• Opublikowane 4 Marzec, 2015

Poezja - Piotr Wetoszka

Autor: Piotr Wetoszka

DO MATKI POLKI BEZZĘBNEJ[1]

Ty, która w pocie stoły przyozdabiasz.
Ty, która rzeczy na stołach nazywasz.
Ty, która wreszcie chwalebnie pozmywasz
i która normę z nawiązką wyrabiasz.
 
Choć nasze z dawna w fotele wciśnięte,
twe ciało pięknie narodowi służy.
Choć nasze oko dziwacznie się zmruży,
twe oczy nigdy nie będą zamknięte
 
Ja płaczę, gdy w kuchni obierasz ziemniaki,
gdy ciągniesz za skórkę swym złotym nożykiem
Pochylam się wtedy nad twoim stolikiem
i próżno mi szukać zmęczenia oznaki!
 
Jak dzierżysz w swej dłoni tę ścierkę szarawą,
Ja myślę – ty właśnie uwielbiasz tak Boga!
Nie straszne Ci brudy, ni pod nogi kłoda.
Twą duszę sen leczy – jedyną i prawą.
 
Niebawem dzień wstanie, a Ty dzień wyprzedzisz!
Usiądziesz i westchniesz – oto praca nowa...
Jakże Ty musisz być dzielna i zdrowa!
Że jeszcze od tego wszystkiego nie bredzisz…

[1]    Wiersz dedykowałem mamie, która akurat miała zakładaną plombę. Z tego, co pamiętam, to na ostateczny tytuł wiersza naprowadziła mnie właśnie mama, która wspomniała z autoironią, że teraz jest „bezzębna”.

FILTR ZAPOMNIENIA

Przepuszczam wspomnienia
przez filtr zapomnienia
 
Wspomnienie jest myślą
domyślnie bezmyślną
 
I rzec by się chciało,
w tej chwili zamysłu
że człowiek przez myśli
odchodzi od zmysłów
 
I teraz, człeczyno,
coś szukał radości
coś szukał bez sensu
 
Przypomnij młodości
swe lata...
 
Przypomnij te chwile
Ach, choćby na chwile!
 
A wnet sam dostrzeżesz
bez cienia zwątpienia,
jak dobrze przepuszczać
przez filtr zapomnienia
 
najgorsze z najgorszych
wspomnienia, wspomnienia…
 

INKASTELACJA

Inkastelacji poddawane
budowle, których nazw nie znamy,
te ciągle chętnie rozważane
rozliczne drobne w murach zmiany.
 
Nie chodzi jednak dziś o mury,
ani o cegły je tworzące.
Pal licho pracę mięśni, skóry
co dzielnie znosi skwary żrące,
 
Nie ważny dziś jest mit żołnierza,
co dzięki swej fortyfikacji
odważnym krokiem w piekło zmierza
w nadziei, że dowiedzie racji.
 
Gdy runą mury, skóra spłonie,
a mięśnie wiotkie umrą same,
ostatnia cegła w krwi utonie...
Tą krwią zmyć zechcesz hańby plamę!
 
Nie pytaj: Czemu takie słowa?
I czemu ta „inkastelacja”...
To przez cholernie trudne słowa
jest wieczny ból
i jest frustracja.

KOBIETA PIERSIASTA

Wnet drogą mą kroczy
kobieta piersiasta
 
Że niby „zwykłe
pomyje z miasta”
 
„kolejna z wielu”
ułomna niewiasta
 
chodź z przodu
(rzec trzeba)
figura od Piasta!
 
I w ścieżkę,
kobieta wypukła,
wkroczywszy
ogarnąć swej doli
jeszcze nie zdążywszy
 
rozmyśla pod nosem
który but prawdziwszy!
 
Z profilem kobieta!
z rozmiarem kobieta!
z przekąsem kobieta!
z diamentem kobieta!
 
Lecz nie potrafi
rozbić ci
kotleta
 
Dziś drogą mą przeszła
kobieta piersiasta
 
Wyłączam już światło
czas spać, jedenasta...
 

MAMO

Skroplona już rosą zielona polana.
I słońce już zbladło...
A Ty wciąż ta sama!
 
Do szafy chowam wygodne sandały.
Minęły chwile upojne, upały...
A Ty wciąż w dobroci świat tworzysz mój mały!
 
Codzienny to widok, gdy kurz kryje blaty,
ale niezwykłe wspomnienia sprzed laty:
Gdy byłaś, by przemóc codzienności kraty.
 
I jeszcze teraz, gdy chwytam Twe dłonie...
I jeszcze teraz, żar serca wciąż płonie!
Dziękuję, że jesteś, dziękuję w pokłonie.
 
Pamiętam Twe słowa: Czas goi nam rany.
Czas -  tak okrutny, tak nieubłagany.
Dość rzec by w pośpiechu, że mało go mamy...
 
Zielona polana już rosą skroplona.
A moja głowa w poduszkę wtulona.
Już zasłonięta wspomnień mych zasłona.
 
Czy zima, czy lato, czy wieczór, czy rano
Ja wciąż nie rozumiem, to wciąż nie to samo!
 
Gdzie jesteś, mamo?

GDY PIERSI MIĘSISTE

Gdy piersi mięsiste się złocą przed zmrokiem – dotykasz.
Gdy pięści w zacisku już grożą krwotokiem – umykasz.
Stwierdzając, że pewno ten światek skończony,
otwierasz swą księgę, wyszarpujesz strony.
 
Gdy grad pytajników ogródek twój niszczy – rozpaczasz.
Gdy zdrowie w temacie, a tobie kość piszczy – wybaczasz.
I księgę zamknąwszy, bez wiary w literki
uciekasz od zguby, uciekasz w cyferki.
 
Choć nigdy nie znajdziesz pierwiastka w liczydle – utworzysz.
Choć padnie pytanie: Co sypia w straszydle? - wyłożysz.
 
Twą żonę już ciągną za głowę deptakiem,
więc daj światu poznać, że jesteś cudakiem!

BO JA TERAZ WINO PIJAM...

Ja piję do Pana, do Pani
za Panią, a także za Pana...
za życie, co przecież do bani,
dziś wznoszę kieliszek szampana!
 
Ach, wróć! Spodlenie takowe,
co się umysłom wymyka
wnet spycha w tereny morowe
aż płonie od płynu ma grdyka.
 
Bo ogień nie szampan podsyca,
nie trunek jak sen podniebienia,
ale najgorsza wszawica,
tępiąca nam zmysł powonienia.
 
Bo ja teraz wino popijam
za grosze kupione za rogiem
A w sposób ten i czas zabijam,
i żywot swój, leżąc barłogiem...
 
Evviva l'arte rzecz chciałby
poeta zduszony chciwością,
bo pieniądz za słowo dziś brałby,
co plącze mu sens z naiwnością.
 
A co tam, niech żyje poezja!
Najbliższy mi akt krotochwili
A niechby to była herezja!
To bez znaczenia w tej chwili...
 
Niechaj więc na niej dziś stanie
Wszak ona nam wszystkim jest dana
Ach, bracie, to będzie wezwanie...
Niech chwila zapowie się sama!
 
To wszystko stało się szybko,
jak pozbawione znaczenia.
Tak w chwili się wino skończyło
i chwila przyniosła omdlenia.
 
Zapytasz: A ci, co nie pili -
Nie pili na zgubę ludzkości?
Wszak życia nie znają, ni chwili!
Ni lęku, ni źdźbła samotności...
 
Nie piję do Pana, do Pani.
Kielichem nie macham po niebie.
Nie piję, że żywot do bani!
Ja piję po prostu do siebie...
 

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.