserwowania sytuacji z góry czy z boku. Może tez pojawić się wrażenie snu na jawie, nierzeczywistości doznawanej sytuacji. Wszystko to w celu poradzenia sobie z silnie negatywnym, przeżywanym aktualnie doświadczeniem. Dysocjacja ma pomóc w mentalnej ucieczce od bólu psychicznego i fizycznego – osoba chora „zrzuca” balast negatywnych doświadczeń na inną część siebie, nie przyznając się przed samą sobą do tego, że osobiście je przeżyła. Jeśli trauma powtarza się, dezintegracja osobowości może stać się swego rodzaju „strategią przetrwania”, która pozwala osobie funkcjonować w codziennym życiu poprzez unikanie przytłoczenia silnie stresującymi wydarzeniami z przeszłości i teraźniejszości. Częste stosowanie tej nieuświadomionej strategii może doprowadzić do wykształcenia się oddzielnej osobowości (lub kilku oddzielnych osobowości), w konsekwencji czego następuje fragmentaryzacja tożsamości. Pacjent z DID czuje się niezintegrowany, ponieważ brakuje połączeń między poszczególnymi postaciami własnego JA. Pierwsza w życiu zmiana osobowości zazwyczaj ma nagły charakter, następuje tzw. „switching” (ang. „przełączyć”), czyli przejście z jednej osobowości w drugą, i ma bezpośredni związek z zadziałaniem czynnika stresogennego. Kolejne przełączenia pojawiają się w sytuacjach stresu czy też przeciwnie, w wyniku głębokiej relaksacji. Moment zmiany osobowości kontrolującej gospodarza nie musi być wyraźnie widoczny dla postronnego obserwatora.

Zrozumieć mnogość osobowości

W wyniku obserwacji pacjentów można wyróżnić pewne kategorie odrębnych osobowości. Tożsamość główna to tzw. gospodarz, która dominuje na zewnątrz i najczęściej kontroluje ciało chorego; osobowość pierwotna jest bytem rozwijającym się od przyjścia na świat, osobowość fragmentaryczna przejawia konkretne emocje w określonej sytuacji. Liczba osobowości najczęściej waha się w granicach 5-10, ale zdarzają się przypadki większej ilości (Billy Milligan, który napisał książkę o swoim dysocjacyjnym zaburzeniu tożsamości, miał zdiagnozowane 24 osobowości). Przeważnie gospodarz nie wie o istnieniu swoich alter ego, natomiast one są świadome istnienia gospodarza, a często także siebie nawzajem. Ich stosunek do siebie zależy od roli, jaką pełnią, mogą się lubić lub nie i mieć zdanie na temat innych person. Poza tym, że każda z postaci ma własny charakter, tożsamość, poglądy i zdolności, to różnice mogą dotyczyć także płci, preferencji seksualnych czy inteligencji. Badania pokazują również odmienne reakcje fizjologiczne i różnice w pracy mózgu w zależności od osobowości. Mimo to dysocjacyjne części osobowości to nie odrębne tożsamości w jednym ciele, a raczej jedna tożsamość podzielona na fragmenty, które w danej chwili ze sobą nie współpracują.

Dorośli pacjenci, którzy zgłaszają się do specjalisty zazwyczaj nie podejrzewają u siebie istnienia mnogich osobowości. Najczęściej skarżą się na „zwyczajne” problemy psychiczne, takie jak depresja, poczucie niepokoju, kłopoty ze snem czy problemy w relacjach, ale także problemy natury somatycznej; omdlenia, zawroty głowy, zaburzenia czucia i ruchu. Doświadczane objawy wydają im się często ”bez sensu”, nie potrafią i wstydzą się o nich opowiadać. Jednym z takich objawów jest np. poczucie mimowolności – pacjent ma świadomość myśli, wspomnień i emocji, ale wydaje mu się, że są to cudze doświadczenia, nie potrafi się z nimi utożsamić.         

Przejawy DID można podzielić na dwie grupy: doświadczenia niedostateczne oraz doświadczenia nadmierne.

  • doświadczenia niedostateczne – pozornie utracone funkcje, którymi zasadniczo powinniśmy dysponować. Pozorność wynika z faktu, że niedostępna pacjentowi funkcja może ujawniać się w innej części osobowości:
    • amnezja dysocjacyjna – niespowodowana czynnikami fizycznymi czy substancjami psychoaktywnymi. Może wystąpić zapomnienie wybranych wydarzeń lub całych okresów z przeszłości. W DID znamienna jest utrata pamięci zdarzeń teraźniejszych, określana jako „utrata poczucia upływu czasu”. Pacjent nie pamięta, jak znalazł się w danym miejscu, skąd zna jakiś ludzi, występują kilkugodzinne, a nawet kilkudniowe luki pamięciowe. Powodem jest fakt, że niektóre osobowości chorego uprawiają określone aktywności, czego nie są świadome inne osobowości.
    • depersonalizacja – wrażenie wyobcowania z własnego ciała, stania z boku. Czasem chory pamięta jakieś wydarzenia, ale uznaje, że był tylko ich świadkiem, a nie uczestnikiem, że wspomnienia nie należą do niego.
    • derealizacja – niepokojące uczucie, że ludzie i przedmioty wokół nas są nierealne, wrażenie przeżywania snu na jawie.
    • zniekształcenie czasu – związane z ww. lukami pamięciowymi.
  • doświadczenia nadmierne – należą do kategorii konwersji oraz objawów somatyzacyjnych, objawy wytwórcze, których być nie powinno:
    • intruzje – retrospekcje traumatycznych wydarzeń z przeszłości (flashbacks), nagłe myśli, uczucia, impulsy, które pojawiają się „znikąd”, poczucie bycia kontrolowanym, głosy komentujące.

Wyżej wymienione objawy wiążą się z posiadaniem alternatywnych osobowości i mają źródło w braku świadomości swojego drugiego (trzeciego, czwartego) życia. Dla chorych są ciężkie do opisania, dziwne i niezrozumiałe. Z jednej strony boją się tego, co się z nimi dzieje, a z drugiej nie są pewni, czy to faktycznie ma miejsce. W związku z tą niejednoznacznością odczuwają napięcie psychiczne i strach przed samym sobą. Zanim padnie (o ile w ogóle padnie) diagnoza DID wydaje im się, że postradali zmysły, a luki w pamięci i nierozpoznawanie ludzi, którzy wyraźnie ich znają, przerażają ich, upośledzając codzienne funkcjonowanie. Sytuacji nie poprawia fakt, że wyniki badań i wnioski specjalistów mogą być niejasne, a nawet sprzeczne.

Istota leczenia DID

Metody leczenia osobowości mnogiej polegają w głównej mierze na psychoterapii, czasem wspomaganej hipnozą, ponieważ pacjenci z DID są na nią bardziej podatni od innych. Jej celem jest zintegrowanie wielu tożsamości w jedną. Nie jest to zadanie proste, ponieważ każda z nich może mieć odmienne zdanie na temat leczenia, obawiać się, że zostanie „wyłączona”. Dlatego należy z każdą osobowością rozmawiać osobno, poznać je i zrozumieć, a później spróbować przekonać do fuzji. Im jest ich więcej, tym trudniej doprowadzić do pogodzenia, ale jest to możliwe.

Jaką funkcję spełnia dysocjacyjne zaburzenie osobowości? Czy może być w jakikolwiek sposób pomocne, czy przysparza choremu jedynie cierpienia? Trzeba zauważyć, że na skutek doświadczenia traumy chory „dzieli się” na dwie kategorie części: pierwszy typ unika przykrych wspomnień i skupia się na codziennym funkcjonowaniu, natomiast drugi typ jest ciągle uwięziony w przerażających doświadczeniach i stara się na różne sposoby obronić przed zagrożeniem. Jest to więc zachowanie adaptacyjne, mające umożliwić ofierze traumy codzienne życie, ponieważ nie ma ona wystarczających zasobów, by w inny sposób poradzić sobie z sytuacją. Dysocjacja jest najsilniejszym ludzkim mechanizmem obronnym: jednostka wypycha ze świadomości treści psychiczne, których nie potrafi znieść i obarcza alternatywną osobowość zadaniem zmierzenia się z problemem. Kiedy okazuje się, że takie działanie przynosi zamierzony skutek, chory w trudnej sytuacji może powielić schemat i stworzyć kolejne wersje siebie. Każda z tych wersji może spełniać określone funkcje i być odpowiedzią na inne wymogi rzeczywistości. Natomiast życie jednocześnie w przeszłości i teraźniejszości może okazać się destrukcyjne dla psychiki obciążonej wieloma wersjami samej siebie. Należy też zauważyć, że pacjenci z DID często przejawiają problemy w relacjach. Ich niestabilność i poczucie dezintegracji utrudniają im tworzenie bliższych znajomości, nie bez znaczenia jest też fakt przebytych traum, które mogą po sobie zostawić zaburzenia zaufania niezależnie od charakterów poszczególnych osobowości. W przypadku rozpoznania u osoby będącej już w związku diagnoza pozwala zrozumieć wiele problemów, ale stawia także nowe wyzwania przed partnerami. Dostosowanie się nie jest proste, wymaga cierpliwości i ogromnego zrozumienia, natomiast najprawdopodobniej wsparcie pomaga choremu w procesie zdrowienia.

Mimo to trudno nie okazać podziwu dla ludzkich możliwości, które uświadamia nam takie zaburzenie jak DID. Wspomniany wcześniej Billy Milligan, u którego zdiagnozowano 24 osobowości w swojej książce opisał każdą z nich. Niewiarygodnym jest, że każda z nich miała inne zdolności i możliwości – jedna osobowość przejawiała geniusz matematyczny, inna niebywałe zdolności językowe, a jeszcze inna była rewelacyjnym zawodnikiem karate. Wydaje się, że dla zdrowej osoby wyniesienie choćby jednej swojej umiejętności na wysoki poziom jest sukcesem okupionym ogromem pracy i powodem do dumy. Pacjenci z osobowością mnoga są w stanie pomieścić w swoim zdysocjowanym umyśle rzesze zdolności, a ich organizmy zdają się być sprzężone z każdą częścią tożsamości osobno – każda część może odczuwać określoną dolegliwość, której nie odczuwa inna, czy wykazywać ogromne możliwości fizyczne w jednym przypadku, a niepełnosprawność w innym. Jedynym, co stoi na przeszkodzie czerpania korzyści ze wszystkich swoich predyspozycji jest...ich nieświadomość. Najczęściej fragmenty osobowości nie mają pojęcia o swoich wzajemnych talentach, nie pamiętają swoich osiągnięć, a przejścia z jednej persony do drugiej są nieplanowane. Mimo to umysły i ciała osób z dysocjacyjnym zaburzeniem tożsamości zdają się być tajemnicą ludzkiego potencjału.

Autor: Aneta Stasiak

BIBLIOGRAFIA:

  1. Badura-Madej W., Dobrzyńska-Mesterhazy A., (2004). Wpływ traumy na funkcjonowanie dziecka-świadka, Dziecko Krzywdzone, nr 1, s. 1-12.
  2. Boon S., Steele K., van der Hart O., (2011). Zaburzenia dysocjacyjne po traumie. Trening umiejetności, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
  3. Orlof W., Wilczyńska K., Waszkiewicz N., (2018). Dysocjacyjne zaburzenie tożsamości (osobowość mnoga) – powszechniejsze niż wcześniej sądzono, Psychiatria, tom 15, nr 4, s. 228-233.
  4. Stankiewicz S., Golczyńska M., (2006). Spór o osobowość mnogą: zagadnienie teoretyczne czy praktyczne?, Psychiatria Polska, tom XL, nr 2, s. 233-243.
  5. Tomalski R., Pietkiewicz I., (2019). Rozpoznawanie i różnicowanie zaburzeń dysocjacyjnych – wyzwania w praktyce klinicznej, Czasopismo Psychologiczne, nr 25, s. 43-51.
  6. Wciórka J., Pużyński S., (2007). Klasyfikacja zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania w ICD-10. Badawcze kryteria diagnostyczne. Warszawa: Uniwersyteckie Wydawnictwo Medyczne „Vesalius”

         


Czy mi wybaczysz?

Istnienie człowieka od zawsze związane jest z kontaktem z drugą osobą. Jesteśmy istotami społecznymi, a co za tym idzie, żeby przeżyć potrzebujemy nawiązywać relacje międzyludzkie. Oprócz wsparcia, wymiany doświadczeń, naszym częstym „towarzyszem” są konflikty i nieporozumienia. Jako istoty myślące, intencjonalnie lub nie, możemy wyrządzić komuś krzywdę. Skrajnym przejawem okrucieństwa jednego człowieka wobec drugiego są przykłady zaczerpnięte z historii naszych dziejów: tortury stosowane w średniowieczu (pręgierz, łamanie kołem), wojny czy kary śmierci. Mniej drastyczne obrazy krzywdy możemy znaleźć w codziennym życiu. Nie znam statystyk, ale podejrzewam, że co najmniej 50% dzieci ma żal do swoich rodziców, w małżeństwach zdarzają się zdrady, ludzie oszukują się wzajemnie, łamią słowa, nie dotrzymują obietnic. Wniosek nasuwa się jeden: w rzeczywistości człowieka istnieje cierpienie, nie tylko to wywołane przez bycie człowiekiem, ale też to spowodowane przez drugą osobę. Trudno jest żyć z bagażem krzywdy wyrządzonej przez bliskiego, dlatego jesteśmy wyposażeni w pewną umiejętność – umiejętność do przebaczenia.

Czym jest przebaczenie?

Zanim przedstawię definicję przebaczenia, warto poznać pionierów badań w tej dziedzinie. Jednym z nich był E.L. Worthington – psycholog, człowiek, który przebaczył mordercy swojej własnej matki! (Worthington, 2001). Czy myślisz, że umiałbyś wybaczyć takiej osobie?

Kolejnym zasłużonym badaczem przebaczenia i autorem jednej z definicji tej zdolności, był Robert Enright. Według niego, przebaczenie polega na podjęciu decyzji o tym, że chce się przebaczyć, a następnie na zastąpieniu negatywnych uczuć żywionych wobec sprawcy, takimi jak: empatia czy współczucie (Freedman, Enright, 1996). Wynika z tego, iż przebaczenie jest świadomym wyborem, którego dokonuje człowiek. Pomyśl o osobie, która Cię skrzywdziła (jeśli nie masz takiej obok, użyj wyobraźni) i rozważ, co możesz zrobić: możesz się na niej zemścić, czyli oddać „pięknym za nadobne”, możesz po prostu unikać kontaktów z tą osobą. Wtedy powstaje ryzyko, że stracisz ważną dla Ciebie relację. Możesz też przebaczyć (McCullough, 2001). I choć sam proces wybaczenia jest długotrwały i wiąże się z ponownym przywołaniem urazu, to zgodnie z badaniami, osoby skłonne do przebaczania cechują się lepszym zdrowiem psychicznym, a także nawiązują wiele wartościowych relacji interpersonalnych (Zarzycka, 2016).

Oprócz podanej przez Enrighta definicji przebaczenia, w literaturze można znaleźć jeszcze wiele innych. De facto każda z nich wnosi coś unikalnego do naszego rozumienia tego konstruktu, ale jednocześnie mają one pewne cechy wspólne (Zarzycka, 2016), takie jak:

  • doznanie głębokiej krzywdy;
  • krzywda wyrządzona drugiej osobie;
  • podjęcie decyzji o przebaczeniu przez osobę skrzywdzoną;
  • niezależność przebaczenia od zadośćuczynienia sprawcy.

Mając na uwadze potoczne skojarzenia z przebaczeniem, warto podkreślić, że nie jest ono biernym znoszeniem cierpienia. Mówiąc w języku teologii – noszeniem krzyża. Nie jest też usprawiedliwianiem osoby krzywdzącej, ani jej akceptowaniem mimo tego, co zrobiła. Przebaczenie to także nie pojednanie, ponieważ w przeciwieństwie do tego drugiego, nie wymaga obecności, ani aktywnego uczestnictwa osoby, która skrzywdziła (Jastrzębska, 2016). Choć oczywiście znacznie łatwiej wybaczyć, gdy krzywdziciel wyrazi choć trochę skruchy i przeprosin (Zarzycka, 2016). Innymi słowy, pojednanie zachodzi między dwiema osobami, potocznie można stwierdzić, że to po prostu pogodzenie się. Przebaczenie natomiast może być indywidualne (Worthington, 1998).

O przebaczeniu wiele się czyta, słyszy i mówi. Sporo na ten temat można znaleźć we współczesnych przekazach medialnych. Na przykład w filmach. Jeden z nich „Bez mojej zgody” w reżyserii Nicka Cassavetesa w 2009 roku, powstały na podstawie książki Jodi Picoult, pokazuje, że można przebaczyć nawet bardzo dużą krzywdę, wyrządzoną przez najbliższych.

Wyobraź sobie, że przyszedłeś na świat, nie dlatego, żeby żyć i dać radość rodzicom, ale dlatego, żeby ratować życie swojej siostrze, która ma białaczkę. Jesteś potrzebny/a po to, aby oddać jej krew i niezbędne narządy. Rodzice chcieli Cię na świecie z pobudek czysto instrumentalnych – po to, żeby uratować swoje drugie dziecko. Przebaczyłbyś swoim rodzicom taki czyn?

Od chęci zemsty do przebaczenia

Podobnie jak definicji, także i modeli przebaczania jest wiele. Jednak w tym krótkim tekście, chciałabym się skupić, na jednym z nich, który w moim odczuciu najlepiej oddaje istotę tego, czym jest wybaczanie. Model R. Enrighta (1998) zakłada, że ten proces składa się z 4 etapów. Najpierw osoba skrzywdzona przechodzi przez tzw. fazę odkrywania. Odkrywa swój ból oraz cierpienie, którego doznała przez krzywdziciela. W tym miejscu warto powołać się na fragment książki ”Wyzwolony umysł” S. C. Hayesa (2020). W jednym z rozdziałów przedstawiona jest pacjentka, która jako mała dziewczynka doświadczyła molestowania seksualnego. Chcąc mimo wszystko żyć normalnie, starała się nie myśleć o tym doświadczeniu. Można by napisać, używając słownictwa terapii Akceptacji i Zaangażowania, że unikała tego doświadczania. To spowodowało tzw. rewiktymizację – kobieta, nie konfrontując się z wcześniejszym bólem, ponownie została wykorzystana seksualnie. Wsiadając do auta obcego mężczyzny nie przypuszczała, że on może chcieć ją skrzywdzić, bo nie miała możliwości, aby wyciągnąć wnioski ze swoich przeszłych doświadczeń. Faza odkrywania jest zatem bardzo ważna. Człowiek staje bowiem twarzą w twarz z krzywdą.

Następnie nadchodzi czas na podjęcie decyzji o przebaczeniu. Na tym etapie osoba świadomie podejmuje decyzję, że pragnie przebaczyć. Chce patrzeć na osobę, która wyrządziła jej krzywdę jak na kogoś wartościowego, a nie tylko przez pryzmat czynu, którego się dopuściła. Gdy decyzja zostanie podjęta, należy zacząć pracować nad swoim doświadczaniem.

W fazie pracy, jednostka zmienia swój sposób myślenia, następuje (jakby to powiedział A. Beck, czy inny terapeuta poznawczy) tzw. poznawcze przeformułowanie. Czyli zachodzi zmiana myślenia o sobie i co najważniejsze o drugiej osobie (Leahy, 2008). Wychodząc poza swoje dotychczasowe schematy, możemy uzyskać wgląd w motywy działania sprawcy, jesteśmy w stanie oddzielić osobę krzywdzącą od czynu, który popełniła i postrzegać ją jako człowieka, a nie potocznie mówiąc, jako potwora.

W końcowej fazie - na etapie wychodzenia, pojawia się już przebaczenie. Uwalniamy się od chęci zemsty i nienawiści wobec drugiej osoby. Jesteśmy nawet w stanie dać jej przysłowiową drugą szansę i nawiązać z nią ponowną więź. W języku polskim, istnieje przysłowie „Dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi”, ale z drugiej strony, kto z nas nigdy nie popełnił żadnego błędu, nigdy nie wyrządził krzywdy bliskiemu?

Przebaczenie – „z czym to się je?”

Nie pisałabym o przebaczeniu, gdyby nie fakt, że umiejętność wybaczania wiąże się z wieloma pozytywnymi skutkami. Pomijając już to, iż osoby skłonne do przebaczenia rzadziej zmagają się z depresją czy lękiem, warte podkreślenia jest też, iż konstrukt ten koreluje dodatnio z empatią (Zarzycka, 2016), czyli zdolnością do dostrzegania emocji innych ludzi i traktowaniu ich z szacunkiem (Stachowicz, 2019). Pozytywny związek istnieje także między zdolnością do wybaczania a wdzięcznością (Szcześniak, Król, Szałachowski, Kaliczyńska, Tabosa, 2017). Wdzięczność natomiast wiąże się z szeregiem pozytywnych konsekwencji, takich jak nawiązywanie satysfakcjonujących relacji międzyludzkich, odczuwanie częściej niż osoby niewdzięczne pozytywnych emocji, większą duchowością, która z kolei sprzyja naszemu dobrostanowi (Gruszecka, 2011).

W jednym z badań wykazano, że przebaczenie zmniejsza ryzyko samouszkodzeń, a tym samym ryzyko podjęcia próby samobójczej czy po prostu samobójstwa (Lawler i in. 2003). Osoby skłonne do przebaczania mniej ruminują – czyli rzadziej odbiegają od sławnego ostatnimi czasy, tu i teraz. Co naprawdę zaskakujące, to także fakt, iż przebaczenie wiąże się z niższym ciśnieniem tętniczym.

Jeśli chodzi o osobowość, to w badaniach potwierdzono ujemny związek przebaczenia z neurotyzmem, dodatni z ekstrawersją, a także z ugodowością (Zarzycka, 2016). Nie znaczy to, iż mając określone cechy osobowości, nigdy nie będziemy w stanie wybaczyć. Możemy trenować, co w swoim badaniu longitudinalnym (podłużnym) pokazali Lin i wsp. (2004). Zastosowali oni wobec osób uzależnionych od substancji psychoaktywnych, terapię wybaczania (foregiveness therapy). Celem było zredukowanie u nich poziomu agresji. Z osobami badanymi, pracowano zgodnie z kolejnością etapów modelu Enrighta opisanego powyżej. Co się okazało? Ujawnienie skrywanej dotychczas złości, wobec tych, którzy krzywdzili, a także okazanie życzliwości sprawcy i przebaczenie mu, pomagało zmniejszyć poziom agresji i wyjść z nałogu.

Czy mogę wybaczyć sobie?

Wskaźniki zaburzeń psychicznych w ostatnich latach rosną, są też częściej niż kiedyś rozpoznawane. Przyczyn takiego stanu rzeczy, można by wymienić wiele. Jedną z nich prawdopodobnie jest niezdolność do wybaczenia sobie różnych popełnionych uczynków. Może tych związanych z krzywdą wyrządzoną drugiej osobie, może tych związanych z samym sobą, na przykład niemożność wybaczenia sobie odejścia od rodziny czy wyjazdu za granicę. Samoprzebaczenie (self-forgiveness), podobnie jak przebaczenie to proces, który obejmuje odpowiedzialność za swoje działania i jednocześnie uwolnienie się od negatywnych emocji skierowanych wobec siebie (Webb, Bumgarner, Conway-Williams, Dangel, Hall, 2017 za; Cleare, Gumley, O’Connor, 2018). Self-forgiveness przypomina definicją współczucie wobec samego siebie (self-compassion), czyli umiejętność okazania sobie troski i życzliwości, bycia wrażliwym na własne cierpienie (Neff, 2003 za; Dzwonkowska, 2011). Jednym ze składników self-compassion jest self-kindness, czyli wyrozumiałość wobec siebie w sytuacji, gdy nie spełniło się wszystkich założonych oczekiwań. Według Cleare i wsp. (2018) ten właśnie składnik ma związek z self-forgiveness. To motywacja do akceptacji samego siebie, nie pomimo, ale z wadami, a także potrzeba podjęcia działania naprawczego.

Pisząc o przebaczaniu sobie, warto wspomnieć o metodzie Radykalnego Wybaczania, której twórcą jest Colin Tipping (2005). Ów mężczyzna został zdradzony przez żonę i nie potrafił jej tego przebaczyć. Jednak po czasie, żal minął, zrozumiał, że tak naprawdę nie był szczęśliwy w związku i sam pośrednio, doprowadził do rozpadu swojego małżeństwa.

Tipping zaleca przejście poszczególnych etapów radykalnego wybaczenia, co jednocześnie oddaje definicję tej metody (Rient, 2019).

Po pierwsze, należy opowiedzieć komuś swoją historię. Przypomina to trochę fazę odkrywania Enrighta. Słuchający nie może w tym czasie interpretować, ani komentować. Jego rolą jest tylko zrozumienie i akceptacja mówcy. Następnie osoba skrzywdzona, wyraża wszystkie swoje uczucia: ból, gniew, frustrację. Potem można już swobodnie przejść, do zmiany schematów poznawczych. Tipping nazywa ten etap fazą odrzucania dawnej interpretacji. Innymi słowy, gdy na przykład, ktoś obwinia się o to, że zdradził swoją żonę/męża i nie może sobie tego wybaczyć, szukamy wraz z tą osobą szerszej możliwości spojrzenia na tę sprawę. Można się zastanowić, dlaczego ktoś tak zrobił. Nie dlatego, że jest podłym człowiekiem i „nie ma serca”, ale może dlatego, iż był wychowany w rodzinie, gdzie wartość jaką jest wierność, nie była ceniona. Tu znów pragnę podkreślić, że nie jest to usprawiedliwienie, ale tylko nadanie zdarzeniu bardziej obiektywnego oglądu.

Gdy głębiej zrozumiemy swoje postępowanie, albo innej osoby, następuje etap nowej perspektywy, który można opisać jednym zdaniem – każde cierpienie ma swój sens. Ta faza pozwala zobaczyć więcej, nauczyć się na błędach, znaleźć inne możliwości. Na końcu następuje wybaczenie.

Krótka refleksja

Obecnie zmagamy się z wieloma problemami: zawodowymi, finansowymi, a także relacyjnymi. Relacje tworzą nieodłączną część naszego życia, a samotność nie służy nikomu, źle wpływa na nasze zdrowie psychiczne. Nawet tzw. samotnicy zapewne potrzebują się czasem z kimś spotkać. Z tych powodów niezmiernie ważne jest, abyśmy nauczyli się jak najlepiej żyć w społeczeństwie, abyśmy potrafili spojrzeć na człowieka z perspektywy jego historii i tego, co przeżył, a nie tego, jak nas potraktował. Ktoś mógłby mi zarzucić, że „łatwo się pisze, trudniej zrobić”. W moim osobistym odczuciu, przebaczenie jest bardzo trudnym procesem, który może zająć nawet kilka lat. Tekst nie ma na celu skłonić do przebaczenia tym, którym nie potrafimy wybaczyć, ale jedynie podkreśla jak ważna jest ta umiejętność. Nie tyle dla innych, ale dla nas samych, dla naszego lepszego samopoczucia i zdrowia.

Pomijając już wszelkie powyższe rozważania, nasuwają się niezmienne pytania: Czy da się wybaczyć wszystkie krzywdy jakich doznaliśmy? Czy może jest granica, po której przekroczeniu przebaczenie nie jest już możliwe?

Literatura cytowana:

  1. Cleare, S., Gumley, A., O'Connor, R. C. (2019). Self‐compassion, self‐forgiveness, suicidal ideation, and self‐harm: A systematic review. Clinical psychology & psychotherapy26(5), 511-530.
  2. Dzwonkowska, I. (2011). Współczucie wobec samego siebie (self-compassion) jako moderator wpływu samooceny globalnej na afektywne funkcjonowanie ludzi. Psychologia Społeczna6(16), 49-66.
  3. Enright R. D., Coyle, C. T. (1998). Researching the process model of forgiveness within psychological interventions, w: Dimensions of forgiveness: Psychological research and theological perspectives, Everett L. Worthington (red.), Templeton Foundation, 139–161.
  4. Freedman, S. R., Enright R. D. (1996). Forgiveness as an intervention goal with incest survivors. Journal of Consulting and Clinical Psychology, 64(5), 983.
  5. Gruszecka, E. (2011). Wdzięczność a szczęśliwe życie. Psychologia Społeczna6(19), 316-329.
  6. Hayes C.S, Strosahl D.K, Wilson G.K. (2013). Terapia akceptacji i zaangażowania. Proces i praktyka uważnej zmiany. Kraków: WUJ.
  7. Jastrzębska, J. (2016). Przebaczenie i pojednanie w terapii. Kwartalnik Naukowy Fides et Ratio26, 128-138.
  8. Jaworski, R. (2016). Przebaczenie w psychoterapii. Paedagogia Christiana38(2), 141-160.
  9. Lawler, K.A., Younger J.W., Piferi R.L., Billington E., Jobe R., Edmondson K., Jones W.H. (2003). A Change of Heart: Cardiovascular Correlates of Forgiveness in Response to Interpersonal Conflict. Journal of Behavioral Medicine 26(5), 373–93.
  10. Leahy, R., L. (2008). Techniki terapii poznawczej. Podręcznik praktyka. Kraków: WUJ.
  11. Lin, W. F., Mack, D., Enright, R. D., Krahn, D., Baskin, T. W. (2004). Effects of forgiveness therapy on anger, mood, and vulnerability to substance use among inpatient substance-dependent clients. Journal of consulting and clinical psychology72(6), 1114-21.
  12. McCullough, M. E. (2001). Forgiveness: Who does it and how do they do it?. Current directions in psychological science10(6), 194-197.
  13. Szcześniak, M., Król, J., Szałachowski, R., Kaliczyńska, L., Tabosa, L. Psychologiczne wyznaczniki przebaczenia – badania empiryczne, w: Jazukiewicz Anna, Jazukiewicz Iwona (red.),  Kształtowanie sprawności moralnych. Szczecin 2017, s. 153-174.
  14. Worthington, E. L. (2001). Forgiving and Reconciling: Bridges to Wholeness and Hope. Downers Grove.
  15. Zarzycka, B. (2016). Psychologiczne koncepcje przebaczenia w relacjach międzyludzkich. Paedagogia Christiana37(1), 163-181.

Imię i nazwisko: Julia Celban Kierunek i rok studiów, specjalność: psychologia, rok III, psychologia zdrowia i jakości życia,  psychologia kliniczna Kontakt e-mail: julka129300@wp.pl Zainteresowania: psychologia zdrowia, psychologia zaburzeń odżywiania, psychodietetyka, muzyka - amatorska gra na skrzypcach. Dodatkowe doświadczenie: roczny wolontariat w Akademii Przyszłości, działalność w Zarządzie Studenckiego Koła Naukowego Psychologii Zdrowia. (...)


Strony

Subscribe to Więc jestem RSS

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.